– Gdy nagle trzeba zadzwonić po pomoc, ludzie często wpadają w panikę: zamiast na pogotowie, dzwonią na policję lub straż pożarną – mówi Robert Górski, lekarz pogotowia ratunkowego.

Kilka dni temu obchodziliśmy Europejski Dzień Numeru Alarmowego 112. Numer ten obowiązuje w całej Unii Europejskiej, choć są kraje, gdzie dostępne są jeszcze inne numery alarmowe. W Polsce można wykorzystać 998, dzwoniąc do straży pożarnej, 999 do pogotowia ratunkowego. Polskie władze, wprowadzając wiele lat temu 112, nie zdecydowały się na likwidację wcześniej obowiązujących u nas numerów z powodów czysto pragmatycznych.

– Siła przyzwyczajenia jest olbrzymia. Jeśli ktoś, zwłaszcza w podeszłym wieku, przez lata korzystał z numeru 999, to trudno mu byłoby przestawić się nagle na nowy, stąd decyzja o zachowaniu również tych starszych numerów – wyjaśnia Robert Górski, lekarz pogotowia ratunkowego i zielonogórski radny.

Obeznani w technice telekomunikacyjnej nieoficjalnie dodają jeszcze inne wyjaśnienie. Twierdzą, że o zachowaniu starych numerów alarmowych zadecydowało nasze ówczesne opóźnienie technologiczne. Numer 112 był wprowadzany na terenie kraju stopniowo, wraz z rozwojem nowoczesnej infrastruktury telekomunikacyjnej. Tymczasem te stare numery, jeszcze rodem z PRL, działały wszędzie, ich nagła likwidacja groziłaby paraliżem całego systemu ratownictwa.

Minęło już prawie 30 lat od momentu wprowadzeniu wspólnego dla całej Europy numeru alarmowego. Skąd zatem potrzeba ciągłego przypominania o jego istnieniu poprzez ustanowienie specjalnego dnia numeru 112?

– Gdy nagle trzeba zadzwonić z wezwaniem o ratunek, ludzie często wpadają w panikę: zamiast na pogotowie ratunkowe, dzwonią na policję lub straż pożarną. Z powodu głębokiego stresu zapominają, że na numery alarmowe można zadzwonić bezpłatnie z telefonu stacjonarnego i z komórki, nawet z takiej, która nie ma karty SIM – zauważa doktor Górski.

Kiedy powinniśmy korzystać z numeru 112? Dyrektywa parlamentu europejskiego wyraźnie definiuje: „numer 112 służy wyłącznie do powiadamiania w nagłych sytuacjach zagrożenia zdrowia, życia lub mienia, np. pożaru, wypadku drogowego, kradzieży i włamania, w przypadku użycia przemocy, nagłego omdlenia i utraty świadomości, poważnego uszkodzenia ciała i silnego krwawienia, porażenia prądem, rozpoznania osoby poszukiwanej przez policję, innej nagłej sytuacji zagrażającej zdrowiu, życiu lub bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”.

Tyle zapisy prawa. Jak jednak wygląda praktyka?

– Przykro o tym mówić, ale niemal codziennie jacyś dowcipnisie usiłują wykorzystać numer alarmowy do głupiej zabawy, np. podchmieleni biesiadnicy dzwonią, aby zamówić alkohol lub pizzę z dostawą, dzwonią starsze panie z prośbą o odnalezienie zaginionego kota lub pieska. Takich przypadków jest znacznie więcej, za każdym razem blokują połączenie osobom, które naprawdę potrzebują pomocy – gorzko podsumowuje R. Górski.

Zabawy z numerami alarmowymi nie są bezkarne. Dowcipnisie muszą się liczyć z otrzymaniem grzywny 1.500 zł. Kara ta może zostać podwyższona o 1.000 zł, jeśli „żartowniś” doprowadzi do uruchomienia procedury ratunkowej, np. bezcelowego wyjazdu karetki.

(pm)

 

JAK DZWONIĆ NA 112

* po wybraniu numeru 112, czekamy cierpliwie na zgłoszenie się operatora, połączenie jest bezpłatne, nie generuje kosztów

* podajemy swoje imię i nazwisko, krótko opisujemy zdarzenie lub sytuację, której jesteśmy świadkiem, aby operator mógł wezwać właściwą służbę

* podajemy adres, pod którym miało miejsce zdarzenie, wskazujemy najszybszą drogę dojazdu

* wykonujemy wszystkie polecenia i instrukcje przekazywane nam przez operatora

* nie rozłączamy się do czasu otrzymania takiego wyraźnego polecenia od operatora

* przez jakiś czas nie korzystamy z telefonu, z którego dzwoniliśmy na 112, aby operator mógł się z nami skontaktować ponownie w celu weryfikacji naszych informacji lub udzielenia dodatkowych wskazówek