Zakup czujników tlenku węgla (potocznie nazywanego czadem) został sfinansowany ze środków budżetu Miasta Zielona Góra z puli radnego Roberta Górskiego (Zielona Razem).

– Kwestie biurokratyczne udało się szybko załatwić dzięki osobistemu zaangażowaniu prezydenta Janusza Kubickiego – mówi R. Górski. – Przekazaliśmy 5 tys. zł na konto Stowarzyszenia Zawodowego Ratowników Medycznych MEDYK, które przeprowadziło szkolenie dla lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek oraz przekazało 6 wysokiej klasy detektorów tlenku węgla na rzecz Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Zielonej Górze. Wstrząsoodporne urządzenia są przymocowane na wierzchu do plecaków ze sprzętem medycznym, które Zespoły Ratownictwa Medycznego zabierają ze sobą na wizyty w domach pacjentów.

fot. Piotr Jędzura ŁZ

 Czujniki ratowały życie!

Skąd pomysł na zakup takiej aparatury?  R. Górski przytacza dwie ciekawe historie, w których brał udział: – Pierwsze wezwanie mieliśmy do bloku przy ul. Ogrodowej. Starszy mężczyzna wezwał nas, ponieważ jego żona miała objawy udaru mózgu. Zawieźliśmy chorą do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i kiedy wyjeżdżaliśmy już z terenu szpitala, dostaliśmy telefon od lekarza SOR, który poinformował nas, że z badania gazometrycznego krwi pacjentki wynika, że uległa ona silnemu zatruciu tlenkiem węgla. Od razu powiadomiliśmy dyżurnego Państwowej Straży Pożarnej i na sygnałach wróciliśmy do mieszkania pacjentki ewakuować jej męża. Strażacy, którzy przybyli na miejsce zdarzenia stwierdzili, że źródłem tlenku węgla był gazowy podgrzewacz wody w łazience, którego przewód odprowadzający spaliny był niedrożny. Jak się potem okazało cały mój 3-osobowy zespół również uległ zatruciu czadem. Na szczęście nasz stan był na tyle dobry, że nie wymagaliśmy hospitalizacji. Po tym wypadku zakupiłem na własny użytek na jednym z portali aukcyjnych przenośny czujnik tlenku węgla, który nosiłem zawsze przy sobie podczas wizyt u pacjentów. Było to proste i tanie urządzenie, które ze względu na delikatną konstrukcję było schowane w kieszeni i wymagało za każdym razem włączenia.

Szybko przekonałem się, że była to dobra inwestycja. Dostaliśmy wezwanie do domu w Starym Kisielinie. Kobieta z dziećmi wróciła z zakupów i znalazła swoją babcię, która leżała nieprzytomna na podłodze w dużym pokoju z aneksem kuchennym. Pacjentka na nic wcześniej się nie leczyła, więc nie mogliśmy powiązać jej stanu z dotychczas rozpoznaną chorobą. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i zapytałem rodzinę czy w domu jej jest jakiś piec. Córka pacjentki powiedziała, że tak i otworzyła podwieszaną szafkę, która znajdowała się kilka metrów od nas. W środku wisiał tzw. junkers. Wyciągnąłem z kieszeni czujnik tlenku węgla, który wskazał wysokie stężenie tlenku węgla. Kazaliśmy uciekać rodzinie chorej, otworzyliśmy okna, powiadomiliśmy strażaków i ewakuowaliśmy na noszach pacjentkę z niebezpiecznej strefy. Strażacy potwierdzili awarię pieca grzewczego. Kolejny raz cały mój zespół uległ zatruciu czadem, co wykazały badania gazometryczne krwi na SOR. Na szczęście nie musieliśmy być hospitalizowani. Po tych dwóch zdarzeniach wpadłem na pomysł, żeby każdy Zespół Ratownictwa Medycznego w naszym mieście został wyposażony w profesjonalny czujnik tlenku węgla. Personel medyczny może dzięki tym urządzeniom chronić swoje zdrowie i jednocześnie ma możliwość postawienia szybkiej i trafnej diagnozy, aby natychmiast rozpocząć najskuteczniejsze leczenie pacjentów znajdujących się w stanie nagłego zagrożenia życia.

fot. Piotr Jędzura ŁZ

Czad to śmiertelne zagrożenie

Tlenek węgla to bezbarwny gaz, który nie ma zapachu i jest niewyczuwalny przez ludzkie zmysły. Łączy się z erytrocytami we krwi 250-300 razy łatwiej niż tlen. Nawet jego niewielkie stężenie może prowadzić do bólu głowy, wymiotów, zaburzeń świadomości, a następnie do śpiączki i śmierci. W domach i mieszkaniach jego źródłem może być spalenie węgla, gazu, drewna i innych materiałów w niesprawnych piecach. Aby ustrzec się przed zatruciem należy pamiętać o zapewnieniu właściwej wentylacji pomieszczeń, profesjonalnym serwisie urządzeń grzewczych i przeglądach kominiarskich. Warto też zakupić czujniki tlenku węgla do użytku domowego. Cena takiego urządzenia to ok. 80 złotych. W naszym mieście coraz więcej osób montuje czujniki, które kilkadziesiąt razy w roku alarmują o zagrożeniu. Ich obecność uratowała już wielu zielonogórzan przed utratą zdrowia i życia.

CZADowa inwestycja!;) Z mojej inicjatywy jako radnego i dzięki osobistemu zaangażowaniu prezydenta Janusz Kubicki do…

Opublikowany przez Roberta Górskiego Czwartek, 30 stycznia 2020