Alicja Marczak, instruktorka fitness z Zielonej Góry dostała się do finału ogólnopolskiego konkursu na Trenera Roku. – Pracując z ludźmi mocno się nakręcam, tak po prostu jestem szczęśliwa – mówi Alicja.

   Dostała się do najlepszej dziesiątki

Do konkursu organizowanego przez czasopismo promujące zdrowy styl życia – Lif-e Polska, Alicję zgłosiła Kamila Nowowiejska, prawdziwa szycha w świecie fitness. To ona wyszkoliła wielu uznanych trenerów i stwierdziła, że takiego potencjału jaki ma zielonogórzanka grzech będzie nie wykorzystać. Z 50 osób z całej Polski komisja wybrała najlepszą dziesiątkę. Marczak zdobyła drugie miejsce, zagłosowało na nią ponad 1000 osób. W drugim, finałowym, etapie śmiałkowie obu płci musieli nagrać 40-sekundowy film z zapisem ćwiczeń. – To nie było łatwe zadanie – przyznaje A. Marczak. – W tym czasie trzeba dosłownie stanąć na głowie, aby zaprezentować pełnię swoich możliwości.

Jak pomóc Alicji? Wystarczy wejść na jej profil na Facebooku i dać lajka pod zamieszczonym filmikiem. Uwaga, najpierw trzeba wejść w ten film, nie klikamy zamieszczonego na profilu posta (niektórym osobom to się myli). Warto się pospieszyć! Głosowanie potrwa do środy.

Alicja skończyła Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Pracowała z młodzieżą w zielonogórskich szkołach. Fitnessem zajmuje się od 18 lat. Uwielbiała młodzież, ale w pewnym momencie poczuła, że jej ścieżka życiowa prowadzi już tylko do sali treningowej, bo dzięki niej jest szczęśliwa. I dlatego cztery lata temu porzuciła zawód belfra i została menadżerem klubu Funfitt II.

– Uwielbiam kontakt z ludźmi, prowadzając zajęcia dostaję taką moc, że aż mam trudności, żeby ją okiełznać – mówi ze śmiechem Alicja Marczak. – Nakręcam się, hałasuję, krzyczę, także na moich uczniów. Na zajęciach jest dyscyplina i porządek. Nie można porzucić ćwiczenia i napić się wody, wszyscy to robią na komendę. No chyba, że ktoś się źle poczuje, to oczywiście może przerwać aerobik czy rozciąganie. Ruch to najlepsze lekarstwo na stres, problemy w pracy, w związku. Wydzielające się w trakcie treningu endorfiny, nazywane hormonami szczęścia sprawiają, że lepiej się czujemy, funkcjonujemy i wyglądamy – zachwala. – Zapraszam wszystkich do naszego klubu.

Archiwum Alicji Marczak

Surowa, ale życzliwa instruktorka

Celem zielonogórzanki nie jest jednak, aby jej uczniowie na „siłę” nabierali tężyzny fizycznej, a żeby zakochali się w ruchu. Zaraziła do aktywności dziesiątki mieszkańców Zielonej Góry!

A. Marczak wyciągała za uszy niejednego ucznia, który nie uważał na lekcjach wychowania fizycznego. Padała komenda, obrót w lewo, a on w rytm muzyki robił skłon akurat w prawo. Jak na kiepskim, amerykańskim filmie o ofermach, których jedyną szansą na sukces jest poddanie się reżimowi narzuconemu przez bezwzględnego trenera. Alicja potrafi być surowa, ale podopieczni to doceniają. Reklamacji praktycznie nie ma, a jak ktoś nie wierzy, proponujemy zajrzeć na jej facebookowy profil. Klienci przekonują, że jest otwarta i życzliwa dla ćwiczących.

Archiwum Alicji Marczak
Archiwum Alicji Marczak

A jak dba o formę? Przede wszystkim w pracy. To cztery godziny różnorodnych zajęć: aerobik, na wzmocnienie kręgosłupa, czy trening siłowy. Przez wiele lat biegała, półmaratony i maratony. Nadwerężyła jednak prawego i lewego „Achillesa” (stopę) i w obawie przed kontuzją zawiesiła buty biegowe na kołku. Czasem pływa, ale jak żartuje w wieku 42 lat jest już starszą panią, i musi na siebie uważać, bo jej organizm wolniej się regeneruje.

Koleżanka Alicji, Urszula Jankowska nie może się jej nachwalić. – To nie tylko świetna menadżerka klubu, ale i koleżanka – mówi. – To czysta przyjemność mieć ją w gronie znajomych. Ala to prawdziwy wulkan energii, potrafi dotrzeć do najbardziej opornego ucznia –  śmieje się. – Nawet jak komuś się nic nie chce i dosłownie nogi mu się plączą podczas ćwiczeń, w mig doładuje mu akumulator. Ma tak niezwykłą osobowość, że prawie wszyscy w komplecie wracają do niej na treningi – podkreśla.

Rafał Krzymiński-WZG