Oficjalnie Bachus zamieszał w Zielonej Górze 2 września 2010 r. Jednak w rzeczywistości na zielonogórskim deptaku zawitał w piątek, 27 sierpnia. Około godz. 11.00. Przyjechał busem z Krakowa. I z miejsca stał się symbolem miasta. A wiecie, że początkowo miał być drewniany?

– Czyżniewski! Rozumiem, że mówisz o pomniku Bachusa na skrzyżowaniu Kupieckiej i Żeromskiego. Przecież prawdziwy Bachus jest z nami od… zawsze – moja żona lubi precyzję. – Tak lubię rzetelność. Napisz, że chodzi o rzeźbę. Zaznacz też, że ostatnio nie umyłeś patelni!

Jak powszechnie wiadomo, to ostatnie jest zawsze przyczyną gorących sporów w rodzinie Czyżniewskich. Oczywiście… chodzi o rzeźbę.

Pomyśleć, że Bachus początkowo nie miał być z brązu lecz z… drewna? I miał stać w innym miejscu? Nie żartuję.

A było to tak. W 2008 roku pracowałem w „Gazecie Lubuskiej”, w której otworzyłem Bank Dobrych Pomysłów. Dobrych pomysłów mających urozmaicić wygląd naszego miasta.

– Każde miasto ma swojego patrona. Poznań koziołki, Gdańsk Neptuna… A w Zielonej Górze mógłby to być Bachus. Ale nie smutas, tylko wesoły. Całość powinna stanąć w miejscu, gdzie kiedyś był grzybek – zaproponował Jan Wojciechowski.

Tydzień później padła konkurencyjna propozycja.

fot. Tomasz Czyżniewski -
fot. Tomasz Czyżniewski
Rzeźbę trzeba było ręcznie wynieść z samochodu i ułożyć na podeście

 

Pragnę zaproponować, aby przy wyremontowanym wejściu na Wzgórze Winne do Palmiarni, na rogu ul. Podgórnej i Wrocławskiej, postawić odtworzony pomnik Winiarki Emmy. Pomnik stał przed II wojną światową w okolicach dzisiejszej al. Niepodległości. Warto byłoby go odtworzyć – pisał Zbyszko Stojanowski-Han. Podobnego zdania był radny Jacek Budziński.

– A ja mam prawie gotową rzeźbę Bachusa z… drewna – wpadł do pokoju redaktor Artur Matyszczyk, kładąc na stole kolorowe zdjęcie drewnianego Bachusa, stojącego przy wejściu na Winne Wzgórze. To był pomysł radnego SLD Waldemara Zela. – Według naszych wyliczeń koszt rzeźby zamknąłby się w 30 tysiącach złotych. Oczywiście, jeżeli znajdą się pieniądze i będzie taka potrzeba, później w to samo miejsce można postawić droższy pomnik, na przykład granitowy czy kamienny – tłumaczył Zell, zapewniając, że pomysł z Bachusem przypadł do gustu prezydentowi Januszowi Kubickiemu.

I się zaczęło. Dziesiątki telefonów i listów. Co robić i który pomnik jest lepszy? Dyskusja nabrała nawet barw politycznych: wolimy lewicowego Bachusa czy prawicową Winiarkę Emmę? Spór był trudny do rozstrzygnięcie, bo zielonogórzanom podobały się oba pomysły, a miejsce było jedno. I pieniędzy nie za dużo. Dyskusja trwała kilka tygodni.

– Dobrze, niech o wyborze pomnika i jego lokalizacji zadecyduje specjalna rada pomnikowa – zadecydował prezydent Kubicki. Równocześnie zapowiedział, że co roku przeznaczy pieniądze na kolejne formy przestrzenne upiększające miasto. Słowa dotrzymał.

Szefem rady został dyrektor muzeum Andrzej Toczewski. Rada na swoim pierwszym posiedzeniu przegłosowała, że pierwszy stanie Bachus. Miejsce? Dawny grzybek u zbiegu ul. Żeromskiego, Kupieckiej i al. Niepodległości. Emma miała powstać w kolejnych latach.

Rozpisano ogólnopolski konkurs, na który wpłynęło kilkanaście prac. Wygrali go rzeźbiarze z Krakowa Robert Dyrcz i Jacek Gruszecki. Pracę rozpoczęli w styczniu 2010 r.

– Wreszcie się udało. To już trzeci konkurs, któremu szefuję – wzdychał wtedy A. Toczewski. Już w maju 2001 r. magistrat zaprosił do współpracy dziesięciu artystów. Jednak propozycji było mało, konkurs został unieważniony.

– Wtedy nie wyszło. Bardzo się przy tym nie upieraliśmy, bo był spory opór. Musiałem słuchać, że chcę stawiać pomnik pijakowi i rozpustnikowi. A przecież chodzi o symbol miasta i przypomnienie tradycji – opowiadał mi prezydent Zygmunt Listowski.

Wkrótce ogłoszono kolejny konkurs. Tym razem wpłynęło 14 prac. Do finału przeszło sześć prac.

fot. Tomasz Czyżniewski Przebieg operacji obserwował tłum zielonogórzan
fot. Tomasz Czyżniewski
Przebieg operacji obserwował tłum zielonogórzan

– Nie rzuciły na kolona. Konkursu nie rozstrzygnięto, fontanna nie stanęła – wspominał Toczewski… Bo w miejscu dawnego grzybka miała stanąć fontanna. Samo przygotowanie terenu (m.in. doprowadzenie wody) miało kosztować miasto około 100 tys. zł. Pomysły były różne. Według najwyżej ocenionego projektu miała 3,5 metra wysokości. Dwumetrowy Bachus, zmęczony życiem i trochę ospały, miał być wykonany z brązu, a fontanna z białego i zielonego marmuru.

Inna propozycja to bóg wina z chwiejącą się beczką, z której leje się woda. Na lekkim rauszu przypominał o tradycji picia wina. W innym wariancie Bachus z triumfalnie uniesionym pucharem stał na leżących kobietach.

Sprawę odłożono na lata. Aż do 2010 r. Wtedy na wiosnę zielonogórska delegacja pojechała do Krakowa zobaczyć model rzeźby z gipsu.

– Ja jestem zadowolona – oceniała wiceprezydent Wioleta Haręźlak. Jedna rzecz ją jednak nurtowała: – Czy Bachus wytrzyma oblegających go zielonogórzan?

– Wytrzyma – uspakajał R. Dyrcz. – W newralgicznych fragmentach wewnątrz odlewu będą stalowe taśmy zabezpieczające przed złamaniem czy urwaniem fragmentu Bachusa.

Obydwoje mieli rację. Bachus jest wciąż oblegany przez zielonogórzan i turystów. Od 10 lat znosi to bez problemów.

fot. Tomasz Czyżniewski Andrzej Toczewski sprawdzał wytrzymałość odlewu
fot. Tomasz Czyżniewski
Andrzej Toczewski sprawdzał wytrzymałość odlewu
Tomasz Czyżniewski
codziennie nowe opowieści i zdjęcia
Fb.com/czyzniewski.tomasz