Leciwi, chorzy, samotni, uwięzieni w domach od dawna. Z rodziną, która mieszka gdzieś w Polsce, albo bez. Z obiadem, dobrym słowem i pomocą do ich drzwi pukają opiekunki domowe. Teraz w rękawiczkach i maseczkach, żeby nikogo nie zarazić.

– Dlaczego w listopadzie ub. r. zamówiliśmy zapasy płynów dezynfekcyjnych, podręczne atomizery, maseczki, rękawiczki…? Naprawdę tego nie wiem, to musiała być podpowiedź Opatrzności – mówi Elżbieta Sochacka, dyrektor Centrum Usług Opiekuńczych. Przejęta, jak my wszyscy przypomina, że jej pracownicy mają w zakresie standardowych obowiązków m.in. usługi opiekuńcze w domu chorego. – W każdym razie jestem spokojniejsza o podopiecznych i personel, bo na razie o te rzeczy nie musimy się martwić. Zwłaszcza, że np. personel DDP „Retro” sam szyje maseczki dla siebie i swoich seniorów, a miasto nam pomaga – wyjaśnia.

Maseczki, rękawiczki, mydła dla opiekunek domowych są na wagę złota. W chwili, gdy życie zdominowała epidemia, kilkudziesięciu pracowników centrum codziennie albo trzy razy w tygodniu, bo różne są potrzeby, odwiedza 188 samotnych podopiecznych uwięzionych w domach. Nie zważają na własny lęk i obawy, choć większość z nich po mieście kursuje autobusami. – Na tym polega nasz praca – mówią w CUO. Ale w tym trudnym czasie mają swoją grupę online i w konstruktywnym radzeniu sobie w sytuacji kryzysowej na odległość pomaga im psycholog.

Każdy z opiekunów ma czterech lub pięciu podopiecznych. Na co dzień wygląda to tak: przed wyjściem do chorego opiekunka uzupełnia podręczny atomizer, łapie dwudaniowy obiad, m.in. przygotowany przez tutejszą stołówkę i… pędzi. Pod drzwiami dezynfekcja rąk, maseczka na twarz, na dłonie rękawiczki i… puk, puk. Tak dziś trzeba. Posiłek i zakupy, pomoc w codziennej toalecie oraz doraźne sprzątanie jest podopiecznym równie mocno potrzebne jak słowo otuchy.

– Dostaliśmy zalecenia wojewody. Mamy ograniczyć kontakty z podopiecznymi w domach do niezbędnego minimum. Żeby ich nie zarazić, ale też ochronić siebie. W tym roku nie będzie więc przedświątecznego mycia okien ani trzepania dywanów – zapowiada E. Sochacka.

Obiady do podopiecznych, ugotowane w stołówce przy ul. Witebskiej (siedziba CUO) wozi też MOPS i Dom Dziennego Pobytu „Retro”, który podlega centrum. Ten ostatni decyzją wojewody na czas epidemii został zamknięty. Łącznie więc do podopiecznych w domach każdego dnia trafia blisko 80 ciepłych posiłków. A czasem nawet deficytowy towar albo frykas. Tak było np. z płynem dezynfekcyjnym od prezydenta Janusza Kubickiego albo lodami przekazanymi przez kawiarnię all”Angolo.

– Wszystko trafiło albo trafi jeszcze dziś do ich rąk. Dziękujemy – mówi szefowa centrum.

Ale seniorzy zamknięci w domu nie samą strawą żyją, DDP „Retro” zaproponował, by ten czas spędzili z pożytkiem dla ducha. Personel, mobilizując podopiecznych do wysiłku intelektualnego i odciągając ich myśli od pandemii, codziennie podsyła podopiecznym ćwiczenia pamięciowe, krzyżówki i rebusy.

Fot. Archiwum CUO
Pani Elza odbiera obiad i płyn dezynfekujący

 

(el)