– To piękny i przydatny gadżet – mówi Tomasz Pastyrczyk, który wymyślił grzebień w kształcie różnych modeli samochodów do pielęgnacji brody. Hitem jest mały i duży fiat.

– Wszystko zaczęło się od dziadka?

– Przeszukując strych babci, natrafiłem na stary grzebień dziadka Janka. To był bardzo elegancki mężczyzna. Kilka razy dziennie czesał włosy i pielęgnował krzaczaste brwi. Prawie nie rozstawał się z grzebieniem. Nosił go w tylnej kieszeni spodni i to fryzjerskie narzędzie łamało się w całości, albo wypadały z niego ząbki. Zainspirowałem się. Projekt mojego grzebienia przeleżał w szufladzie kilka lat…

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka

– Wynalazca?

– Bez przesady! Samochodowe grzebienie zrobiłem dla siebie i znajomych. Moja broda wymaga sporo zachodu, choć nie należy do najdłuższych. Poszukuję oryginalnych i dobrych jakościowo rzeczy. Z przerwami mieszkam w Zielonej Górze i Warszawie, na targach designu, które promują ładne przedmioty, nie znalazłem atrakcyjnego gadżetu dla faceta z klasą. Dziadek lubił i dbał o auta. W jego czasach to było trudno dostępne dobro. Jeździł dużym fiatem i maluchem. Grzebień nostalgicznie nawiązuje do tamtej epoki i jest produktem bardzo wytrzymałym. Dzięki dwumilimetrowej stali nie zakrzywi go nawet pan słusznej postury. Fazowane ząbki sprawiają, że jest przyjemniejszy w kontakcie ze skórą głowy i twarzy.

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka

– Jak zabrał się pan za realizację projektu?

– Przejrzałem Internet. Nie było podobnego gadżetu. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że w USA, dwie firmy produkują grzebienie w kształcie aut amerykańskich. Z dziewczyną Agatą, architekt, narysowaliśmy kilkadziesiąt wzorów samochodów, z których wybraliśmy pięć: małego i dużego fiata, poloneza, poczciwą syrenkę i Warszawę. Według mnie produkt jest ładny i funkcjonalny. Można nim czesać też włosy. Dodatkowo zamontowaliśmy otwieracz do piwa i napojów. Trzymając w ręku grzebień johnnovak, można mieć pewność, że ta solidna rzecz nie rozleci się w ręku. Grzebień jest szczotkowany ręcznie, wypalany laserowo, a nie wybijany.

Produkcja ruszy w Zielonej Górze, Żarach i Nowej Soli.

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka
Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka

– Zbieracie fundusze na Zrzutce?

–  Idzie nam średnio (śmiech). Potrzebujemy 8 tysięcy złotych na produkcję pierwszej partii. Każdy kto wpłaci pieniądze dostanie grzebień lub inny gadżet. Ryzyka nie ma, jak kwota będzie za niska, zwrócę pieniądze.

Zbiórkę znajdziemy na https://zrzutka.pl/johnnovak.pl

– Ile będzie kosztował gadżet?

– Niemało, bo 89 zł. Fryzjer ze strzyżeniem brody kosztuje podobnie. Ten gadżet ma służyć wiele lat. A przy niewielkich nakładach, sama produkcja jest kosztowna.

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka

– Którym z eleganckich wozów pan się czesze?

– Noszę przy sobie malucha. Mój faworyt to polonez, lubię proste kształty. No i wuj nim jeździł.

– To sposób na życie?

– Wątpię, ale chcę kontynuować projekt. Rozrysowaliśmy z Agatą kolejne modele samochodów: lamborghini, aston martin, porsche. Chciałbym tworzyć motory, klasyczne modele harleyów.

– Chętnie kupiłbym grzebień w kształcie motoru żużlowego.

– Dziękuję za podpowiedź. Na pewno zaprojektujemy wielofunkcyjne grzebienie. Każdy majsterkowicz będzie mógł np. przykręcić śrubkę i zamontować półkę w domu. Może wprowadzimy dodatkowe akcesoria dla barberów np. kosmetyki i dodatki do pielęgnacji włosów i brody. Do grzebieni szyjemy już pokrowce z ekologicznej skóry i wytrzymałej washpapy. Poza tym chętnie nawiążemy współpracę z salonami fryzjerskimi i barberskimi.

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka

– Jakie modele jeszcze chodzą po głowie?

– Myślę o liniach hobbystycznych np. grzebienie sportowe w kształcie piłki nożnej, koszykówki, tenisowej, lub w kształcie kamery filmowej – taki też mam, niestety póki co tylko wirtualnie.

– Gdzie kupimy gadżet?

– Sklep ruszy na stronie johnnovak.pl, jeśli oczywiście wszystko się uda.

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka

– To nie pierwszy pana projekt?

– Zaprojektowałem luksusowy rotomat – urządzenie do nakręcania zegarków automatycznych. Ładnie zrobiony, z egzotycznego drewna, dbałością o każdy detal. Szybka, w której znajduje się zegarek jest robiona w hucie w Czechach, ma odpowiednią grubość, miedziane pierścienie. To gadżet dla zamożnych, kosztowałby kilka tysięcy. Nie mam pieniędzy na produkcję

– Dużo czasu poświęca pan na pielęgnację brody?

–  Na prośbę Agaty zrezygnowałem z brody. Po partnerskich negocjacjach znów ją mam. Wizyta u barbera jest jak kosmetyczka dla kobiet. Można pożartować, zrelaksować się. Lubię ten rytuał: gorący ręcznik na twarzy, pozbywanie się części zarostu, olejki odkażające. To przyjemny zabieg. Żyjemy w czasach, w których ważne jest jak wyglądamy. Mój dziadek bywał u fryzjera i „brzytwiarza” częściej niż raz w miesiącu

Dbanie o wygląd i słabość do pięknych przedmiotów to jedyne pasje?

– Z zawodu jestem operatorem filmowym, pracującym jednak głównie jako fotograf, a nie specjalistą od obróbki metali. Tak jak brat mam kolekcję kilkudziesięciu zegarków. Posiadam jeden z pierwszych zegarków magnetycznych, zegarek automatyczny wykonany i złożony w całości przez maszynę. Marzę o jednym z pierwszych zegarków jednowskazówkowych wyprodukowanych po 2000 roku. Ale te przełomowe dla historii zegarmistrzostwa modele są drogie.

– Dziękuję za rozmowę.

                                                                                   Rafał Krzymiński

Prywatne archiwum Tomasza Pastryczyka