Do Polski i Zielonej Góry wkroczyły ponad pół wieku temu. Wiecie komu zawdzięczamy słynne lody Bambino na patyku? Duńczykom! To z ich kraju sprowadzono maszyny do wyrobu kultowych przysmaków.

 – Czyżniewski! Przecież nazwa tych lodów jest wybitnie włoska – moja żona podejrzliwie mi się przygląda. Na szczęście w czasie wakacji nie ma pod ręką patelni i… z domowego rytuału wypadła kontrola czystości tego sprzętu. Czyściutki czeka w szafce na swoją chwilę.

Rzeczywiście, „bambino” to po włosku dziecko. Pewnie dobrze się to kojarzyło. Produkcję lodów Bambino rozpoczęto we wczesnych latach 60., gdy rząd polski kupił duńskie maszyny i zainstalował je w spółdzielniach mleczarskich. Słodkości wytwarzano w kilku smakach: śmietankowym, owocowym i kawowym, były też Bambino śmietankowe i owocowe w polewie czekoladowej. Konsumpcja tego loda na patyku była nie lada wyzwaniem. Pamiętam, że szybko trzeba go było lizać, by nie odpadł z patyka i nie wylądował na ziemi.

Fot. Bronisław Bugiel
Kiosk nr 5 Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej przy al. Wojska Polskiego, nieopodal ul. Kupieckiej

Na moim Facebooku jest silny fanklub miłośników zielonogórskich kiosków z lodami. Przy każdym dziesiątki komentarzy. Na przykład kiosk nr 5 Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej (zdjęcie górne po lewej) stał przy al. Wojska Polskiego nieopodal skrzyżowania z ul. Świerczewskiego (obecnie ul. Kupiecka). Dzisiaj w tym miejscu jest kebab. – To były najlepsze lody Bambino, pamiętam ten kiosk doskonale – wspomina Kazimiera Liberadzka. – Kiosk należał do spółdzielni mleczarskiej i można tam było kupić jeszcze kefir i śmietanę – dodaje Lucja Talejum. – Pracowałam w tym kiosku, miło wspominam pracę – pisze Alicja Jagodzińska.

Natychmiast pojawiają się wpisy o innych kioskach z lodami. Tego kiosku nie pamiętam, młody jestem. Za to pamiętam kiosk z lodami pod ścianą budynku na Sikorskiego, naprzeciw kina Wenus (nie było jeszcze Konstytucji 3 Maja ale za to był przepiękny budynek przychodni). Chodziłem z kumplami z SP 6 do tego kiosku po… suchy lód – uzupełnia Jarosław Chodarcewicz. – Lody Bambino – kawowe, chyba 2,60 zł . Kiosk na Jaskółczej, skrzyżowanie z Ogrodową – to moje dzieciństwo – zapamiętał Ronnie Grabowski.

Fot. Bronisław Bugiel
To samo miejsce kilkadziesiąt lat później – lody wciąż dostępne

Ola Olka: – Tego z fotki nie pamiętam. Ulica Ułańska, naprzeciw mniej więcej kościoła Zbawiciela. Podgórna, naprzeciw szpitala położniczego. Był obok też punkt z syfonami. Potem kiosk Ruchu. Janina Kania: – I jeszcze na Waryńskiego – naprzeciw Medyka. Cudowny smak tych lodów utrwalił mi się do dzisiaj. A anginy miałam po dwa razy w miesiącu. Oprócz lodów, w budce można było kupić sery białe, masło. Mleko – nie pamiętam.

Fot. Ze zbiorów Sławomira Ronowicza
Przed wojną również można było kupić lody na ulicy. Wózek lodziarza „zaparkował” na wprost wejścia do ratusza.

Mirosława Bujanowska: – Inny kiosk z lodami i nabiałem był na pl. Wielkopolskim przy postoju taksówek. To był kiosk nr 5. Natomiast ten z numerem 1 umiejscowiono przy al. Niepodległości (zdjęcie górne po prawej stronie). Dziś w tym miejscu jest duży ogródek piwny – nieopodal teatru. – Kiosk był przy al. Niepodległości, te okna z boku to był szpital położniczy. W tym kiosku sprzedawała moja Mama. O!!! Pracowała też w kiosku Bambino koło Zbawiciela – tłumaczy Ryszard Henclewski.

Lody Bambino doczekały się wielu sloganów reklamowych np. „Nawet sam minister wyszedł z wody, aby zjeść Bambino lody”. Bambino przetrwały do dziś, jednak z rynku w latach 70. wyparły je lody włoskie z automatu. Ta nowość była bardziej dostępna.

                                                            Tomasz Czyżniewski
                                           codziennie nowe opowieści i zdjęcia
                                                     Fb.com/czyzniewski.tomasz