To miał być wyjątkowy sezon dla Przemysława Zamojskiego. I był, ale z innych niż pierwotnie planował powodów. Plany sportowe zrealizował na tyle, na ile mógł. Na więcej nie pozwolił koronawirus.

„Zamoj” miał swoisty sezon w sezonie, choć krótszy niż zakładał. W trakcie tego klubowego udał się na ten reprezentacyjny. Po lutowym turnieju Pucharu Polski wyruszył, za zgodą klubu, na zgrupowanie kadry w koszykówce 3×3. Zwieńczeniem przygotowań i turniejów kontrolnych miały być kwalifikacje i zdobycie olimpijskiej przepustki dla debiutującej na igrzyskach odmianie basketu.

Koronawirus zatrząsł światem sportu. Najpierw doprowadził do odwołania turnieju kwalifikacyjnego, który miał się odbyć w Indiach, a potem przesunął o rok Igrzyska Olimpijskie w Tokio. – Wiedzieliśmy, że coś takiego może się wydarzyć. Koronawirus dotknął wszystkich dziedzin życia. Niestety i nas – wyznaje Przemysław Zamojski. Liczy, że dodatkowy rok uda się dobrze wykorzystać. – Będziemy mieli więcej czasu na przygotowania i wypracowanie jak najlepszej formy fizycznej przed turniejem kwalifikacyjnym i samymi igrzyskami – uważa koszykarz.

Gdy sypały się plany dotyczące koszykówki trzyosobowej, dowiedział się, że jego klub został mistrzem Polski. Dla 33-latka to dziesiąte złoto w karierze. Pod względem tytułów w kraju nie ma sobie równych. – Cieszę się, że kariera potoczyła się tak, że medale zdobywałem praktycznie co roku. Było kilka sezonów przerwy, cztery lata bez podium, ale i tak cieszę się, że dane mi było grać w najlepszych drużynach w Polsce i przeżywać te wszystkie emocje – wyznaje ojciec czwórki dzieci.

I właśnie pociechy, w tym trudnym czasie przymusowego siedzenia w domu, najmocniej zaprzątają serce i myśli koszykarza. Pomagają nawet w… ćwiczeniach, bo przecież zawodowy sportowiec, bez względu na okoliczności poziom trzymać musi. – Nie chcę wypaść z formy, którą przez lata budowałem. Przydają się te moje żywe ciężary w domu – śmieje się zawodnik.

Mimo trudności, z optymizmem patrzy w przyszłość. Jest i żal, że Stelmet mistrzostwa nie mógł potwierdzić na parkiecie, w pełnym wymiarze sezonu. – Ta grupa ludzi była fantastyczna. Trener to świetnie poukładał i ta maszyna wyglądała coraz lepiej z miesiąca na miesiąc. Mam nadzieję, że będzie nam dane, przynajmniej w bardzo podobnym zestawieniu zawodników, pracować w przyszłości i mieć tę radość ze wspólnego czasu i trenowania – przyznaje P. Zamojski. Wiadomo już, że ze Stelmetem pożegnał się Ludde Hakanson, który wróci do ligi hiszpańskiej. „Zamoj”, któremu kontrakt się skończył, chciałby zostać w Zielonej Górze. – Mam nadzieję, że to nie jest nasz koniec i w przyszłości osiągniemy jeszcze duże rzeczy dla Zielonej Góry – dodaje.

mk