Władza się boi? Nie, władza się i boi, i władza się szykuje do przejęcia pełnej kontroli nad ulicą. I dyktatury bez listka figowego. Wtorkowe wystąpienie Kaczyńskiego przypomniało mi wystąpienie generała Jaruzelskiego. Tam też strach o to co może się stać z oświeconą dyktaturą spowodował ogłoszenie stanu wojennego. Wystąpienie Kaczyńskiego to ten sam moment mentalny. Boimy się, że sytuacja wymknie się nam spod kontroli więc ostrzegamy. Potem się powie – ostrzegaliśmy ale nas nie słuchaliście więc sięgniemy po ostre środki.

Obaj mieli tytuł dla swego wystąpienia. Obaj to premierzy, obaj to przywódcy partii, które rządzą (rządził) dyktatorsko, choć osłaniają to frazesami o demokracji. (choć mam wrażenie, że w późnym PRL-u bardziej szanowano niezależność sądów, a już na pewno nie próbowano wsadzać do więzień adwokatów z powodu ich przekonań politycznych). Ale jak mawiał dziadzio Marks powołując się na Hegla – historia powtarza się dwa razy. Raz jako tragedia, drugi raz jako farsa. Nie jestem pewien czy miał rację…

W tym momencie powołam się na słowa Bartosza Węglarczyka:” Jarosław Kaczyński do swoich zwolenników wysłał proste przesłanie:- Polska jest na krawędzi, jeśli zwyciężą oni, ludzie demonstrujący dziś na ulicach, Polska przestanie istnieć. Dlatego obowiązkiem każdego prawdziwego Polaka, a takim może być tylko katolik oraz zwolennik Prawa i Sprawiedliwości, jest obrona kościołów przed demonstrantami.

Wicepremier, który nadzoruje policję i służby specjalne, dał przyzwolenie narodowcom, kibolom, ONR-owi i skrajnej prawicy do bicia ludzi na ulicach. Prezes partii rządzącej w prosty sposób znów podzielił Polaków na tych dobrych i na tych złych, po czym tym, jego zdaniem dobrym, mówi wprost: będziecie bezkarni, bo bronicie Polski przez zniknięciem z mapy świata. A każdy Polak wie przecież — w obronie Ojczyzny, w obronie jej istnienia, bij zabij.”

I wcale nie chodzi tu już o aborcję. Na swoim wallu na  FB opublikowałem felieton Galopującego Majora, który, moim zdaniem świetnie zdiagnozował sytuację: Więc nie, nie chodzi tu o żadną ochronę życia. Nie chodzi o ochronę życia, bo przecież oni doskonale wiedzą, że aborcje idą w setki tysięcy. Wiedzą też, że gdyby chcieli zmniejszyć aborcje, czyli chronić te ich życie, to powinni na uszach stawać z edukacją seksualną, a gumki i piguły rozdawać jak opłatki w kościele. Ale nie, im nie chodzi o żadną ochronę życia, zajdzie to zajdzie, najwyżej usunie se na Słowacji, czego więc brzęczy? Ba, nie chodzi nawet o wiarę, bo przecież nawet oni nie mogą wierzyć, że ten ich Jahwe jest tak, za przeproszeniem, tępy, że nie widzi całego tego zakłamania i przyczyniania się katolików do hurtowego spędzania płodów.

Chodzi o dominację, Chodzi o to, żeby te „kurewki”, które Ziemkiewicze tego kraju spijają a potem wykorzystują seksualnie, żeby one czuły mores, żeby wiedziały kto jest panem, a kto tylko służącym. Że może ten lewacki świat dał Wam jakieś prawa, ale my tutaj pokażemy Wam, że Wasz status jest niższy od piątki dla zwierząt. Tak jak pokazywaliśmy chłopom śmierduchom, robiąc z nich niewolników, Żydkom bijąc ich a potem mordując z uśmiechem na ustach, pedałom napierdalając ich w bramie, a teraz Wam, kurewki, bo za kurewki zawsze was na prawicy tak naprawdę mieliśmy.

Tak, to całe gadanie o ochronie życia poczętego to jest jedna wielka hipokryzja. Mam wrażenie, że najgłośniej krzyczą mężczyźni, zagorzali katolicy na pokaz, którzy potem w domowym zaciszu lubią przyłożyć żonie…

Obawiam się jednak, że znów się może nie udać…

Ano dlatego, że zbyt dużo ludzi chce przy tym ogniu upiec polityczną pieczeń. Z rozbawieniem (choć jest to śmiech przez łzy) obserwuję jak w Zielonej Górze nie brakuje takich co próbują wyrokować kto może brać udział w protestach, a kto nie. Kto jest „dobrym przeciwnikiem PiS”, a kto jest „złym przeciwnikiem PiS” i należy go wykluczyć z naszego towarzystwa. We wtorek na sesji radny Rewers – wzór prawdomówności i opoka moralności, stawiał tezę, że radni Klubu „Zielona Razem” nie mają prawa zgłaszać apelu do parlamentarzystów, o przywrócenie kompromisu aborcyjnego bo… nie uczestniczyli w protestach KOD ani w obronie sądów. Abstrahując od faktu, iż radny Rewers ma słaby wzrok, a w Wilkanowie widocznie nie ma dobrego okulisty, bo sygnatariusze uchwały w protestach uczestniczyli to już sam fakt takiego stawiana sprawy dużo mówi o sposobie myślenia. „My mamy prawo protestować, a wy nie”… Jedna z organizatorek protestu samochodowego Zofia Szozda spotkała się z hejtem, bo pozwoliła by w organizację protestu włączyli się radni „Klubu Zielona Razem” oraz radny Rosik z KO. Śledzę czasami profil rzeczonej Zofii i znalazłem tam kilka wpisów w stylu tego: „Z PiS-em trzyma klub prezydenta tzw.Zielona Razem. Teraz fałszywie wspierają #StrajkKobiet mając z Barczakiem układ. Przypinanie się pod protesty, gdy jest się w układzie z tymi co podpisali się pod ustawą jest obrzydliwe”! Nie mówiąc, że autorka wpisu kłamie to – będąc rozpoznawalną osobą – uzurpuje sobie prawo do mówienia kto może wspierać #StrajkKobiet, a kto nie może. Okazuje się zresztą, że takich, którzy „nie mają prawa brać w protestach” jest więcej.

Czym różnią się więc ci „sprawiedliwi wyrokujący o innych od Kaczyńskiego dzielącego Polaków? Niczym.

Jak czyta się korespondencję między kobietami, które podobno wszystkie są za #StrajkiemKobiet to powstaje wrażenie, iż Kaczyńskiego et contares nienawidzą mniej niż siebie nawzajem…

Do tego jeden próbuje wyjść przed drugiego. Instytut Równości zorganizował Protest Samochodowy to już ludzie Ruchu Miejskiego i Lewicy nawołują do zbiórki pod siedzibą Lityńskiego pod hasłem „Dupa biskupa”, na piątek jakaś inna ekipa zwołuje chłopaków w samochodach by „wspierać kobiety”. Można odnieść wrażenie iż dla organizatorów protestów są one pretekstem do wyścigu – my zorganizowaliśmy to szybciej, lepiej, zgromadziliśmy więcej ludzi a wy… gońcie się.

W dodatku protesty sprytnie skanalizowano. Po pierwszym dniu przestały to być bunty przeciwko wyrokowi TK, a stały się buntem przeciwko PiS. Sęk w tym, że nawet wśród pisowców jest wielu zwolenników kompromisu aborcyjnego, którzy poszliby w proteście przeciwko wyrokowi ale na pewno nie pójdą krzyczeć „jebać PiS”.

Zresztą wulgarność protestów, używanie knajackiego języka też odstrasza, zwłaszcza starsze pokolenie, nie siedzące w internetowej bańce.

I tak kółko się zamyka: miast jedności ścigamy się między organizatorami, miast zrobić porządne protesty robi się je na łapu capu, dzieli się protestujących na tych którzy mogą i na tych, którzy nie są tu mile widziani. A potem zdziwienie, że znów przegraliśmy…

A w poniedziałek rząd wprowadzi stan wyjątkowy i wtedy dopiero się okaże kto stanie do protestu a kto nie…

Andrzej Brachmański