Pewnie wielu zielonogórzan bywało w tym miejscu. Przy ul. Sobieskiego 3 przez ok. 100 lat działał jubiler. Sporo lat temu, jeszcze za głębokiej komuny usiłowałem u niego kupić ślubne obrączki. Miałem nawet odpowiedni talon z USC. Byłem przekonany, że sprawę załatwię od ręki. Oj durny, ja durny…

– Czyżniewski! Też tak myślałam, ale nic z tego nie wyszło, talony nic nie pomogły, bo złota nie było. Musieliśmy przerabiać inne złote precjoza – moja żona lekko się wzruszyła, co i tak nie odwiodło jej od rzutu okiem na patelnię. Uf! Czysta. W naszej kuchni doszło do dramatycznej sytuacji, przedziurawił się ulubiony garnek żony podarowany jej kiedyś przez ciotkę. Idealny do gotowania kalafiorów.

Ze zbiorów Sławomira Ronowicza
Ul. Sobieskiego na początku XX wieku – widok od strony ratusza

– Gdy braliśmy ślub, wówczas na talony były nawet rajstopy i koronka, te akurat udało się kupić – dodała małżonka.

– Też miałem taki talon, oj durny i ja – w końcu kupiłem ruską [obrączkę] szeroką jak Wisła i zrobiłem na ul. Krawieckiej u tzw. prywaciarza dwie wąskie – wspomina na Facebooku Jerzy Misztela.

– W 1963 roku wybierałem tam zegarek komunijny. Fundatorem był Dziadek. W 1982, w stanie wojennym, po odstaniu swego w kolejce, kupiłem obrączki na talon – dodaje Przemysław Karwowski.

Fot. Tomasz Czyżniewski
Zestaw kawiarniany sygnowany przez złotników z ul. Sobieskiego

Szczęściarze.

Obrączek nie kupiłem na Sobieskiego, jednak mam inną pamiątkę z tego jubilerskiego zakładu… przedwojenną. Jakiś czas temu w prezencie dostałem piękny zestaw tortowo-kawowy. Bardzo dziękuję. Łyżeczki umieszczono w firmowym etui z opisem: Georg Sendler, Juwelier, Grünberg i. Schl. Georg Sendler sprowadził się na ul. Sobieskiego pod koniec XIX wieku i otworzył tutaj znany w mieście zakład złotniczy. Reklamował się jako jubiler, złotnik, grawer i specjalista od wycen.

Od kiedy urzędował przy przedwojennej Oberstrasse, czyli dzisiejszej Sobieskiego? – Jeszcze w maju 1876 r. właścicielką kamienicy była wdowa Rothe – Zbigniew Bujkiewicz, nasz ekspert z Archiwum Państwowego w Zielonej Górze zagląda do dokumentów. – W 1882 r. zegarmistrz A. Jasser dobudowuje piętro na tyłach jeszcze parterowej kamieniczki. Złotnik Georg Sandler pojawia się kilka lat później. W 1897 r. kamienica ma już piętro, przez cały parter ciągną się okna wystawowe.

Ze zbiorów Sławomira Ronowicza
Nieistniejąca willa Georga Sendlera zbudowana w 1911 r. w okolicach Wzgórza Braniborskiego

Rok wcześniej Sandler zamawia projekt gruntownej przebudowy kamienicy. 16 grudnia 1896 r. znany zielonogórski mistrz murarski Carl Mühle składa w policji budowlanej odpowiednie rysunki trzypiętrowej kamieniczki. Szkoda, że tego pomysłu nie zrealizował, choć złotnik miał na to kilka lat. Sytuacja zmieniła się w 1903 r. Wtedy pożar strawił narożnik ul. Sobieskiego i Starego Rynku. Na pogorzelisku powstał kilkukondygnacyjny dom handlowy. Przy okazji poszerzono ulicę. W ten sposób część kamienicy złotnika zaczęła zagradzać ulicę. I nic już z tym nie można było zrobić. Sendler odczuł to na własnej skórze. W 1909 r. otrzymał z magistratu plan swojego domu z zaznaczoną czerwoną linią przebiegającą przez środek sklepu. To była nowa linia zabudowy. Gdyby chciał cokolwiek budować, musiałby zburzyć ściany od frontu a dom zmniejszyć prawie o połowę. Lepiej było nic nie robić… Zamiast rozbudować miejsce pracy, nasz złotnik postanowił postawić sobie dom w innym miejscu. 30 kwietnia 1911 r. policja budowlana zatwierdziła budowę dużej willi na Wzgórzu Braniborskim. Dom zaprojektował Otto Melzer. Nazwano go „Willą pod złotym dachem”. Dach był tradycyjny, z czerwonej dachówki, ale kojarzył się z właścicielem, złotnikiem. Niestety, willa nie przetrwała do dzisiaj.

Fot. Agata Przybylska
Widok współczesny

– Dobrze, Czyżniewski. Widelczyki są od Sandlera, ale szczypce do cukru sprzedał Aschenbach – moja żona równiutko poukładała prezenty.

Zgadza się. Jedne i drugie pochodzą z tego samego zakładu. Bernard Aschenbach był w latach 20. i 30. kolejnym złotnikiem urzędującym przy ul. Sobieskiego. Natomiast w 1945 r. zastąpił ich Zbigniew Ciesielski.

Jednak w PRL-u niechętnie patrzono na prywaciarzy, dlatego lokal zajęło państwowe przedsiębiorstwo Jubiler. Dalej można tu było kupić np. obrączki i to niekoniecznie na talony. Dzisiaj jest tutaj kawiarnia.

Reklama zakładu złotniczego Georga Sendlera z 1898 r.

 

Tomasz Czyżniewski

codziennie nowe opowieści i zdjęcia

Fb.com/czyzniewski.tomasz