Rok 2020 w sporcie mocno naznaczyła pandemia. Okazało się, że sezon żużlowy może zacząć się w czerwcu, a zawodnicy mogą „uwinąć” się w cztery miesiące, zaś koszykarze mogą skończyć w marcu i zacząć grać jeszcze w sierpniu. Martwych miesięcy bez sportu też było dużo. Mimo tego – działo się!

ŻUŻEL

Znów krok od medalu

Miało być gorzej, przez długi czas było dużo lepiej, ostatecznie… było tak samo – tak można podsumować sezon żużlowców RM Solar Falubazu. Zielonogórzanie, tak jak rok wcześniej, skończyli zmagania w PGE Ekstralidze tuż za podium, ale 4. miejsce jest jedynym podobieństwem sezonów 2020 i 2019. Jazda w dobie koronawirusa była ekspresowa, z kolejką co tydzień. Nawet najlepsi łapali zadyszkę. Martin Vaculik miał fenomenalne momenty, gdy niemal nie przegrywał, ale miewał też chwile słabości. Z Patrykiem Dudkiem, tak jak na prezentowanym zdjęciu, już po 5:1 nie pojedzie. Zostaje w Lubuskiem, ale powędrował na północ województwa. Z Falubazem Piotra Żyty przeżyliśmy furę emocji, ze znakomitymi meczami u siebie i na torach rywali. Początkowo pewne play-offy zaczęły się jednak wymykać z rąk i wtedy Dudek zrobił to, co lubi i robi najlepiej – wyrwał je rozpędzonym rywalom w ostatnim biegu na koniec rundy zasadniczej w Lublinie. Oby umiejętnością kreowania dramaturgii – z pozytywnym finałem – zarazili się nowi w Winnym Grodzie – Žagar i Fricke. W 2021 też pewnie nudy nie będzie.

 

KOSZYKÓWKA

Szkoda, że państwo tego nie widzą… w hali

Zastal, a wcześniej Stelmet Enea BC, wrócił na mistrzowski tron. Niestety, komunikatem Polskiej Ligi Koszykówki, która w marcu, tuż po wybuchu epidemii koronawirusa, postanowiła zakończyć rozgrywki i wręczyć medale na podstawie tabeli Energa Basket Ligi. Wielka szkoda, bo marzyliśmy, by zobaczyć Hakansona czy Gordona, jak biją się w fazie play-off. Kto wie, czy nie biliby się na obu frontach – w Polsce i w lidze VTB. Po sezonie po gwiazdy odezwali się możniejsi, ale w miejsce Szweda i Amerykanina pojawili się nowi, którzy też rozpalają nas do czerwoności. Jest świetny Iffe Lundberg, jest znakomity Geoffrey Groselle. W sezonie dołączyli też dający dużą jakość Rolands Freimanis i Kris Richard. Poprzednią i obecną drużynę łączy wspólny mianownik – Žan Tabak (na zdjęciu). To Chorwat sprawił, że o sportowych wyczynach Zastalu z zachwytem mówi cała Polska. Wspólnym mianownikiem jest też to, że fani basketu z kraju i miejscowi kibice mecze mogą oglądać tylko przed telewizorami. I tego zielonogórscy kibice nie mogą przeboleć. Taaaka drużyna, z którą nie można przybić piątek?! Oby było to możliwe w sezonie 2021.

fot. Piotr Jędzura ŁZ
PIŁKA NOŻNA

Utrzymać to, co jest

Poprzedni rok Lechia Zielona Góra kończyła – jako beniaminek III ligi – w środku stawki, ale walorów z jesieni nie potwierdziła wiosną. Zielonogórzanie w marcu zagrali jeden mecz, potem pandemia zmieniła piłkarską rzeczywistość na boiskach regionalnych lig. Nowe rozgrywki ruszyły z początkiem sierpnia i w nich lepsze mecze były przeplatane gorszymi. Nic w tym dziwnego, grania było sporo, często systemem środek tygodnia – weekend. Udany był schyłek rundy, a bilans ośmiu zwycięstw, czterech remisów i sześciu porażek pozwala na półmetku być na szóstym miejscu. Lechia miała jesienią snajpera, co się zowie! To Szymon Kobusiński, który zdobył 17 bramek. Takie statystyki zwracają uwagę ekip z wyższych lig i niewykluczone, że „Kobusa” może wiosną w Lechii zabraknąć. Zresztą nie tylko jego, bo byli też inni, na których trener Sawicki mocno mógł liczyć, jak choćby Sebastian Górski (na zdjęciu z lewej). Klub zresztą nie kryje, że koronawirus nadszarpnął sytuację finansową i skład wiosną może być słabszy.

fot. Marcin Krzywicki
INNI

Roku 2020 – idź precz!

Czy ktoś wyobrażał sobie, że o rok przesunie się piłkarskie Euro 2020 albo Igrzyska Olimpijskie w Tokio? O tych drugich marzy Jakub Skierka. Pływak TP Zielona Góra podporządkował im całe życie. I cały czas staje się lepszy. Grudniowy finał mistrzostw Polski na krótkim basenie w Olsztynie, w swojej koronnej konkurencji – 200 metrów stylem grzbietowym – przegrał z Radosławem Kawęckim zaledwie o 0,23 s., bijąc swój rekord życiowy. Minimum na majowe mistrzostwa Europy dzięki temu ma, a tam podejmie pierwszą próbę walki o minimum, które da bilet do Japonii.

Za walczących o Igrzyska Olimpijskie trzymamy kciuki, podobnie jak za naszych sportowców walczących na lokalnym podwórku – w grach zespołowych i indywidualnie. Czy większe i mniejsze imprezy sportowe będą mogli na żywo oglądać kibice? Tego życzymy w Nowym Roku, bo jesienią na boiskach i w halach roiło się od służb porządkowych, które w odblaskowych kamizelkach chroniły i jednocześnie podglądały swoich lokalnych ulubieńców…

(mk) - łz