18 meczów, 270 biegów, 1080 okrążeń – to cały sezon Stelmetu Falubazu Zielona Góra w liczbach. Liczbach, które nie mówią, dlaczego zespół budowany pod hasłem „Super Falubaz” na koniec taki super nie był i medalu nie zdobył. Dlaczego? I w związku z tym jak go oceniać?

Tkwiąc dalej w liczbach, 170 dni trwał żużlowy sezon w PGE Ekstralidze. W tym czasie zielonogórzanie odnieśli dziesięć zwycięstw i ponieśli osiem porażek, w tym dwie u siebie. Na koniec rozgrywek zespół Adama Skórnickiego pokonał jednym punktem forBET Włókniarza Częstochowa. O wiele za mało, by wejść na najniższy stopień podium. Tydzień wcześniej, pod Jasną Górą, Falubaz poległ aż 33:57. Pozytyw ostatniego meczu? Damian Pawliczak i Norbert Krakowiak. Juniorzy pojechali najlepszy mecz sezonu, choć w jego trakcie nieraz leciały na nich gromy. – Może to przyszło za późno, ale przyszło i ta wykonana praca jest sukcesem, bo medalu nie udało się zdobyć – powiedział A. Skórnicki po ostatnim wyścigu sezonu.

Trener Stelmetu Falubazu przyznał, że apetyty były dużo większe. Porównując średnie seniorów, którzy w zakończonym sezonie jeździli w barwach zielonogórzan, z ich zdobyczami z roku 2018, to czterech z pięciu jeźdźców zanotowało spadek formy. Tylko Martin Vaculik zanotował progres. Słowak był liderem zielonogórzan ze średnią na poziomie 2,3 na bieg (poprzedni rok w Gorzowie niespełna 2,1 – dop. mk).

– Nie traktowałbym czwartego miejsca jako porażkę – ocenił najlepszy zawodnik Falubazu. – Zrobiliśmy wielki postęp w stosunku do ubiegłego roku. Bardzo dziękuję całemu klubowi, kibicom za świetne przyjęcie i prezesowi Adamowi Golińskiemu. To jego zasługa, że tu jestem.

A. Goliński w tygodniu po zakończeniu rozgrywek zrezygnował z funkcji prezesa. Żużlowemu klubowi szefował przez rok. Oprócz Vaculika, ściągnął do nas także Nickiego Pedersena. Duńczyka zabrakło w decydującej fazie sezonu ze względu na kontuzję, którą odniósł w Toruniu. Czy pierwszy wyścig z Get Well na Motoarenie był kluczowym momentem, który sprawił, że Falubaz został bez medalu? Większość zielonogórzan na to pytanie odpowiadała twierdząco. – Trudno powiedzieć czy Nicki sam by coś pomógł, ale na pewno obraz drużyny by się zmienił. Generalnie w play-offach nie jechaliśmy jakoś świetnie – wyznał Piotr Protasiewicz. Sam też bił się w pierś. – Czeka mnie dużo pracy i dużo zmian – dodał tajemniczo kapitan zielonogórzan.

On sam ma ważną umowę z Falubazem. Podobnie jest z M. Vaculikiem, Patrykiem Dudkiem i Michaelem Jepsenem Jensenem. – Falubaz potrzebuje jednego zawodnika – uważa A. Skórnicki. Najgłośniej mówi się o przyjściu do Zielonej Góry Antonio Lindbaecka, który miałby zająć miejsce N. Pedersena. – Tego pokroju zawodnik pomógłby wygrywać mecze u siebie – skończył „Skóra”.

(mk)