– Dostałem chyba z siedem pism od prezesa szpitala uniwersyteckiego, a w każdym wniosek o dotację. Prezes Marek Działoszyński chciałby otrzymać od miasta prawie 130 mln zł. Czyżby szpitalowi groziło bankructwo? – pytał zaniepokojony prezydent Janusz Kubicki podczas wtorkowej sesji rady miasta.

Tak gwałtownej sesji rady miasta nie było już dawno. Rolę głównego prezydenckiego antagonisty samorzutnie odegrał Sławomir Kotylak, klub Koalicji Obywatelskiej, który wykorzystywał dosłownie każdą okazję, by wprowadzić do porządku obrad własny projekt uchwały o przekazaniu z budżetu miasta dotacji w wysokości 850 tys. zł na rzecz uniwersyteckiego szpitala.

– Miasto od szpitala dostaje więcej pieniędzy niż samo przekazuje na rzecz lecznicy. Szpital płaci miastu podatki i wiele innych opłat – argumentował radny KO.

W odpowiedzi usłyszał wezwanie Grzegorza Hryniewicza, klub Zielona Razem: -Niech radny Kotylak porozmawia z lekarzami, aby rozpoznać rzeczywistą sytuację szpitala. Tam robi się tragicznie.

Riposta S. Kotylaka była brutalna. Zarzucił swemu przedmówcy schizofrenię i epatowanie demagogią. Konflikt rozgorzał z nową mocą przy omawianiu projektu uchwały, na podstawie której z budżetu miasta miało trafić 300 tys. zł do kasy Filharmonii Zielonogórskiej: 200 tys. na organizację festiwalu utworów Czajkowskiego i 100 tys. na organizację letnich koncertów promenadowych. Wówczas radny Kotylak zgłosił propozycję poprawki, usiłując ponownie przeforsować 850 tys. miejskiej dotacji na rzecz szpitala.

– Gdy widzę determinację radnego Kotylaka, zadaję sobie pytanie, co się dzieje w szpitalu podległym zarządowi województwa. Czyżby urząd marszałkowski nie radził sobie z finansowaniem szpitala? Wnioskuję o debatę na ten temat – zaproponował radny Andrzej Brachmański, klub Zielona Razem.

Z wnioskiem radnego zgodził się prezydent J. Kubicki: – Dostałem chyba z siedem pism od prezesa szpitala uniwersyteckiego, a w każdym wniosek o dotację. Łącznie prezes chciałby otrzymać prawie 130 mln zł dotacji, czyżby z powodu grożącego szpitalowi bankructwa?

W tym momencie otworzył się worek z oskarżeniami.

– Zagłosowałbym za poprawką radnego Kotylaka, gdyby urząd marszałkowski, zamiast wyciągać rękę po miejskie pieniądze, przekazał swój budżet promocyjny, w wysokości 21 mln zł, na ratowanie szpitalnych finansów – drwiąco skwitował Paweł Wysocki.

Z minuty na minutę rosło zdenerwowanie radnych. W ślad za ich emocjami pojawiały się coraz radykalniejsze opinie.

– Niektórzy radni KO robią wszystko, aby skłócić miasto z urzędem marszałkowskim. Dlaczego radni Platformy boją się niezależnego audytu w szpitalnej spółce? Co tam ukrywają, bankructwo? – dociskał radny Robert Górski, na co dzień lekarz pogotowia ratunkowego.

W podobnym duchu wypowiedział się przewodniczący rady miasta, Piotr Barczak, klub PiS: – To jest typowe łatanie finansowych dziur. Skoro szpital chce miejskiej dotacji, to najpierw musi sprecyzować, co z tymi pieniędzmi zrobi. Po co nam zarząd województwa, który nie daje sobie rady z finansami szpitala?

– Przestańmy skakać sobie do oczu, przecież te 850 tys. ewentualnej dotacji nie rozwiąże finansowych problemów szpitala – apelowała radna Bożena Ronowicz, klub PiS.

Radni nie procedowali poprawki S. Kotylaka, na wniosek P. Wysockiego zdjęli z porządku obrad cały projekt uchwały o przekazaniu 300 tys. dotacji na rzecz Filharmonii Zielonogórskiej.

(pm)