Nie wiem dlaczego, ale zawsze byłem przekonany, że kładka, która kiedyś biegła nad torami przy dworcu kolejowym to powojenny twór. Ostatecznie tuż przedwojenny. Może z powodu topornego wyglądu? Teraz wiem, jak bardzo się myliłem.

– Czyżniewski! Miło słyszeć, że przyznajesz się do błędu. Mam nadzieję, że nie będziesz pisał, że patelnia jest umyta – moja żona uwielbia stawiać na swoim. Szybko pobiegłem do kuchni. Czyściutko. Wszystko pomyte… oprócz patelni. Znowu „wtopa”. Może lepiej wrócę na dworzec kolejowy.

O tym miejscu pisałem już kilka razy, głównie zajmując się historią powojenną. Słynną kładką nad torami dziennie przechodziły tysiące ludzi, m.in. do pracy w Zastalu. Nie trzeba było czekać przy zamkniętych rogatkach. Stalowa konstrukcja przez kilkadziesiąt lat służyła zielonogórzanom. I do dziś pozostała w ich wspomnieniach. Kiedy na Facebooku pokazałem zdjęcie kładki, komentarze dopisało 40 osób.

Ze zbiorów Archiwum Państwowego Fragment projektu kładki z 1902 r.
Ze zbiorów Archiwum Państwowego
Fragment projektu kładki z 1902 r.

Lucja Talejum: – Pamiętam tę kładkę, bo mój ojciec pracował w Zastalu jako stolarz i regularnie wymieniał tam drewniane stopnie. W domu opowiadał jakie dobre drewno na to szło. Zawsze szłam obejrzeć pracę ojca.

Grażyna Klejna: – Moja droga – najpierw do przedszkola, potem do SP 13. Oczywiście w tzw. międzyczasie wagony się liczyło… i ze strachem przez „dziury” w deskach przechodziło…

Aneta Dąbrowska: – Mieszkałam na Westerplatte. Więc to była moja codzienna droga po zakupy do Złotego Rogu. Stawaliśmy u góry kładki. I czekaliśmy na parowóz. I kąpiel w parze… to były czasy.

Regina Pawliczak: – Jako dzieci przychodziliśmy specjalnie na kładkę, czekaliśmy na przejazd parowozów i buchające z nich parę i dym.

Jacek Budziński: – Jako dzieciaki wchodziliśmy na nią z kumplami, gdy przyjeżdżał parowóz. Niezapomniane wrażenie.

Zawsze mnie zastanawiało jak długo kładka służyła i kiedy została zbudowana. Po wojnie, czy tuż przed nią? Okazało się, że Niemcy postawili ją przed… I wojną światową. Gdyby przetrwała, miałaby dziś 118 lat.

Ze zbiorów Sławomira Ronowicza Widok z kładki na przejazd przez tory – początek XX wieku
Ze zbiorów Sławomira Ronowicza
Widok z kładki na przejazd przez tory – początek XX wieku

W moich archiwalnych poszukiwaniach często bywa tak, że szukam jednej rzeczy a przez przypadek lub raczej przy okazji znajduję drugą. Tak było i teraz. Zafascynowany stalowymi konstrukcjami, przeglądałem szczątkową dokumentację mostów na Odrze, przechowywaną w zielonogórskim Archiwum Państwowym (Maciej Mamet – dziękuję za pomoc). W jednej teczce odkryłem kilka kartek dotyczących zielonogórskiego dworca kolejowego. Jak myślicie, kto wykonał opisywaną kładkę? Oczywiście pobliskie zakłady Beuchelta, czyli powojenny Zastal. Bardziej zaskoczył mnie termin postawienia budowli. Dyrekcja królewskich kolei odpowiedni projekt wykonała 20 maja 1902 r. Już wtedy, 118 lat temu, uznali że przejście przez tory jest niebezpieczne i należy zrobić kładkę dla pieszych. Niesamowite.

Niemcy wciąż korzystali z usług zakładów Beuchelta. Nic dziwnego. Po pierwsze – firma była potentatem w produkcji stalowych konstrukcji. Po drugie – działała tuż za płotem, przez co odpadały koszty transportu. W 1897 r. firma wykonała zadaszenie peronu tuż przy budynku dworcowym, w 1902 r. przerzuciła nad torami wspomnianą kładkę, trzy lata później zbudowała wiatę na peronie nr 2. Żaden z tych elementów nie przetrwał do dzisiaj (podobnie jak dworzec). Niedawno rozebrano ostatni element wiaty na peronie nr 2. Ma on zostać przeniesiony do tworzonego muzeum kolejki szprotawskiej.

A ruch samochodowy przez tory rósł, rósł, rósł i coraz więcej pojazdów stało na rogatkach. Prace projektowe nad sąsiednim wiaduktem z ul. Wyspiańskiego rozpoczęły się w 1966 r. Wstępne prace na budowie wystartowały w 1969 r. Wiadukt był gotowy w listopadzie 1972 r. Przejazd przez tory zamknięto, ale kładka nadal służyła mieszkańcom.

08-03 Archiwum Zastalu Kolumna zastalowców maszeruje na pochód 1-majowy – lata 70. XX wieku
08-03
Archiwum Zastalu
Kolumna zastalowców maszeruje na pochód 1-majowy – lata 70. XX wieku

Kładka padła ofiarą nowoczesności, a właściwie stopniowej elektryfikacji linii kolejowych.

Zniknęła, gdy rozpoczęto elektryfikację linii kolejowej z Głogowa do Czerwieńska. Okazało się, że jest za niska (miała ok. 5 metrów wysokości) i nie da się puścić pod kładką trakcji elektrycznej. Konstrukcję rozebrano. Pierwszy pociąg elektryczny przejechał tą trasą 28 grudnia 1983 r. Odcinek liczył 56 km.

Spięcie wszystkich zelektryfikowanych fragmentów nie było proste. W grudniu 1979 r. elektryczna trakcja połączyła Zbąszynek z Poznaniem. Fragment Czerwieńsk-Zbąszynek był gotowy w 1986 r.

Po rozebraniu kładki, na drugą stronę można było przejść jedynie wiaduktem. Byli też tacy, którzy nielegalnie przedzierali się przez tory. Teraz na drugą stronę można przejść wiaduktem z Centrum Przesiadkowego lub wydłużonym tunelem pod torami. Tylko Zastalu już nie ma…

Fot. Bronisław Bugiel W grudniu 1983 r. nastała nowa epoka – zelektryfikowano linię kolejową Czerwieńsk – Głogów. Kładka została rozebrana.
Fot. Bronisław Bugiel
W grudniu 1983 r. nastała nowa epoka – zelektryfikowano linię kolejową Czerwieńsk – Głogów. Kładka została rozebrana.
Tomasz Czyżniewski
codziennie nowe opowieści i zdjęcia
Fb.com/czyzniewski.tomasz