Dzisiaj (19.02) Szymon Hołownia, kandydat na Prezydenta RP w Zielonej Górze zbierał głosy na listach poparcia. – Moja Polska to dom dla ludzi o różnych poglądach – mówił S. Hołownia.

To ósmy przystanek na trasie, którą przemierzam, a byłem w Lublinie, Rzeszowie, Krakowie, Katowicach, Opolu, Poznaniu, Wrocławiu – mówił Szymon Hołownia. – Odwiedzę Gorzów Wielkopolski i Szczecin. W każdym z miejsc spotykam się z wolontariuszami, których mamy już w Polsce kilka tysięcy. Będziemy walczyć o politykę opartą na wartościach, a nie interesach – przekonywał. – W mojej wizji jest miejsce na polityków, którzy mówią, co myślą, a nie to co ludzie chcą usłyszeć. Będę spotykał się z ludźmi, a nie działaczami partyjnymi zwożonymi autokarami z całego kraju i celebrujących swojego przywódcę – zapowiedział.

Hołownia nie ma swojej partii, dla tego jak zaznaczył cały ruch społeczny firmowany jego nazwiskiem, opiera się na wolontariuszach. Kilka dni temu uruchomiono zbiórkę obywatelską na potrzeby kampanii wyborczej, sympatycy wpłacili na nią już ok. 400 tys. zł. – W każdym z tych miast przekazuje lokalnym liderom wolontariatu moją wizję polityki w broszurce– przekonywał kandydat na prezydenta RP. – To Polska bezpieczna, która radzi sobie z problemem zanieczyszczenia środowiska, solidarna, wspierająca samorządy, a nie obcinająca im fundusze na funkcjonowanie – wyliczał. –  Moja Polska to dom dla ludzi o różnych poglądach. To nie może być tak, że wyborcy jednej partii przez cztery lata dokuczają konkurencji politycznej. Potrzebny jest prezydent, który nie będzie miał nad sobą prezesa, ani przewodniczącego partii. Jeżdżąc po kraju słyszę opowieści o skłóconych rodzinach, przyjaciołach nie rozmawiających ze sobą bo jeden jest za PiS, drugi za Platformą. Mam nadzieję, że w 2020 r., zacznie się w kraju pokojowa rewolucja – zakończył. – W każdej partii są rozsądni ludzie, z którymi można wypracować kompromis. Jesteśmy Polakami, a nie „pisiorami”, czy „platformersami”.

Zaryzykowałem wszystko dla projektu

– Niektórzy porównują pana do Janusza Palikota, gwiazdy jednego sezonu politycznego, która szybko zgasła, co pan na to? – zapytaliśmy S. Hołownię.

– Byłem porównywany do wszystkich na polskiej scenie politycznej, do J. Palikota, Kukiza i Ryszarda Petru – odpowiedział. –Byłem porównywany do Żeleńskiego (prezydenta Ukrainy – dop. red), prezydenta Francji Macrona. Cieszą mnie porównania do Zuzanny Czaputowej (prezydent Słowacji), to nowe zjawisko polityczne – wyliczał. – Te porównania nic nie wnoszą, nie posuwają świata do przodu. Osądzajcie mnie za kilka miesięcy po mojej pracy. Ludzie mówią, że jestem ostatnim politykiem, któremu zaufają, proszą, żebym tego nie zepsuł. Zaryzykowałem wszystko co miałem i co robiłem dla tego projektu.

Hołownia opowiedział się za przyjaznym rozdziałem kościoła od państwa. Przypomniał że Preambuła Konstytucji z 1997 r. wspomina o ludziach wyznających wartości chrześcijańskie, ale i nie podzielających tych poglądów.

Każdy z kandydatów na prezydenta musi zebrać przynajmniej 100 tys. podpisów na listach poparcia. Pierwsza tura wyborów odbędzie się 10 maja, ewentualna dogrywka dwa tygodnie później.

fot. Rafał Krzymiński