– Tereny inwestycyjne w Nowym Kisielinie prawie w całości są sprzedane. Zostały tylko niewielkie działki. Trzeba jeszcze kilku lat, by firmy, które już zakupiły działki, zrealizowały swoje plany i zbudowały zakłady – mówi Stanisław Iwan.

– Firma EkoEnergetyka we wtorek ufundowała laboratorium w elektroniku. Zapowiada, że w przyszłości chce otworzyć patronacką klasę. Wszystko na potrzeby elektromobilności. Jest to możliwe dzięki strefie ekonomicznej w Nowym Kisielinie. To dobry kierunek?

Stanisław Iwan, wiceprezes Słubicko-Kostrzyńskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej: – To bardzo dobry kierunek. Często rozmawiam z inwestorami. Interesuje ich możliwość skompletowania fachowej kadry. Dlatego bardzo często wspominają o współpracy z Uniwersytetem Zielonogórskim i ze szkołami średnimi kształcącymi fachowców. EkoEnergetyka jest wspaniałym dowodem na to, że warto było tworzyć Lubuski Park Przemysłowo-Technologiczny w Nowym Kisielinie objęty naszą strefą. Modelowo spełnia założenia parku. Firma, można tak skrótowo powiedzieć, wyszła z uczelni. Tam powstawały pierwsze projekty, które później spółka ta wdrożyła do produkcji. To udany transfer nauki do przemysłu w zielonogórskim wydaniu. Działają w przyszłościowej branży ładowarek dla samochodów. W parku budują swoją nową siedzibę i laboratoria. To ich sukces.

– Park w Nowym Kisielinie też jest sukcesem?

– Tak. To sukces miasta, prezydenta Janusza Kubickiego, sukces SKSSE. Wszystkich tych, którzy do jego powstania dołożyli swoją cegiełkę. Początkowo w szczerym polu, gdzieś za miastem ulokowało się wiele firm z różnych branż. Pomysł wypalił. Wymagało to dużo pracy. My zajmujemy się przyciąganiem inwestorów.

– I w Nowym Kisielinie zostało wam niewiele pracy.

– Rzeczywiście. Praktycznie cała ziemia jest sprzedana pod inwestycje.

– Jednak osoba postronna jadąca obwodnicą Nowego Kisielina widzi sporo wolnego miejsca.

– Patrzymy z różnych perspektyw. My wybiegamy kilka lat do przodu. Inwestorzy kupują ziemię, składają deklaracje o wysokości nakładów i liczbie nowych miejsc pracy. My to pilotujemy, jednak na samą realizację czasami trzeba czekać kilka lat. W dodatku część firm kupuje teren na zapas. Teraz stawia jedną, dwie czy trzy hale, ale w rezerwie ma miejsce na dalszą rozbudowę swojego zakładu. W Nowym Kisielinie wydaliśmy 20 zezwoleń i jedną decyzję na prowadzenie działalności. Te inwestycje warte są 435 mln zł, dzięki którym ma powstać ponad 1.300 miejsc pracy. Podaję te liczby z jednym zastrzeżeniem – mówimy o deklaracjach, które zazwyczaj mówią o najniższym progu pozwalającym na otrzymanie ulg podatkowych. W rzeczywistości i inwestycje, i zatrudnienie są większe. W dodatku inwestorzy często wychodzą poza pierwotne plany. Na przykład, Panattoni zagospodarował przysłowiowe chaszcze, o których nikt nie myślał, że nadają się pod inwestycje. Zapewniam, cały obszar będzie zagospodarowany.

– Trzeba szukać nowych terenów?

– Tak. Powinniśmy w Zielonej Górze cały czas zabiegać o nowych inwestorów. I przygotowywać dla nich miejsce.

– Mówi się terenach wzdłuż drogi ekspresowej S3 i nowej drogi łączącej ekspresówkę z os. Pomorskim.

– To dobre miejsce. Oczywiście, Zielona Góra jest specyficznym miastem rozrzuconym na śródleśnych polanach. Pozyskanie nowego terenu będzie wymagało współpracy z Lasami Państwowymi. Teren przy S3 jest bardzo dobrze położony i skomunikowany. W dodatku, w odróżnieniu od Nowego Kisielina, jest płaski i nie trzeba robić kosztownej niwelacji. Jest odpowiednia linia energetyczna. W sąsiedztwie nie mieszkają ludzie, którym przemysł mógłby przeszkadzać. Trzeba to miejsce przygotować pod gospodarcze inwestycje. To przyszłość Zielonej Góry. Konkurencja jest duża, bo np. Gorzów bardzo nam odskoczył, przejmując kolejne setki hektarów gruntów.

– Dziękuję.

 Tomasz Czyżniewski