Święta będą, jak zwykle, rodzinne, pełne ciepła, miłości i nadziei. W tym roku ta ostatnia jest nam szczególnie potrzebna. By nie upaść na duchu, by spokojnie zasnąć, by w kółko nie martwić się o zdrowie najbliższych, by… choć przez chwilę poczuć, że jest wiosna. Poczytajcie, jak niektórzy radzą sobie z tą trudną, pełną nowych wyzwań codziennością Jakie będą ich święta?

 Chciałabym już wrócić do szkoły

fot. Prywatne Archiwum Alicji Niedzieli
fot. Prywatne Archiwum Alicji Niedzieli

Alicja Niedziela, nauczycielka matematyki w szkole podstawowej w Starym Kisielinie:

– Najbardziej bałam się tęsknoty za moimi uczniami, ale na szczęście mogę „normalnie ” prowadzić lekcje. Łączę się z klasą online przez popularny komunikator, widzę ich i słyszę. Mam w domu nawet tablicę! Dzieci chętnie uczestniczą w transmisjach, to dla nich wygodne, gdy nie muszą samodzielnie zgłębiać tematu, rodzice też mają lżej, jeśli nie trzeba tłumaczyć matematycznych zawiłości. Lekcja się toczy i idziemy z materiałem do przodu. Kto nie może, z powodów technicznych, zasiąść przed komputerem albo po prostu w danym dniu nie chce tego robić, bo gorzej się czuje, ma wszystko opisane w dzienniku elektronicznym. Przyjęłam zasadę „nie za wszelką cenę”, najważniejszy jest spokój psychiczny uczniów. I choć dobrze nam się pracuje, chciałabym już wrócić do szkoły. Jestem życiową optymistką i zawsze widzę w tunelu promyk nadziei. W obecnej sytuacji ja i moja rodzina całkiem nieźle sobie radzimy. Jesteśmy z tej półki, która izolację i zakazy dość dobrze znosi. Oboje z mężem pracujemy z domu, naszym dwóm nastolatkom zdalna nauka idzie bez problemu. Trochę martwimy się o starszego syna, ósmoklasistę, bo nadal niepewny jest los egzaminów kończących szkołę. Nie doskwiera nam brak przestrzeni i nie wchodzimy sobie na głowę, mieszkamy w domu, w którym jest się gdzie zgubić. A chłopaki, po lekcjach mogą wyjść do ogródka i pograć w kosza. Mnie osobiście brakuje spotkań z rodziną i przyjaciółmi, kina, basenu, wycieczek rowerowych. Prowadziłam do tej pory aktywny tryb życia. Co teraz robić? Mam zamiar zaprzyjaźnić się z hula-hop, zobaczymy, co z tej przyjaźni wyjdzie… Święta to będzie dziwny czas. Spędzony rodzinnie, ale nie w tak licznym gronie jak zwykle. Nie będą mogli przyjechać nasi bliscy z Niemiec. Niecodzienne jest też dla nas przeżywanie Wielkiego Tygodnia. Droga Krzyżowa w Starym Kisielinie to zawsze wielkie wydarzenie. Prowadzą nauczyciele, procesja mieszkańców idzie aż na cmentarz. Wszyscy się do tego wydarzenia przygotowują. W tym roku nie będzie nam dane uczestniczyć w tej pięknej tradycji.

dsp

 

 

Życie w domu biegnie na opak

fot. Prywatne Archiwum Olgi Arcikiewicz
fot. Prywatne Archiwum Olgi Arcikiewicz

Olga Arcikiewicz-Mosiądz, mama na pełny etat i prezes Stowarzyszenia Po Drugiej Stronie Cukru:

– Gdy to wszystko się zaczęło i ludzie rzucili się na papier toaletowy, ja myślałam tylko o zapasach insuliny i sprzętów niezbędnych w terapii chłopców. Działałam na innym poziomie strachu. Mam trzech synów, dwóch jest chorych na cukrzycę typu 1. Od dwóch tygodni trudno jest utrzymać cukry na dobrym poziomie i jest lęk, co jeśli będzie trzeba pojechać do szpitala. Na szczęście nasza fantastyczna pani doktor, pediatra-diabetolog jest bardzo pomocna, można liczyć na jej poradę i wsparcie. Jest też nasza stowarzyszeniowa grupa wsparcia, jesteśmy dla siebie dostępni przez całą dobę.

Życie w domu biegnie na opak. Po zakupy wychodzi mąż, możliwie jak najrzadziej, teraz pracuje zdalnie. Synowie szkołę mają w domu, każdy inną. Najstarszy Maks wykłady ogarnia sam, Ignaś też daje radę… choć raz ogłosiłam wagary, bo był taki zmęczony, Olek – ósmoklasista ma najtrudniej, właśnie podchodził do próbnego egzaminu zdalnego. Wariactwo, nie szkoła.

Ale są też dobre rzeczy, które wynikają z obecnej sytuacji. Chłopcy przestali wybrzydzać na jedzenie. W życiu nie widziałam, żeby 20 kg różnego rodzaju mąki, dostarczonej przez kuriera, wywołało taką eksplozję radości! Teraz razem pieczemy chleb – to taki superczas razem. Słońce zaprosiło nas w miniony weekend do ogrodu, naszych sąsiadów również. Zrobiliśmy sobie pogaduchy przy kawie, każdy ze swojego ogrodu. Powiało naszą osiedlową normalnością, aż do płynącego z megafonu komunikatu: „Proszę nie robić zgromadzeń”. To do nas?

A w święta… będą jajka i żurek, ale nie chcemy udawać, że jest normalnie. Najbardziej będzie nam brakowało świątecznych spotkań. Cóż, trzeba przeczekać. Mam nadzieję, że zostanie nam refleksja, że to, co pewne i codzienne może nagle stać się nieosiągalne. Abyśmy doceniali, co jest rzeczywiście ważne.

el

 

 

To trudny czas dla seniorów

fot. Prywatne Archiwum Zofii Banaszak
fot. Prywatne Archiwum Zofii Banaszak

Zofia Banaszak, prezeska Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku:

– Jak byłam aktywna, tak nadal jestem, tylko inaczej. Online. Wstaję o 6.30 i mam zajęcia do wieczora. Czasami się dziwię, że to już koniec dnia.

Ponieważ lubię i umiem szyć, zabrałam się za produkcję maseczek ochronnych, których tak brakuje. Mam materiału na tysiąc sztuk. Szyję ich około 100 dziennie. Niestety, czasami brakuje gumek. Gotowe przekazuję koleżance, która kolportuje je dalej.

Sporo czasu poświęcam też porządkowaniu archiwum – domowego i ZUTW. Odnajduję perełki z minionych dziesięcioleci. Historie, o których nie pamiętałam.

Oczywiście na Uniwersytecie Trzeciego Wieku nie pracujemy normalnie. Nie ma fizycznej możliwości spotykania się, dlatego nasza aktywność przeniosła się do internetu. To trudny czas dla seniorów, zwłaszcza samotnych. Byli aktywni, przychodzili do nas na różne zajęcia a teraz muszą siedzieć w domu, zamknięci w czterech ścianach. Popadają w depresję. Trzeba ich aktywizować. Dlatego, ze wsparciem wnuczki, założyłam grupę Facebookową INSPIRACJE W ROLI GŁÓWNEJ, ZUTW ZAPRASZA!

Przy pomocy internetu chcemy zainspirować jak najwięcej ludzi do różnych form działania. Na przykład codziennie o 9.00 są ćwiczenia gimnastyczne. Cała grupa razem powtarza je w domu. Można też odtworzyć je o dowolnej porze. Nasi słuchacze malują, śpiewają, wysyłają zdjęcia. Na przykład Aleksandra Matusiak codziennie nagrywa nowe piosenki. Jest czego słuchać.

Teraz widzę, że jest wyzwanie na przyszłość, gdy się ta pandemia skończy. Trzeba będzie położyć większy nacisk na nowoczesne technologie i umiejętność posługiwania się nimi. Okazuje się, że seniorom jest to bardzo potrzebne, żeby mogli się kontaktować ze światem, rodziną…

Ja z domu wychodzę głównie wyrzucić śmieci lub… na balkon. Zakupy robił mój mąż Zbyszek. Teraz je odbiera z samochodu – zaopatrzenie przejęła córka mieszkająca niedaleko nas. Zakazała nam chodzenia do sklepu. Zbyszek kilka razy dziennie wchodzi i schodzi z trzeciego piętra w naszym bloku, to w ramach gimnastyki.

Na Wielkanoc tradycyjnie spotykaliśmy się na śniadaniu. Teraz wszyscy pozostaniemy w swoich domach. Jedna córka mieszka w Zielonej Górze, druga w Gdańsku. Z nimi, zięciami i czwórką wnucząt zobaczymy się online.

tc

 

Dusza płacze, ale śpiewam

 

fot. Archiwum Domowe Bożeny Kobrzyńskiej
fot. Archiwum Domowe Bożeny Kobrzyńskiej

Bożena Kobrzyńska, archiwistka w Sądzie Rejonowym w Zielonej Górze:

Pandemia koronawirusa to „petarda”, która zafundowała nam terapię szokową. Z dnia na dzień została zabrana mi wolność, przyzwyczajenia, a przecież nikt i nic nie jest w stanie „amputować” mi osobowości. Dusza płacze. Znalazłam prosty sposób na odreagowanie kryzysu, zaczęłam śpiewać, tę próbkę popisów wokalnych można zobaczyć na Facebooku. Fałszuję, ale śpiew i własne teksty przynoszą mi wielką ulgę. Zainspirowała mnie przyjaciółka, Dorota Bielawska. Wysłała mi piękny widok z okna na Śnieżne Kotły w Karkonoszach. Pochodzę z Jeleniej Góry, dlatego ten widok obudził we mnie tęsknotę za normalnością. I pierwszy utwór cyklu „Coronaświrus” poświęciłam przymusowej, domowej kwarantannie. Obśmiałam sytuację nie dlatego, że bagatelizuję zagrożenie. Psycholodzy mówią, że czarny humor to mechanizm obronny, dobrze wpływający na psychikę. Ku mojemu zaskoczeniu Dorota doniosła mi, że ten mój „kanał muzyczny” spotkał się z uznaniem jej przyjaciół, ponoć wybuchają śmiechem na te wygłupy. Codziennie o 13.00 w domowym studiu nagrań, ku niezadowoleniu moich kotów, powstaje nowy odcinek.

Nie mam parcia na szkło, w spokojnych czasach jestem pokorna i cichutka, w kryzysowych sytuacjach budzi się we mnie zwierz, który mierzy się z każdym wyzwaniem. Choroba niejednokrotnie pokrzyżowała mi plany, przerywając na przykład ścieżkę zawodową. Uszkodzony staw biodrowy przykuł mnie do wózka, ale nigdy się nie poddałam. Wiele osób na moim miejscu popadłoby w apatię. Ja, gdy miesiącami leżałam w łóżku, wykorzystywałam czas na zdobycie doświadczeń, uczenie się czegoś nowego. I tak z nauczyciela przekwalifikowałam się na agenta celnego. Z „szarej myszki”, awansowałam na dyrektora oddziału dużej firmy spedycyjnej w Rzepinie. A dzięki projektowi dla niepełnosprawnych, przed pięćdziesiątką trafiłam do Sądu Rejonowego w Zielonej Górze. Tam wszystkiego uczyłam się od podstaw, po skończeniu kursu kancelaryjnego zostałam sądowym archiwistą. W tym samym czasie, w 2014 r. spalił mi się dom w Płotach, w kilkanaście minut straciłam cały dobytek. Nie zrezygnowałam jednak z planów i marzeń.

I choć jestem astmatykiem, cierpię na migotanie przedsionków, a ostatnio przeszłam dwa udary – wciąż mam duży apetyt na życie.

Koronawirus może stać się błogosławieństwem. Świat się zatrzymał i na domowej kwarantannie jest więcej czasu, żeby zajrzeć w głąb siebie i sprawdzić, czy jesteśmy tacy „kryształowi”. Siedząc z bliskimi całą dobę, uczymy się tolerancji. Jeszcze będzie kiedyś pięknie, bądźmy dla siebie dobrzy i doceniajmy to, co mamy.

                                                             rk

 

Marzenie: wstać i pojechać do pracy

fot. Archiwum Tomka Krawczyka
fot. Archiwum Tomka Krawczyka

Tomek Krawczyk, strażak-ochotnik z OSP Jarogniewice:

– Przez pandemię koronawirusa nie chodzę do pracy od ponad dwóch tygodni. Staram się szukać sobie dodatkowych zajęć, ale i tak dużo czasu spędzam przed laptopem. Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale chciałbym normalnie rano wstać i pojechać do pracy. Codziennie martwię się o to, czy jej nie stracę i co będzie, jeśli tak się stanie. Jestem operatorem drona w OSP Jarogniewice, więc w weekendy pomagam zielonogórskiej policji w kontrolowaniu, czy w mieście nie dochodzi do łamania zakazu zgromadzeń. Na szczęście w Zielonej Górze zdecydowana większość mieszkańców posłuchała apeli i została w domach. Ulice są niemal puste. W moim domu rodzinnym panuje dość luźna atmosfera, dzięki temu łatwiej jest sobie poradzić z obecną sytuacją. Jednak moja mama pracuje w sklepie i nigdy nie wiadomo, czy do sklepu nie przyjdzie ktoś zarażony. Boję się o nią. Wielkanoc zawsze spędzaliśmy w gronie rodziny, przyjeżdżał drugi brat z żoną i dziećmi, odwiedzaliśmy wspólnie bliskich, z którymi nie widzimy się na co dzień. Teraz będzie inaczej –  spędzę święta tylko w gronie najbliższych: brata i rodziców.

ap

 

Ruchu mam bardzo dużo

Domowe Archiwum Filipa Czeszyka
Domowe Archiwum Filipa Czeszyka

 

Filip Czeszyk, szef Studia Tańca Spoko Family, miejski radny:

– Najbliższe święta spędzę w rodzinnym kręgu: z żoną Alicją i młodszym synem Adamem. Bardzo bym chciał, aby również nasz drugi syn, Aleksander, spędził z najbliższą rodziną ten świąteczny czas. Mieszka jednak we Wrocławiu, w przypadku całkowitego zakazu przemieszczania się pomiędzy miastami lub regionami, spędzi święta bez nas… Mam jednak nadzieję na wspólne spotkanie i wspólne świętowanie. Nie będziemy jednak tańczyli. Ruchu mam bardzo dużo podczas normalnego tygodnia pracy, święta chcę poświęcić rodzinie oraz pracy w ogródku. To nie jest wielki ogród, raptem 5 arów, ale zasługuje na moją uwagę, bo jeśli chcę mieć przydomową łąkę kwietną, to muszę wreszcie zabrać się za wiosenne prace porządkowe. Ta łąka kwietna bardzo mnie cieszy. Przynajmniej z dwóch powodów: kosi się ją tylko dwa razy w roku oraz bardzo rzadko podlewa. Ja mam szczęście mieszkać w domku z ogródkiem, ale większość zielonogórzan mieszka w blokach, dlatego zakaz wstępu do lasu uważam za mało szczęśliwy. Mam nadzieję, że zakaz ten zostanie cofnięty i już podczas najbliższych świąt wielu zielonogórzan będzie mogło cieszyć oczy zielenią podczas rodzinnych spacerów leśnymi duktami.

pm