Zamknięte granice? Rygorystyczna kwarantanna? Zakaz przemieszczania się osób chorych? Takie metody walki z epidemią stosowano również przed wiekami. Tylko kiedyś metody były bardziej restrykcyjne – w skrajnym przypadku można było zarobić kulę w łeb.

– Czyżniewski! Słuchając władz, od ponad tygodnia nosa z domu nie wyściubiłam, a ty włóczysz się po starych cmentarzach, zaglądasz do grobów i na dodatek chcesz pisać o jakichś zarazach? Natychmiast szoruj łapy i umyj patelnię – moja żona już w progu powitała mnie zaleceniami sanitarnymi. – Jeszcze jakąś cholerę do domu przywleczesz.

Rzeczywiście, chcę pisać o cholerze. Epidemii, przed którą udało się miasto obronić. Było to w roku 1831. Tak sytuację opisywał kronikarz Heinrich Adolph Pilz:

– Był to rok szczególny. Oto bowiem z Persji via Rosja i Polska, mimo najostrzejszych środków ostrożności, przywleczono do naszej ojczyzny wyniszczającą chorobę, znaną jako cholera morbus – pisał H.A. Pilz. – Osoby nią dotknięte umierały w ciągu 2-3 godzin, pośród najcięższego bólu i skurczów nękających ciało. Bóg zesłał jednak swą łaskę na nasze miasto, oszczędzając je przed tym kataklizmem. By uchronić się przed nim, mieszkańcy narazili się na koszty działań profilaktycznych w wysokości 2.000 talarów. Sama choroba rozprzestrzeniła się nie tylko po całej Europie. Zauważono ją nawet w Ameryce.

Jak podaje Wikipedia Europę nawiedziło siedem pandemii cholery. Najgroźniejsza była w latach 1831-38. Do Polski, a później do Niemiec, dotarła za sprawą wojsk rosyjskich przysłanych do tłumienia powstania listopadowego. Zmarli na nią m.in. wielki książę Konstanty i carski marszałek Iwan Dybicz. Ofiary były też w Prusach. Na cholerę zmarł w sierpniu 1831 r. marszałek August von Gneisenau, który dowodził pruskim wojskiem wysłanym do Wielkopolski, by ewentualnie przeciwdziałać skutkom powstania listopadowego. Marszałek zmarł w Poznaniu. Choroba nie oszczędziła wybitnego teoretyka wojskowości Carla von Clausewitz’a (zmarł w listopadzie 1831 r. we Wrocławiu).

Prezentuję obok fragment skanu planu miasta z 1812 r. Oryginał jest przechowywany w bibliotece uniwersyteckiej w Dreźnie. Zaznaczono na nim trzy cmentarze.

Zielonogórzan przed epidemią bronił kordon ustawiony nad Odrą. 17 sierpnia 1831 r. kordon wzmocniono, wysyłając z miasta gwardzistów stacjonującego tutaj batalionu obrony krajowej. Jak odnotował H.A. Pilz, w mieście pod strażą pozostawały wszystkie bramy i furty miejskie.

– Nie puszczano nikogo, kto by nie posiadał urzędowego potwierdzenia dobrego stanu zdrowia. Ponadto dla osób chorych i jedynie o chorobę podejrzanych urządzono kwarantannę oraz lazaret – pisał kronikarz.

Kto chciał ominąć kordony, musiał się liczyć z drastycznymi restrykcjami. W ostateczności mógł zostać zastrzelony na miejscu lub trafić na wiele lat do więzienia. Pozwalała na to specjalna ustawa z 15 czerwca 1831 r. wydana przez króla Prus. Jej treść, ku przestrodze, opublikowano w „Grünberger Wochenblatt” z 2 lipca 1831 r.

Ilu zielonogórzan dotknęła choroba? – Stwierdzono 20 przypadków cholery, z czego pięć osób wyleczono, a 15 zmarło – odpowiada prof. UZ Marek Biszczanik, który przetłumaczył tekst ustawy (fragmenty publikujemy obok). Trzeba jednak pamiętać, że ówczesna Zielona Góra miała ok. 8 tys. mieszkańców.

Zaglądam na wykopaliska archeologiczne przy pl. Matejki. Podczas prac przy budowie parkingu odkryto tu ludzkie szczątki z dawnego cmentarza św. Jana. To w tym rejonie osiem wieków temu pojawili się pierwsi osadnicy. I tutaj stał pierwszy kościół, wokół którego znajdował się pierwszy cmentarz. Pisałem o tym dwa tygodnie temu.

Pierwsze odkryte przez archeologów zwłoki miały odcięte głowy, co mogłoby wskazywać, że to pochówek wampiryczny (tzw. złym odcinano po śmierci głowy, by nie mogły atakować żywych). Od tego czasu odkryto kolejne szczątki. – W jednym miejscu, w wąskim grobie, pochowano 13 osób – opowiada archeolog Bartłomiej Gruszka. – Coraz bardziej jestem przekonany, że mogą to być ofiary zarazy. Chowano je jedne po drugich, w niewielkich odstępach czasu. To są dzieci i młodzi dorośli, w wieku około 20 lat. Nie grzebano tutaj osób starszych.

Archeolodzy w jednym miejscu pochówku odkryli już 13 zwłok. Jest duże prawdopodobieństwo, że to ofiary epidemii. Mogą tutaj spoczywać od kilkuset lat – Fot. Sławomir Kałagate

Badacze kopią coraz głębiej, odkrywając kolejne szczątki w coraz gorszym stanie. Połamane żebra i kręgi szyjne, podkurczone nogi. To może sugerować, że układano je szybko i „na siłę”. Jednak bez dokładnych badań nie dowiemy się, kiedy zmarli. Mogą spoczywać w mogile od kilkuset lat. I raczej nie są to ofiary cholery z 1831 r., bo w tym czasie od dawna nie chowano tutaj zmarłych.

Tomasz Czyżniewski
codziennie nowe opowieści i zdjęcia
Fb.com/czyzniewski.tomasz