Maciej Noskowicz to nowa twarz w Canal+. Zielonogórzanin przez lata komentował mecze Falubazu w lokalnej rozgłośni. Teraz przyjdzie mu to zadanie wykonać przed widzami telewizyjnymi w całym kraju.

 – Jest trema?

– Jest bardzo duża trema i mówię to bez fałszywej skromności. Podejrzewam, że aktor czuje to samo, gdy zaczyna występować na deskach innego teatru. Komentatorzy to w pewnym sensie tacy aktorzy, bo kreują emocje ludzi. Mówię to z przymrużeniem oka, ale stres jest duży, bo choć komentowaniem meczów zajmuję się od kilkunastu lat, po raz pierwszy będę robił to w telewizji. Duża odpowiedzialność, duże wyzwanie. Poprzeczka podniesiona bardzo wysoko, ale to chyba dobrze.

– Zdradź nam trochę kuchni. Jak szykujesz się do komentarza?

– Wszystkiego i tak nie powiem (śmiech – dop. mk). Tak jak w każdej pracy, by ją dobrze wykonać, trzeba odrobić zadanie domowe. Można pojechać na „spontanie”, w pewnym wymiarze na pewno, ale trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Trzeba mieć wiedzę na temat zawodników, zdarzenia. Ja bardzo często próbowałem robić coś, co będzie tylko moje. W komentarzach, jeszcze w Radiu Zachód, wklejałem w narrację cytaty różnych pisarzy i filozofów. Odczucia były bardzo skrajne, ale przez to chciałem podkreślić rangę wydarzenia. Nie wystarczy przegląd statystyk, trzeba poszukać czegoś, co połączy albo zróżnicuje bohaterów. Czytam też informacje o mieście, do którego jadę.

– Filozofowie pojawią się w komentarzu telewizyjnym?

– Chyba jednak będę starał się być ostrożnym, ale czy można być ostrożnym w przekazywaniu emocji? Może trochę powściągliwym. Ja też badam grunt, mój nowy pracodawca będzie mnie również badał, a odbiorcy będą chcieli się dowiedzieć, kim ten człowiek jest. Może wyjdzie coś spontanicznie. Myślę o tym bardzo intensywnie.

– Zielonogórzanin jedzie komentować mecz zielonogórzan do ogólnopolskiej stacji. Błogosławieństwo czy przekleństwo?

– Nie chciałbym czegoś „palnąć” żeby potem nie żałować. Na samym początku pomyślałem sobie, że bezpieczniej byłoby komentować inny mecz, ale z drugiej strony – podejmuję wyzwanie.

– Zdarzyło ci się kiedyś uronić łzę podczas komentarza?

– Tak. Sam się nawet zdziwiłem. Gdy Patryk Dudek zdobywał indywidualne mistrzostwo kraju w Lesznie. I chyba też w 2009 roku, jak Falubaz na błotnistej Motoarenie, po 18 latach zdobył mistrzostwo. Sport to emocje, u mnie też się one wyzwalają.

– Da się oderwać serce od rozumu, porzucić „zielonogórskość” w komentarzu?

– Będę musiał to zrobić w kontekście najbliższego meczu, ale miejsca zamieszkania przecież nie zmieniam. Pracuję w Zielonej Górze, w Radiu Index. Jestem człowiekiem, który będzie m.in. relacjonował mecze Falubazu, ale nie tylko. Mój profesjonalizm nie może być tylko zielonogórski, ale ogólnopolski.

– To trudne?

– Dopiero się przekonam. Nie jest tak, że nie można tego zrobić. Trzeba pomyśleć o tym jak o zadaniu, a nawet jak o spełnieniu marzenia.

– Jak przełożyć komentarz radiowy na telewizyjny?

– To jest chyba największe wyzwanie dla radiowców, żeby „nie przegadać”. Jedni uważają, że fajniej mówić w radiu, bo nie widać, a jak nie widać – można trochę więcej czarować. Na pewno będzie inaczej, niby ten sam świat, ale trochę inny. O wielu rzeczach przekonam się, operując na żywym organizmie.

– Z kim będziesz komentował?

– Z Tomaszem Bajerskim. Jeszcze nie mieliśmy okazji, żeby się poznać i tym bardziej jestem ciekaw, jak to wszystko wyjdzie.

– Są tacy, którzy mówią, że Falubaz jedzie do Rybnika na spacerek.

– Spacer jest wtedy, jak z żoną i córkami idę na zielonogórską starówkę. Na torze żużlowym, nawet u najsłabszego rywala, spacer nie jest możliwy. Jest tyle różnych zmiennych w meczach. W teorii oczywiście Falubaz powinien wygrać, ale ja mam w pamięci mecz sprzed dwóch lat z Tarnowa. To była inauguracja, Unia była skazywana na pożarcie, zielonogórzanie świetnie zaczęli, ale potem zaczęło się wszystko psuć i w ostatnim biegu gospodarze wygrali 5:1. Dystans 520 km drogi powrotnej pokonało się wtedy w milczeniu, bo człowiek był tak wściekły. Zawodowcy, a tacy są w Falubazie, wiedzą że to nie będzie spacerek. Ta liga w tym roku będzie zupełnie inna.

– Inna, czyli jaka?

– Nigdy takiej nie było. Wszyscy trenowali, ale wszyscy bez sparingów. Nie ma więc punktów odniesienia. Kto się szybciej połapie, ten wygra. Tu nie będzie czasu na reakcję. Terminarz będzie mknął ekspresowo. Czy koronawirus wszystko wywróci? Sam nie wiem. Podejmę się odpowiedzi na pytanie, czy Falubaz stać na wielkie rzeczy w tym roku.

– A stać?

– Tak, ale nie ze względu na gwiazdorski skład, a ze względu na nieprzewidywalność ligi, tempo rozgrywania spotkań. W tym roku naprawdę mamy pierwszy raz w historii taką ligę. Dobrze byłoby zacząć od wygranej, dałaby ona komfort.

– Kto będzie mistrzem Polski?

– (Chwila ciszy – dop. mk). Włókniarz Częstochowa.

– Dziękuję.

Marcin Krzywicki - ŁZ