– Mocnym symptomem zmiany jest postępujące osamotnienie jednostki. Sprzyja temu cyfryzacja oraz wdrażana na masową skalę zdalna praca – zauważa prof. Jarosław Macała.

– Jaki obraz świata wyłania się spoza słabnącego koronawirusa?

Prof. Jarosław Macała, Instytut Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Zielonogórskiego: – Jak bardzo nowy świat będzie się różnił od tego sprzed pandemii, tego nie wie nikt. Możemy tylko mówić o symptomach zmiany. Przede wszystkim musimy zauważyć masową zmianę życiowych priorytetów: miejsce dominującej do tej pory potrzeby wygody i przyjemności zostało zajęte przez potrzebę osobistego bezpieczeństwa…

– …to dlatego Polacy podporządkowali się dokuczliwym ograniczeniom, choć słyną z nieposłuszeństwa?

– Okazana przez nas dyscyplina ma swoje źródło w lęku o biologiczne przetrwanie. Gdy wybuchła pandemia, obudziliśmy się z ręką w nocniku, bo na rynku błyskawicznie zabrakło ochronnych maseczek i różnych leków, te zaś były produkowane wyłącznie w Chinach. W efekcie, zamiast do międzynarodowej solidarności, doszło do zawstydzających wybuchów narodowych egoizmów w postaci rekwizycji medycznych transportów na amerykańskich i niemieckich lotniskach. Teraz będziemy świadkami „powrotu” produkcji bardzo wielu towarów na narodowe podwórka. Głównie z potrzeby uniezależnienia się od chińskich dostawców i producentów. Kolejnym mocnym symptomem nowego jest postępujące osamotnienie jednostki. Sprzyja temu cyfryzacja oraz wdrażana na masową skalę zdalna praca.

– Nowe narzędzia zniewolenia?

– Zdalnej pracy nie da się zorganizować bez prądu, internetu, komputera i wielu innych biurowych akcesoriów. Obawiam się, że zakup tego wszystkiego będzie obciążał domowe budżety, co radykalnie ostudzi chęć zmiany pracodawcy. Przecież każda nowa praca natychmiast oznaczałaby nowe wydatki. Innym efektem tego samego zjawiska będzie potanienie ludzkiej pracy. Na dobrą pensję będą mogli liczyć wyłącznie menedżerowie i fachowcy o wysokich kwalifikacjach. Cała reszta może trafić w okolice minimum socjalnego, przyspieszając zanik klasy średniej. To zjawisko już od pewnego czasu daje o sobie znać na rynku pracy tzw. starej Europy. Niemcy zaczęli nawet mówić o „pokoleniu 1000 euro”, tym pojęciem objęli młode roczniki, które nigdy nie osiągną dobrej płacowej pozycji.

– Dlaczego cyfryzacja potęguje osamotnienie człowieka?

– Arystoteles powiedział, że „człowiek jest istotą społeczną, ten zaś, kto nie żyje w społeczeństwie, jest bestią albo bogiem”. Praca w grupie uczy empatii, umiejętności współpracy, odpowiedzialności za siebie i innych. Co bardzo ważne, wzbogaca nas emocjonalnie i intelektualnie. Tymczasem długo wykonywana zdalna praca może zmienić pracownika w egoistycznie nastawioną „bestię”, przed którą przestrzegał nas mądry Arystoteles.

– Na kogo jeszcze koronawirus zastawił pułapkę?

– Jeśli praca biurowa przeniesie się na masową skalę do prywatnych domów, wówczas strach zajrzy w oczy firmom specjalizującym się w budowaniu i wynajmowaniu powierzchni biurowych. Najpierw będą ratowały swoje budżety poprzez obniżkę czynszów, potem poprzez adaptację biur na mieszkania. A skoro firmowe biura opustoszeją, nie będzie trzeba ich sprzątać, nie będzie też kogo karmić przez okoliczne restauracje i bistra. Centra miast opustoszeją. Za jakiś czas w reprezentacyjnych dzielnicach wielkich miast pojawią się skupiska biurowców-zombie. Koszty utrzymania i ochrony tych obiektów mogą być olbrzymie. Będą więc porzucane ze wszystkimi tego konsekwencjami, np. w postaci wzrostu kryminalnego zagrożenia i drastycznego spadku wpływów podatkowych do miejskich kas.

– Podczas pandemii doszło także do otwartego zakwestionowania obowiązku ratowania każdego życia, co to oznacza dla naszej przyszłości?

– W kilku europejskich krajach, np. we Włoszech i Francji, na podstawie arbitralnych decyzji, którym nadawano pozory medycznej racjonalności, wskazywano, które roczniki emerytów mają prawo do respiratora. Najbardziej wiekowych pacjentów pozostawiono bez specjalistycznej opieki. To bezwstydny powrót eugeniki w pandemicznym przebraniu.

– Znikąd nadziei?

– Zarysowana przez nas perspektywa nie ziści się od razu. To będzie raczej długi proces dostosowawczy. Któregoś dnia kapitał opanuje jednak nowe zasady gry i wszystkim narzuci jej reguły. Koszty tej systemowej zmiany poniosą najubożsi.

Dziękuję.

Piotr Maksymczak - ŁZ