“Kochani, życie weryfikuje wszystko, nasze poglądy, postawy. Potrafi to robić w sposób brutalny i bezwzględny. I mnie tak potraktowało. Proszę przeznaczcie kilka minut i przeczytajcie to co napisałem. Nie czytajcie tylko nagłówka…” – pisze na swoim facebooku Prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki.

Zdjęcie profilowe Janusza Kubickiego, Obraz może zawierać: Janusz Kubicki, na zewnątrz i zbliżenieKochani, życie weryfikuje wszystko, nasze poglądy, postawy. Potrafi to robić w sposób brutalny i bezwzględny. I mnie tak potraktowało. Proszę przeznaczcie kilka minut i przeczytajcie to co napisałem. Nie czytajcie tylko nagłówka, dziś zapoznajcie się z całością. Zróbcie to dwa razy. Znacie mnie piszę to co myślę, prosto z serca.

Jak wiecie (pisałem już o tym) zaraziłem się Koronawirusem i zachorowałem na COVID-19. Kiedy wirus pojawił w Polsce jako Miasto staraliśmy się przygotować jak najlepiej – kupiliśmy i postawiliśmy dezynfektory, pomogliśmy w zakupie materiałów na maseczki szyte przez Widzialną Rękę, rozdaliśmy ponad 100 tys. maseczek mieszkańcom, zafundowaliśmy sprzęt ochronny dla szpitala wojewódzkiego i Polikliniki. Ale po pierwszym miesiącu wcale tego koronawirusa u nas nie było widać, był niewidoczny, niegroźny, nieobecny. Pojedyncze przypadki, całe dnie bez zakażeń, zero, jeden, zero, zero to liczby zarażonych z początku pandemii. Pacjent ZERO, który był w naszym Szpitalu, był bardziej „zjawiskiem” niż chorym. Kamery, wywiady. Od wiosny spotkałem dziesiątki tysięcy ludzi i choć wszędzie pisali o tej koronie to jakoś w moim otoczeniu bliższym i dalszym nikt nie chorował. Nikt nie miał problemów. Nikt jej nie „widział”. Była gdzieś tam daleko w Lombardii, Chinach, Nowym Jorku.

Za to wpływały setki podań o pomoc od przedsiębiorców. To był konkret, namacalny i widzialny. Dlatego denerwowały mnie, i nie tylko mnie nadmierne obostrzenia w gospodarce. Zakaz wstępu do lasu, zamykanie szkół, siłowni, fryzjerów, kosmetyczek. Do tego jeśli słyszysz ministra, który wszystko jednego dnia zamyka a drugiego leci na urlop w najgorsze ognisko wirusa to nie da się tego logicznie wytłumaczyć. Padła gospodarka, całe branże zamknięte, ale tłumy na wiecach wyborczych … i to u każdego kandydata od lewa do prawa. Zero dystansu, maseczek. Politycy mówiący że epidemia za nami, że opanowana. Nie bójcie się idźcie na wybory. I co?

Nie wytrzymałem i napisałem o „koronościemnie”. Jeśli jeszcze raz przeczytalibyście tamte posty uważnie zauważylibyście, iż nigdy nie negowałem samego faktu istnienia wirusa lecz przesadną reakcję na niego. Pisałem o tym, że będzie on z nami na zawsze i trzeba nauczyć się z nim żyć. Pisałem o ściemnianiu przez różnych ludzi od polityków poprzez naukowców. Podawałem konkretne przykłady raportów, opinii. Fachowcy mówili, że można tak, można inaczej, że maseczki to nic nie dają – tak zresztą mówił minister. Czy ktoś z Was nie słyszał teorii że sczepienia, które przechodziliśmy w dzieciństwie, zwłaszcza te przeciw gruźlicy maja moc? Czy nie zaczęliśmy w to wierzyć? A może bardzo mocno chcieliśmy w to uwierzyć? Temat zaczął żyć własnym życiem…

Ale jak już pisałem życie weryfikuje nasze poglądy, czasami dość brutalnie. Wybuchło u nas ognisko w DPS. Kilkadziesiąt osób chorych. Potrzebna była pomoc. Nie wahałem się ani chwili poszedłem tam. Nie wiem, czy to tam, nie wiem jak i od kogo, ale zaraziłem się. Czułem się źle zrobiłem test. Diagnoza – wynik dodatni, posłano mnie na izolację.

Powiem Wam szczerze – to nic przyjemnego. Nie jestem tym, który przeszedł tą chorobę bezobjawowo. Gorączka, rozbicie, kaszel. Brak sił, leżenie w łóżku, brak apetytu, ból głowy. Te słowa napisane na papierze nie brzmią groźnie. Ale te stany przeżyte w realu…o , to co innego. Pierwsze dni były bardzo, bardzo ciężkie. Choć jestem człowiekiem młodym o organizmie przyzwyczajonym do dużego wysiłku. Jak wiecie biegam, gram w tenisa, jeżdżę na rowerze …A jednak…. Razem ze mną cierpiała żona, którą zaraziłem…A jak wiecie patrzeć na chorobę bliskiej osoby to też cierpienie. W głowie kłębią się miliony myśli, czy dzieci też się zarżą, jak to przejdą? Czy stan moich bliskich i mój się pogorszy? Czy będzie potrzebny szpital? Czy trafimy pod respirator? Czy będzie on dostępny? Czy będą wolne łózka? Czy może to ja, a może moja rodzina będziemy tymi których wirus pokona? To tylko próbka tego co dzieje się w głowie każdego chorego. A … a leczysz się sam. Nie ma możliwości aby była wizyta lekarska, nie zadzwonisz po lekarza aby przyjechał, nie pójdziesz do przychodni …. jest tylko teleporada. I to czekanie czy będzie lepiej, czy się uda.

Od prawie trzech tygodni siedzimy w domu i choć najgorsze objawy mamy za sobą wcale nie jest już wszystko ok. Kiedy do tego słyszysz o przyjaciołach, znajomych którzy też mają wirusa, leżą w łóżkach, także szpitalnych, kiedy w nadzorowanych jednostkach SARS- szaleje (szkoły, urzędy), to patrzę na to wszystko inaczej. Dlatego napisałem Wam wczoraj o tym byście się chronili. Dziś napisałem Wam swoją historię nie po to aby straszyć, ale abyście to zrozumieli. Wirus tak jak zawsze pisałem jest i będzie z nami na zawsze. Nie ma żadnego sposobu aby się przed nim skutecznie bronić, można uważać ale to nie daje 100% gwarancji, że się nie zarazicie. Są osoby, które nigdy w to nie uwierzą co napisałem. Będą się pytać kto mnie to tego zmusił żebym tak pisał? Ile mi zapłacili? Odpowiedź jest jedna zmusił mnie do tego wirus. Są też osoby które będą z dziką satysfakcją triumfować. Tylko zastanówcie się nad tym czy to jest teraz najważniejsze?

Nigdy nikomu nie życzę tego żeby zachorował dlatego uważajcie na siebie. Bo teraz test, łóżko szpitalne czy respirator czy nawet teleporada to jeszcze jest … tylko jak długo?

A słowa o „koranaściemie” chętnie bym cofnął, użył innych. Życie weryfikuje nasze poglądy. Czasami dość brutalnie…

Kochani, życie weryfikuje wszystko, nasze poglądy, postawy. Potrafi to robić w sposób brutalny i bezwzględny. I mnie tak…

Opublikowany przez Janusza Kubickiego Czwartek, 22 października 2020

facebook Janusz Kubicki