28 punktów i szóste miejsce w grupie trzeciej III ligi – to dorobek Lechii Zielona Góra po rundzie jesiennej. Podopieczni Andrzeja Sawickiego wygrali osiem spotkań, cztery zremisowali, sześć przegrali. Rundę podsumowuje szkoleniowiec zielonogórzan.

– Jaka to była runda dla Lechii?

Andrzej Sawicki, trener Lechii Zielona Góra: – Bezwzględnie dobra. Wszędzie to powtarzaliśmy, że w przekroju całej rundy był jeden tydzień zawirowania, w którym w przeciągu siedmiu, ośmiu dni rozegraliśmy trzy mecze i wszystkie przegraliśmy, ale reakcja drużyny w następnych meczach była odpowiednia. Czego ja osobiście żałuję? Szkoda, że nie „pokąsaliśmy” tuzów tej ligi. Myślę tu o Ruchu Chorzów, Polonii Bytom i Ślęzie Wrocław. Co prawda z tymi ostatnimi zremisowaliśmy, ale oni mieli sporo swoich kłopotów i ten remis traktowaliśmy jak wielki niedosyt. 28 punktów to jednak duży szacunek. Nie ma co rozpamiętywać, które punkty uciekły, bo były też takie nadprogramowe zdobycze. Reasumując, bardzo fajna runda.

– Czyli ostatni mecz z ROW-em Rybnik nie powoduje u pana nieprzespanych nocy? Do przerwy prowadziliście 2:0, a w końcówce mieliście niewykorzystany rzut karny, po którym rywale doprowadzili do remisu 2:2.

– Okoliczności były szczególne, ale spokojnie analizując wszystko, mecz po meczu, suma szczęścia jest w okolicach zera. Trzeba bardzo szanować to, co uzyskaliśmy. Oczywiście, że można było jeszcze bardziej cytrynkę wycisnąć, jeśli chodzi o punkty. Z drugiej strony były mecze, które mogły się inaczej skończyć. Generalnie uważam, że powinniśmy być zadowoleni.

– III liga jest mocniejsza niż przed rokiem?

– Jest na podobnym poziomie. W tamtym roku był tzw. outsider – LZS Starowice Dolne, ale w tym sezonie nie ma takich ekip. Te zespoły, które są w dolnych rejonach tabeli, czyli np. Nysa, Żmigród potrafią być groźne. Końcówka rundy pokazała, że Foto-Higiena Gać połapała punkty i napsuła krwi rywalom. Liga na pewno nie jest słabsza niż rok temu. W każdy mecz trzeba włożyć maksimum wysiłku. Na lekceważenie czy luźniejsze podejście nie można sobie pozwolić. Mam nieodparte wrażenie, że w naszej drużynie takie coś się nie zdarzało.

– Nie żal Pucharu Polski? (Lechia odpadła w 1/32 z innym trzecioligowcem, Świtem Skolwin Szczecin – dop. mk)

– Oczywiście, że żal. Czasami wracamy do tego w rozmowach w szatni. W tym roku była duża szansa, żeby awansować do kolejnej rundy. Zespół był oczywiście mocny, ale z tego samego szczebla rozgrywek, tylko z innej grupy. Byli w naszym zasięgu absolutnie. Ta nieszczęsna czerwona kartka (Martins Ekwueme został usunięty z boiska jeszcze w pierwszej połowie – dop. mk) ustawiła spotkanie. Mamy w związku z tym takie małe niespełnienie.

– Co teraz w Lechii? Podobno jesteście po spotkaniu z prezesem. Jakie wnioski?

– Nie chciałbym wychodzić przed szereg, ale myślę, że przed nami ciężkie chwile. Nie ma zbyt optymistycznych rokowań. Miejmy nadzieję, że jakoś uda się to wszystko poskładać. Poczekajmy jeszcze jakiś czas. Nie jest to dla mnie moment, kiedy mogę odpocząć i pocieszyć się tym naszym wynikiem. Człowiek siedzi i główkuje na temat przyszłości. Tyle mogę powiedzieć.

– Boi się pan, że ta kadra może się uszczuplić?

– Niestety, jest takie niebezpieczeństwo, ale poczekajmy jeszcze.

– Jak wyglądają obecnie wasze treningi?

– Do 16 grudnia pracujemy, ale to są zajęcia crossfitowe, trzy razy w tygodniu. Odeszliśmy od treningów na sztucznej płycie. Obecny plan treningowy ostatnio nam służył. Po 16 grudnia przerwa i wracamy do pracy 11 stycznia.

– Jak może wyglądać runda wiosenna?

– Wiosna zawsze jest trudniejsza niż jesień. Margines błędu się zmniejsza, niektórym pojawia się widmo spadku. My na dzisiaj mamy taki kapitał punktowy, że zimą powinniśmy w spokoju pracować, ale wcale nie musi tak być. Zobaczymy, co będzie za jakiś czas.

– Rozumiem, że będzie to zależeć od sytuacji w klubie. Do świąt będzie pan wiedział na czym i kim stoi?

– Myślę, że do końca roku kalendarzowego powinniśmy wiedzieć.

– Dziękuję.

Marcin Krzywicki -ŁZ