Czuję się politykiem starszego pokolenia. Nie schyłkowego, by nie było, tylko starszego. Takiego, w którym polemizuje się z przeciwnikiem, przedstawia swoje racje, ale potem można usiąść do jednego stołu i wspólnie wypić kawę, a nawet coś jeszcze. Tak przynajmniej było „kiedyś”. Z panem posłem Niesiołowskim czy Cymańskim i ich ugrupowaniami niejedną ostrą polemikę prowadziliśmy ale też niejedną dyskusję przy wspólnym stole stoczyliśmy. Ten europejski sposób uprawiania polityki skończył się na szczeblu krajowym w roku 2005, wraz z pierwszym dojściem do władzy Kaczyńskiego ale na naszym zielonogórskim podwórku trwał jeszcze długo. Rzeczy dziwne zaczęły dziać się  dwa lata temu, w roku ubiegłym już mało kto trzymał nerwy na wodzy ale ostatni tydzień to jakaś masakra.

Najpierw na konferencji prasowej poseł, szef miejscowej PO pod adresem prezydenta rzuca słowa o braku intelektu a potem jego przyboczny nazywa znanego i lubianego lekarza kabotynem.

Między panami toczy się od dłuższego czasu, dla mnie niezrozumiała wojna, która  przypomina mi coś co czasami nazywa się „Syndromem Seneki” ale żeby w tej wojnie schodzić do poziomu gminu?

Najpierw jednak wyjaśnię o co chodzi z tym Seneką.

Otóż Seneka Młodszy, zwany Filozofem, był nauczycielem Nerona i pomógł mu w dojściu do władzy. Przez jakiś czas cesarz Neron korzystał z rad Luciusa Annaneusa, ale kiedy „obrósł w piórka” najpierw odesłał go do domu- dziś byśmy powiedzieli „na emeryturę” a dwa lata później wysłał swych pretorian, by zanieśli Senece posłanie z wyborem: „samobójstwo lub śmierć z rąk żołnierzy” .  Tacyt twierdzi, iż Neron  obawiał się wpływów i powagi swego nauczyciela  i szukał okazji, by pozbyć się niewygodnego świadka swoich zbrodni. Seneka, którego ojciec mówił, iż „mędrzec będzie żył tyle, ile żyć powinien, a nie tyle, ile żyć może” pożegnał się z rodziną, wszedł do wanny i otworzył sobie żyły.

Wprawdzie czasy i obyczaje Rzymu upadły wieki temu ale stosunki na linii Sługocki-Kubicki , toutes proportions gardées, jako żywo przypominają mi tamtą historię. Przez lata Prezydent Kubicki wspierał Sługockiego w jego poselsko-senatorskich aspiracjach. „Miłość” skończyła się gdy poseł został szefem miejscowej Platformy i zapragnął wysadzić Kubickiego z fotela  prezydenta. Wprawdzie kandydat Sługockiego zrobił wynik, po którym w normalnym kraju kariera szefa struktury, która go wystawiła skończyłaby się na dobre, ale wszyscy wiemy, iż niestety normalnym, przynajmniej w sensie politycznym, nasz kraj nie jest.

Ta  wojenka toczy się do dwóch lat. Nie komentowałem jej dotąd ale  ostatnia jej odsłona – czyli konferencja prasowa posła Sługockiego z wtorku wbiła nie w ścianę. Już nie mówię o takich „drobiazgach” jak niewiedza co do dat dotyczących powstania i trwania województwa lubuskiego i zielonogórskiego czy mylenie Zbąszynia ze Zbąszynkiem , co samo w sobie jest kompromitujące dla posła Ziemi Lubuskiej Mówię  o stylu  tej konferencji. Szef partii prowadzi ją  w Urzędzie, tak jakby był marszałkiem województwa, przypisując sobie decyzje Zarządu .A marszałek stoi potulnie obok niczym kij od szczotki, po czym konkluzją wypowiedzi posła jest sugestia, iż wsparcie koszykówki przez zielonogórskie podmioty publiczne(czyt. miasto) to” kwestia potencjału lub jego braku intelektualnego”. Może się na dyplomacji nie znam – choć trochę w niej ćwiczyłem- ale odczytuję to jako powiedzenie: ”prezydencie Kubicki,  wprawdzie przez lata wspierałeś koszykówkę ale teraz nie chcesz więc masz „braki intelektualne ”czyli jesteś głupi.

Pewien dziennikarz powiedział mi, iż wygląda na to, iż pan poseł obejrzał kilka dni temu film o Trampie, gdzie  wypowiadali się o nim psycholodzy i psychiatrzy i sam postanowił się zabawić w lokalnego psychiatrę ale dla mnie – człowieka starej daty – jest to wypowiedź skandaliczna. Mógłbym się jej spodziewać w ustach polityków PiS – to ich stylistyka, ale w ustach polityka PO i nauczyciela akademickiego? To rzecz absolutnie dyskwalifikująca.

Dziwnym trafem w tym samym czasie jeden z najbliższych współpracowników posła, szef klubu radnych w sejmiku Sebastian Ciemnoczołowski atakuje znanego i popularnego lekarza Roberta Górskiego, radnego miasta.

Pretekstem do ataku jest zirytowanie lekarza, który dowiedziawszy się, iż w szpitalu wojewódzkim zaszczepiono personel niemedyczny a lekarze karetek pogotowia jeżdżą do chory na COVID  niezaszczepieni powiedział bez ogródek co o tym myśli. Ciemnoczołowski, jako szef klubu partii rządzącej raczej powinien zadziałać by tą ewidentną wpadkę Urzędu Marszałkowskiego naprawić. Obie instytucje podlegają bowiem Elżbiecie Annie Polak i  niezaszczepienie medyków  naprawdę bezpośredniego kontaktu jest wtopą. Mógłby Ciemnoczołowski napisać: Sorry, panowie z Pogotowia, rzeczywiście zaszczepienie administracji i kapelana było jak szczepienie Jandy et consortes. Niestety, nie możemy Was już zaszczepić bo rząd nie dostarczył nam szczepionek, ale jak tylko przyjdzie następna partia to będziecie pierwsi.

Jednak  Ciemnoczołowski nie lubi dziś  Górskiego więc każda sytuacja jest dobra by

Górskiemu przywalić. Więc przywala: Górski to kabotyn! I uzasadnia to tak:„ Czemu? Ponieważ w sposób absolutnie paskudny, obrzydliwy i demagogiczny oszkalował swój Szpital Uniwersytecki, którym zresztą pracował. Dlaczego? Twierdząc, że SU odmówił mu szczepienia w pierwszej kolejności, a szczepił pracowników swojej administracji.” Słowem zaprzecza oczywistym faktom. ( A skąd mu się wzięło słowo „swój” to nie wiem bo to przecież nie Górski pracuje w szpitalu lecz pan radny wiec może chodziło o „mój”?) By jednak czytelnicy wiedzieli o czym mowa, bowiem Ciemnoczołowski uznaje, iż są słabo wykształceni daje definicję „kabotyna” „Kto to taki jest? Wg słownika kabotyn to człowiek, który chętnie posługuje się tanimi, tandetnymi sztuczkami i chwytami, żeby wzbudzić czyjeś zainteresowanie.” Sugeruje więc niedwuznacznie, że Górski, który swój zawód wykonuje z sercem i gdy trzeba „nie szczypie się” i mówi co sądzi o funkcjonowaniu służby zdrowia w szpitalu, jak trzeba wyłamie szlaban lub wejdzie na balkon a jak trzeba to spędzi kilka dni z chorymi na COVID w DPS, gdy inni lekarze stchórzą i zasłonią się „teleporadą” to człowiek, który posługuje się „tandetnymi sztuczkami”.

Robertowi trudno się bronić ale w tej sytuacji pozwolę sobie nazwać Ciemnoczołowskiego największym hipokrytą jakiego znam.

Zacznę od osobistej historii. W 2005 roku ówczesna Rada Nadzorcza Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej powołała mnie na wiceprezesa zarządu. Miałem w tym czasie już za sobą 4 lata zasiadania w Radzie Nadzorczej tego funduszu w okresie jego tworzenia, kilka lat przewodniczenia jury Konkursu Ochrony Środowiska pod patronatem Prezydenta RP i w gronie najbliższych przyjaciół wiceprezesa NFOŚ oraz prezesa BOŚ, z którymi wiedliśmy wielogodzinne rozmowy o ….jakżeby, ochronie środowiska. Tematyka nie byłą mi obca, choć wybitnym ekspertem w tej dziedzinie na pewno nie byłem. Kilka dni później Sebastian Ciemnoczołowski zorganizował przed siedzibą Funduszu konferencję prasową na której ostro mnie zaatakował, jakim to prawem z funkcji posła przesiadam się na ochronę środowiska i to jest rzecz niedopuszczalna. Zbyłem to wzruszeniem ramionami ale zapamiętałem. Kilka lat później, kiedy to Ciemnoczołowski stracił fotel wicemarszałka województwa po kilku dniach odnalazł się dokładnie na moim fotelu! Teraz mu to nie przeszkadzało, choć o ochronie środowiska wiedział dużo, dużo mniej.

Namawiano mnie wtedy bym i ja zrobił podobną konferencję wzruszyłem ramionami – hipokrytą

zajmował się nie będę.

Potem Ciemnoczołowski został burmistrzem Kargowej w czym niewątpliwie pomogła świetnia opinia jaką cieszył się jego ojciec. To była kadencja dużego pijaru. Z zewnątrz wyglądało świetnie – ale po czterech latach wyborcy uznali, iż młody burmistrz prócz gadania niewiele potrafi. Ponieważ Kargowa to prawie moje rodzinne strony- znam tam sporo osób. Zdziwiony popytałem o przyczyny klęski? -Nie dosyć, że niewiele robił to nawet tak prosta czynność jak ukłonienie się i powiedzenie dzień dobry mijanemu mieszkańcowi przychodziło mu z trudem – ta dość powszechna opinia dziwiła mnie wtedy niepomiernie.

Po przegranych wyborach  Ciemnoczołowski podał rękę Kubicki i zatrudnił w mieście. Naprawdę robił w urzędzie dobre wrażenie! Czy coś jeszcze? Nie wiem. W każdym razie odetchnęliśmy kiedy oznajmił, że przechodzi do biznesu. Długo tam jednak nie zabawił. Jak twierdzi bardzo dobrze poinformowany Bagiński- nie sprawdził się. Znalazł się w szpitalu. Ok. Czy coś tam robi? Nie wiem. Ale widzę, że często dość niewybrednie atakuje Kubickiego i jego ludzi. Słowem znów mamy do czynienia z „syndromem Seneki”. A może z Syndromem Brutusa?

W psychologii funkcjonuje też takie pojęcie. Zgodnie z jego wykładnią  należy zabić człowieka, który nam pomógł, bowiem nie możemy znieść myśli, iż bez jego pomocy bylibyśmy nikim.

Ale dlaczego to Wasze „zabijanie” jest takie  bez klasy,  takie prostackie? Aż chce się powiedzieć: „Seba nie idź ta droga .Już raz Cię wszyscy w PO zostawili i liczyć mogłeś tylko na Kubickiego. Aż 4 osób musiało wtedy mandaty składać w sejmiku w tym prezydent Kubicki i kilku innych byś Ty mógł objąć mandat radnego sejmiku po tej przegranej w Kargowej. Gdzie byłbyś dziś gdyby nie ta dłoń wyciągnięta, którą dziś tak łatwo podgryzasz.?

Panowie, nim na kolejnej konferencji powiecie o brakach intelektualnych lub nim następnym razem napiszecie o kabotynizmie to, jeśli uważacie się za europejskich polityków, poćwiczcie język dyplomacji. Byście mogli kiedyś mówić o sobie tak jak to zdarzyło się premierowi Francji: „Dyplomacja nie jest niczym więcej jak tylko ocie­planiem atmosfery”, powiedział współtowarzysz podróży do Georges`a Clemenceau, francuskiego męża stanu, kiedy jechali razem na konferencję pokojową. Cała etykieta to tylko ogrzane powie­trze – odpowiedział Clemenceau. – Ale to ono wy­pełnia opony. Zauważ, jak to ułatwia jazdę”.(Cytat został zaczerpnięty z książki: D. Johnson, L. Tyler, Współczesne maniery, czyli jak się zachować się w drodze na szczyt).

Bo na razie to co robicie z uprawianiem polityki ma niewiele wspólnego. No chyba, ze jest to uprawianie w wersji PiS…

Andrzej Brachmański