Szymon Kobusiński to bez wątpienia najjaśniejsza postać Lechii Zielona Góra w rundzie jesiennej III ligi. Z boiska, po ostatnim meczu w tym roku, schodził jednak z olbrzymim niedosytem.

Zielonogórzanie tylko zremisowali z ROW-em 1964 Rybnik 2:2, mimo że do przerwy prowadzili 2:0. Właśnie po golach Kobusińskiego. Pierwszym – strzelonym głową, po dośrodkowaniu Sebastiana Górskiego i drugim – będącym ozdobą spotkania, bezpośrednio z rzutu wolnego. Radości po końcowym gwizdku nie było, bo „Kobus” mógł i powinien skompletować hat-tricka. W końcówce przestrzelił jednak rzut karny, chwilę później rywale zdobyli bramkę na wagę remisu. – Jest wielkie rozczarowanie. Uważam, że przegraliśmy ten mecz, choć mamy remis – mówił rozżalony supersnajper Lechii.

Kobusiński jesienią trafiał do siatek rywali 17-krotnie. Lepsi byli tylko dwaj napastnicy ze Śląska: Adam Żak z Polonii Bytom (19 goli) i Mariusz Idzik z Ruchu Chorzów (18). Lechia po rundzie jesiennej plasuje się na szóstym miejscu z dorobkiem 28 punktów, to lepszy wynik od tego w analogicznym okresie zeszłego roku. – To była dobra runda w naszym wykonaniu. Były dobre momenty, były też gorsze, ale runda na plus – dodał strzelec. – Mam nadzieję, że wiosną będzie podobnie.

Pozostaje pytanie, czy z Kobusińskim na pokładzie. Nie ma wątpliwości, że indywidualny dorobek strzelca zwraca uwagę innych klubów. 22-latek zdobył ponad połowę bramek całej drużyny. – Nie zawracam sobie głowy tym, co będzie za jakiś czas. Jeśli chodzi o moją przyszłość, za miesiąc lub dwa wszystko powinno być wiadomo – powiedział „Kobus”.

(mk) ŁZ