Pandemia nie przeszkodziła kolarzom rywalizować w ramach IV serii zawodów Pucharu Polski w kolarstwie przełajowym.

Impreza do ostatniej chwili stała pod znakiem zapytania. Powodem były napływające do ostatnich chwil obostrzenia rządowe, które doprowadziły do odwołania wyścigu kolarzy amatorów. Już wcześniej organizatorzy zrezygnowali z rywalizacji dziecięcej. Na starcie i tak pojawiło się w sumie ok. 350 miłośników kolarstwa. Nie tylko z naszego kraju, bo do Drzonkowa licznie przyjechali również m.in. Czesi. – Walczyliśmy o te zawody, budowaliśmy trasę, mimo że było chyba 5 procent szans na odbycie się imprezy – przyznał Leszek Dutczak, prezes LKS-u Trasy Zielona Góra, organizator zawodów.

Najbardziej prestiżowy wyścig, w kategorii elity padł łupem pochodzącego z Zielonej Góry Marka Konwy. Olimpijczyk z Londynu nie dał rywalom szans. – Impreza na najwyższym poziomie. Przyjechało dużo zawodników z zagranicy. Moja dyspozycja była bardzo dobra. Atakowałem od samego początku. Udało się, zostawiłem rywali w tyle i z rundy na rundę zyskiwałem przewagę – powiedział triumfator, który drugiego na mecie Bartosza Miklera wyprzedził prawie o minutę. Sukces powtórzył także w Narodowe Święto Niepodległości, w kolejnej rundzie pucharu rozegranej w Koziegłowach.

„Błotniacy” pojawili się w Drzonkowie po raz pierwszy. Jedna pętla miała długość 2,7 km. – Wszyscy chcą tu przyjeżdżać na zgrupowania. Ci, którzy startowali nawet w mistrzostwach świata mówili, że zaplecze było na najwyższym poziomie – dodał L. Dutczak.

(mk) ŁZ