To jedno z najciekawszych wydawnictw winobraniowych. Niewielki album, który składa się z kilkunastu zdjęć ostatniego korowodu w XIX-wiecznym Grünbergu. Tworzą one chronologicznie ułożoną harmonijkę. Wydawca – Paul Mohr.

– Czyżniewski! Idziemy na korowód – moja żona rzuciła jeszcze okiem na patelnię, czy aby na pewno wywiązałem się z moich zmywakowych obowiązków i pomaszerowaliśmy na imprezę.

– Ja jestem ciekawa, jak ten tegoroczny wypadnie, a ty opowiadasz mi o korowodzie sprzed 119 lat? A o Paulu Mohrze pisałeś w poprzednim spacerowniku z okazji wystawy w muzeum? – do końca nie wiem, czy moja żona pyta, czy stwierdza oczywisty fakt.

Tak, przed tygodniem pisałem o muzealnej wystawie przygotowanej przez Alinę Polak-Woźniak (muzeum) i Bartłomieja Gruszkę (kolekcjoner) pt. Dawne zielonogórskie atelier fotograficzne 1858-1945.

Prezentowałem również fotografie Paula Mohra wraz z rodziną. To był najsłynniejszy zielonogórski wydawca pocztówek. Nie wyobrażam sobie opowiadania o starej Zielonej Górze bez produktów jego firmy. Wydał setki, a może tysiące widoków Zielonej Góry z pierwszej połowy XX wieku. Należy mu się za to pomnik. A jeżeli nie pomnik, to przynajmniej wdzięczna pamięć.

Paul Mohr, rocznik 1871 r., założył swoją firmę w 1897 r. Był nie tylko wydawcą pocztówek. Jego firma zajmowała się drukiem różnych wydawnictw, również książkowych oraz introligatorstwem. Prowadził też duży sklep z artykułami papierniczymi i piśmienniczymi. Wszystko w rodzinnym zakątku na rogu dzisiejszych ulic Żeromskiego i Kupieckiej. To tutaj swoje imperium tworzył senior Fritz Mohr, który pod koniec XIX wieku był właścicielem kilku kamienic. W 1896 r. poprosił słynnego mistrza murarskiego Carla Mühle o postawienie reprezentacyjnej kamienicy przy dzisiejszej ul. Żeromskiego 18. F. Mohr wniosek o pozwolenie na budowę złożył 22 maja 1896 r. a już 15 października tego samego roku poprosił kominiarza o dokonanie odbioru budynku.

– Dziwna sprawa, bo w budynku jeszcze trwały prace a nadzór budowlany w grudniu kwestionował wewnętrzny układ w budynku – komentuje Zbigniew Bujkiewicz z Archiwum Państwowego, oglądając stare dokumenty. – Ostatecznie uzyskał odbiór budynku 20 maja 1897 r. Pod dokumentem podpisał się miejski urzędnik Herein, który zajmował się odbiorami.

Budynek stoi do dzisiaj. Mnie zawsze fascynuje biegłość wykonawców, bo obiekt posadowiono nad bocznym korytem Złotej Łączy. Fundamenty idealnie pokrywają się ze śladem rzeczki. I mają się dobrze.

Dom był zaraz przeznaczony na działalność handlową – cały parter wykorzystano na dwa sklepy. Wtedy wejście znajdowało się od frontu. Na piętrze mieszkali właściciele, pozostałe lokale w kamienicy były wynajmowane. Co ciekawe, obok domu był wjazd na podwórze. Przetrwał tylko kilka lat.

W momencie kiedy senior Mohr postawił dom, junior Mohr założył swoją firmę. I natychmiast na ścianie szczytowej budynku umieścił napis: Paul Mohr Papierhandlung und Buchbinderei – Paul Mohr sklep papierniczy i introligatornia.

To było genialne posunięcie, bo Mohr od razu zaczął wydawać pocztówki ukazujące dzisiejszą ul. Żeromskiego ze świetnie widocznym szyldem jego firmy. Każdy, kto chciał zrobić dobre ujęcie ulicy, fotografował dom Mohrów i szyld.

Nasz wydawca zakład miał na tyłach domu. W 1913 r. zbudował łącznik sklepu z introligatornią. Jednak największa zmiana zaszła w 1924 r., kiedy to 24 lipca uzyskał zgodę na postawienie trzypiętrowego budynku fabrycznego z poddaszem. Obiekt stoi do dzisiaj na zapleczu ul. Kupieckiej i Żeromskiego. Jest w nim m.in. bank spółdzielczy.

Mohr był pragmatycznym przedsiębiorcą. Jego firma po trosze była konkurencją dla miejscowych fotografów. – Mimo tego korzystał z ich usług. Tak było w przypadku fotorelacji ze słynnego korowodu, który przemaszerował ulicami miasta 14 października 1900 r. Kilka zdjęć zrobił dla niego Ewald Hase – mówi B. Gruszka. Biznes to biznes. Trzeba było zrobić kompletne wydawnictwo.

 

Tomasz Czyżniewski

codziennie nowe opowieści i zdjęcia

Fb.com/czyzniewski.tomasz