– W wyniku wzmożonego zainteresowania szczepionkami przeciwko grypie informujemy, że weryfikacja ich dostępności dokonywana jest bezpośrednio na miejscu w aptece – usłyszymy w telefonie po wybraniu numeru jednej z zielonogórskich aptek. Dziś szczepionki przeciwko grypie nigdzie nie uświadczysz.

– Owszem, mieliśmy. Śladowe ilości. Zainteresowanie jest większe niż w poprzednich latach, ale my nie jesteśmy w stanie pacjentom niczego obiecać – mówią w aptece Prima przy Kraljevskiej.

– Nie ma szczepionek, będą na początku października. Miałyśmy jedną dostawę – informuje apteka 37,5 przy ul. Boh. Westerplatte.

Na portalu ktomalek.pl, wpisując nazwę szczepionki zobaczymy komunikat: „Nie znaleziono w okolicy 50 km”.

– Sytuacja w Zielonej Górze jest taka sama jak w całym kraju. Na tę chwilę szczepionek nie ma – reasumuje Daria Wielogórska-Rutka, prezes Lubuskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. – W pierwszej połowie września pojawiły się tylko dwie niewielkie transze szczepionki VaxigripTetra. Wyszło po kilka, kilkanaście na aptekę… Kolejne dostawy szczepionek – VaxigripTetra, Influvac Tetra i donosowa dla dzieci Fluenz Tetra – zapowiadane są na październik.

Jak informował resort zdrowia, do Polski na razie trafiło 400 tys. szczepionek, 20 procent zamówienia. Wrzesień czy październik nie jest nadzwyczajnym terminem ich dostawy. Nadzwyczajne jest tegoroczne zainteresowanie. W minionych latach tylko około 4 procent Polaków szczepiło się przeciwko grypie. I regularnie część dostaw ulegała przeterminowaniu. Pandemia koronawirusa, zachęty ekspertów i refundacje sprawiły, że to zainteresowanie dziś jest znacznie większe. Po raz pierwszy całkowitą refundację na szczepionkę przeciwgrypową otrzymają osoby 75+, częściową osoby 65+, osoby dorosłe zakwalifikowane przez lekarzy do grup zwiększonego ryzyka i dzieci w wieku 3-5 lat.

Pacjenci, farmaceuci, hurtownicy… wszyscy dziś jesteśmy wkręceni we frustrację. Ktoś ma nowotwór, ktoś jest po przeszczepie, skończył 80 lat albo „szczepił się zawsze”… Sama w aptece codziennie mam po 30, 40 telefonów z pytaniami o szczepionkę. Farmaceuci chcieliby wszystkich obdzielić, ale nie mają czym – mówi prezes LOIA, ale też uspokaja: – Szczepionki będą docierać do aptek do końca października, jak nie dłużej, w transzach. Będzie ich znacznie więcej niż we wrześniu i trochę więcej niż w ubiegłym roku.

Ile? 2-2,5 miliona na 38-milionowy naród.

– Szczepionka ma być na początku października. Takie są przynajmniej plany – słyszymy w Centrum Medycznym Aldemed. Liczba zamówionych szczepionek przez Aldemed stanowi tajemnicę handlową. – Ale weźmiemy wszystko, co nam hurtownie dadzą. Dla nas nie jest to problem organizacyjny, jesteśmy wytrenowani w szczepieniach, problemem jest brak produktu – mówi Wioletta Cieślukowska. W poradni telefon w sprawie szczepień w tym roku się urywa. Dzwonią pacjenci indywidualni i zakłady pracy. Aldemed m.in. ma zaszczepić przeciwko grypie pracowników zielonogórskich szkół, przedszkoli i żłobków w wieku 55+. Szczepienia te sfinansuje miasto. Wzorem lat ubiegłych miasto zapłaci też za szczepienia seniorów 65+.

– Gdy szczepionki się u nas pojawią, informację umieścimy na stronie internetowej i na profilu na Facebooku. Podamy też osobny numer telefonu, pod którym pacjenci będą rejestrować się na szczepienie na konkretny dzień i godzinę. Przed wizytą w gabinecie zabiegowym pacjent przejdzie krótkie badanie lekarskie – informuje W. Cieślukowska.

Zwykle dostawy szczepionek najpierw kierowane są do aptek, potem do przychodni. Tak dzieje się i w tym roku.

Dopiero po 1 października będzie coś wiadomo – mówią w Poliklinice.

– W ogóle nie otrzymamy szczepionek. Dostaliśmy odmowę z hurtowni – informują w Medkolu.

– Nie będziemy mieli szczepionek w przychodni. U nas pacjent dostaje receptę od lekarza i gdy już ma szczepionkę rejestruje się telefonicznie na badanie i szczepienie, które nastąpi w ciągu dwóch, trzech dni. Robimy tak od dwóch, trzech lat – informują w przychodni medycyny rodzinnej „Skarbowa”. Tu leczy się dużo starszych zielonogórzan i zainteresowanie szczepieniem przeciw grypie zawsze było spore. – Ja już na szczepienie skierowałam ponad 40 pacjentów, ale wśród nich kilku debiutantów – mówi jedna z lekarek.

W tym roku w aptekach (w których już jest obligatoryjna reglamentacja szczepionek) i przychodniach obowiązywać będzie prawdopodobnie jedna zasada: kto pierwszy, ten lepszy.

– Zamówienia realizowane były przecież przed covidem. Jeśli szczepionek zabraknie, to trochę będziemy winni sami sobie, bo tak mało szczepiliśmy się w ubiegłych latach – dodaje D. Wielogórska-Rutka.

(el) - ŁZ