Dzisiaj Nadleśnictwo Przytok zaprosiło nas na niezwykłą wycieczkę z okazji 95. rocznicy powstania Lasów Państwowych.

Pojechali z nami przedstawiciele kilku nadleśnictw i Polskiego Związku Łowieckiego, strażacy i policjanci.
– Las mamy koło siebie, ale często nie dostrzegamy tego, co się w tym lesie dzieje
– mówił nadleśniczy Maciej Taborski z Nadleśnictwa Przytok. – W skrócie pokażemy, to co robimy. Gospodarka leśna obecnie nie opiera się na chodzeniu z siekierką i strzelbą. Działamy nowocześnie i metodycznie. Nadleśnictwo Przytok to 18 tysięcy hektarów. Naszą naturalną granicą jest rzeka Odra, opiekujemy się lasami od Pomorska do Nowej Soli – uściślał.

Pierwszy przystanek był w lasach koło Przytoku. Zobaczyliśmy pracę maszyn, które ścinały drzewa. Powalenie na ziemię średniej wielkości sosny i pocięcie jej na kawałki zajęło operatorowi maszyny ok. dwie minuty. Drwala już nikt nie potrzebuje. Najsprawniejszy pracownik podczas ośmiogodzinnej dniówki może pozyskać ok. 7 kubików drewna, dla porównania „robot” – nawet 120 kubików. Nie wspominając już o tym, że wielu drwali wysiłek przypłaciło zdrowiem, a nawet życiem.
Odnotujmy, że jeden metr przestrzenny może zawierać od 0,25 do 0,78 kubika (to znaczy kubik drewna zajmować może nawet cztery metry przestrzenne).

Po drodze dowiedzieliśmy się jak leśnicy opiekują się drzewostanem i wielu ciekawostek z życia lasu. Okazuje się np. że akacja jest gatunkiem obcym, ale nie zostanie wyrugowana, bo lubią ją pszczoły. A tak się składa, że leśnicy mają w planach ustawianie pasiek. Z amerykańskiej czeremchy z kolei (też gatunek obcy) można zrobić dobrą nalewkę.
Sosny palą się jak gaje oliwne.

Kolejnym przystankiem była wieża przeciwpożarowa w Przytoku. O zabezpieczeniu lasów na wypadek pożarów i akcjach gaszenia pożaru opowiadał brygadzista Maksymilian Koperski, zastępca komendanta miejskiego PSP w Zielonej Górze. – Ponad połowa terenu, który nadzorujemy to lasy. – mówił. – To nasze oczko w głowie i jeden z głównych elementów planu ratowniczego. Mamy bardzo sprawny system, goście z innych państw przyjeżdżają się od nas uczyć. A mamy niełatwe zadanie – przekonywał. – Nasze lasy palą się jak gaje oliwne. Olejki eteryczne z sosny dają taki sam efekt jak w gajach.
Bezpieczeństwa lasów strzeże obserwator na wieży, który przy pomocy specjalnego okrągłego kątomierza wykrywa dym i kontaktuje się z obserwatorem innej wieży. – Na przecięciu się dwóch kątów podanych do punktu alarmowo-dyspozycyjnego Lasów Państwowych odczytywany na mapie jest oddział, czyli umowne fragmenty lasu. I do akcji wkraczamy my – tłumaczył. M. Koperski.

Maciej Taborski podkreśla, że leśnicy nie mają potrzeby się chwalić, bo tak naprawdę nie pracują, a wykonują misję na rzecz całego społeczeństwa. – Jeden las rośnie średnio sto lat, czyli opiekuje się nim aż pięć pokoleń leśników – przekonuje. – Naszą rolą jest zachować piękne lasy dla kolejnych pokoleń. Wbrew temu co się mówi w mediach, lasów w Polsce wciąż przybywa. Lesistość w kraju wzrosła z niecałych 21 proc. w 1945 r. do 30 proc. obecnie. Zwiększa się nie tylko powierzchnia lasów, ale ich zasobność. Na każdego Polaka przypada w samych Lasach Państwowych 161 drzew – o 60 więcej niż w 1989 r. – wylicza.
Kornik atakuje świerki
Na koniec odwiedziliśmy rezerwat przyrody Bażantarnia (leży w powiecie nowosolskim na terenie gminy Otyń). Ma 17,88 ha. To fragment lasu naturalnego – pierwotnego o bogatym składzie gatunków liściastych. Rosną tam m.in. sosny, dęby, świerki, modrzewie, brzozy, buki, graby i lipy. Dęby zostały zaatakowane przez kornika drukarza. Ten mały chrząszcz o długości 4-5 milimetrów jest niestety bardzo skuteczny w zabijaniu drzew. Jak tłumaczył M. Taborski świerków nie uda się już uratować. – Drzewa powinno się wyciąć, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się szkodnika. Nie zdecydowaliśmy się na to, bo rosną na małym fragmencie lasu. W Puszczy Białowieskiej jest podobny problem. Leśnicy wycinają drzewa i nie mają dobrej prasy. A taka jest przykra konieczność.
RK