Pięć lat temu został najmłodszym radnym sejmiku województwa w Polsce, rok temu, ubiegając się o reelekcję, pobił rekord poparcia w swoim okręgu. Teraz walczy o mandat poselski. Dlaczego Łukasz Mejza kandyduje do parlamentu i dlaczego uważa, że należy postawić na młode pokolenie?

Hasło pańskiej kampanii to „Czas na młode pokolenie!” Dlaczego tak mocno podkreśla pan konieczność odmłodzenia Sejmu?

Łukasz Mejza: – Pokazuje to perspektywa ostatnich 30 lat. W parlamencie zasiadają głównie te same osoby, które jakiś czas temu postanowiły, że ich sposobem na życie będzie polityka i trzymają się kurczowo stołków, bez których nie potrafiłyby poradzić sobie w życiu. Są to często osoby, dla których czas albo się zatrzymał, albo płynie bardzo powoli. Z ich perspektywy jest to całkowicie zrozumiałe. Jeżeli pewien model sprawdza się już od jakiegoś czasu, to dlaczego dokonywać w nim jakichkolwiek zmian? Problem polega na tym, że sposób uprawiania polityki oraz myślenia o społeczeństwie, który prezentują ci „wieczni politycy”, całkowicie nie przystaje już do obecnych realiów i nie jest w stanie nadążyć za potrzebami nie tylko młodzieży, ale także osób starszych, które czują się coraz bardziej znużone życiem politycznym w naszym kraju.

– No właśnie, swoją kampanię adresuje pan w głównej mierze do osób młodych. A co ze starszym pokoleniem?

– Często słyszę to pytanie podczas rozmów z wyborcami. Osoby starsze są traktowane w naszym kraju po macoszemu, ich głos nie jest słyszany przez polityków, którzy z budynku na Wiejskiej uczynili swoją bańkę wiecznego dobrobytu. Komfort życia seniorów powinien być dla młodych priorytetem! My przecież też kiedyś się zestarzejemy. Na tym polega wymiana międzypokoleniowa, młodsi wspierają starszych. Kto ma zatroszczyć się o seniorów, jak nie my? Ale my, młodzi ludzie, też musimy się od kogoś uczyć: od naszych rodziców, dziadków, ale również od lokalnych autorytetów. Dla mnie takim samorządowym autorytetem jest chociażby prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki.

– Dużo mówi się o tym, że osoby młodsze nie są zainteresowane polityką. Świadczy o tym między innymi niska frekwencja w najniższej grupie wiekowej. Jak pan myśli, z czego to wynika?

– Zawodowi politycy z kadencji na kadencję robią się coraz bardziej oderwani od rzeczywistości i młodzi ludzie to widzą. Moje pokolenie nie ma chęci śledzić tych samych jałowych sporów, które służą tylko i wyłącznie podsycaniu konfliktów. Politykom z obu stron barykady zależy na sztucznym generowaniu niezdrowych emocji, jednak serwując wyborcom już któryś rok z rzędu ten sam odgrzany i niesmaczny kotlet, nie są w stanie dotrzeć do osób młodych. Parlamentarzyści, niczym dzieci w piaskownicy, miotają w siebie oskarżeniami: kto więcej ukradł i kto zatrudnił więcej kolegów na państwowych stołkach. Tymczasem młodzi ludzie mają inne problemy, np. zawodowy rozwój i znalezienie dobrze płatnej pracy po studiach.

Na Zachodzie dużo szumu wśród młodych zrobił Elon Musk, który przedstawia ambitne plany podboju kosmosu. W Polsce ciągle debatujemy nad sprawami, które w innych krajach są już dawno załatwione. To pokazuje, że politykom zależy na tym, żeby „gonić króliczka”, a tymczasem młode pokolenie lubi skuteczność, dlatego wielu moich rówieśników nie interesuje się życiem politycznym.

– Dlaczego pan ma to zmienić?

– Jestem po prostu jednym z nich, nigdy nikogo innego nie udawałem i przez to jestem dla młodych wiarygodny. Cały czas rozmawiam z ludźmi i nie pozuję na wielkiego polityka. To ja zadaję wyborcom pytania, ponieważ cały czas chcę wiedzieć, jakie są aktualne problemy. Świat dzisiaj pędzi tak szybko, że każdemu może coś umknąć, a ja chcę być zawsze na czasie. Rozmowy na ulicy dużo mi dają, nie tylko w kwestiach merytorycznych. Dają także motywacyjnego kopa. Słyszę od ludzi wiele miłych słów, dzięki którym mam niesamowitą energię do działania.

Problemy młodych osób obracają się w głównej mierze wokół kwestii zarobkowych. Doskonale ich rozumiem. Od czasów, jak byłem nastolatkiem, dorabiałem sobie, nawet za niskie stawki. Studiowałem, a teraz jestem przedsiębiorcą. Wiem, na jakie bariery napotykają absolwenci, którzy chcą założyć swoją pierwszą firmę i wiem, jak im to wejście w biznes ułatwić. Jak założycielom start-upów mają pomóc osoby, które nigdy w życiu nie zarabiały w inny sposób, niż dzięki polityce? Nie każdy musi przecież wybrać drogę kariery partyjnej, którą uprawia się w głównej mierze na zasadzie „mierny, ale wierny”. Młodzi ludzie chcą mierzyć wysoko, a ja to rozumiem!

– Poparcia udzielił panu prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki. Jak ważne dla pana jest to wsparcie?

– Jest to dla mnie bardzo duży zaszczyt, ale również ogromna odpowiedzialność. Dla mnie, młodego samorządowca, Janusz Kubicki zawsze był wzorem polityka, dla którego lokalna społeczność stoi na pierwszym miejscu. Bardzo się cieszę, że mogę współpracować z panem prezydentem i czerpać z jego samorządowego doświadczenia. Sam funkcjonuję od lat w Zielonej Górze i widzę, że skuteczne działanie przynosi efekty. Mówiąc językiem młodych ludzi, „Kubicki to jest kocur”! Bardzo się cieszę, że udzielił mi swojego poparcia. Wsparcie od takiego człowieka daje mi nie tylko motywację do dalszej walki o województwo lubuskie, ale także nakłada na mnie obowiązek, ponieważ wiem, że nie mogę zmarnować zaufania pana prezydenta oraz Lubuszan.

– Co będzie dla pana priorytetem jako parlamentarzysty?

– Tak jak powtarzam od początku kampanii, dla mnie najważniejsi są Lubuszanie i zależy mi na tym, żeby mogli np. za rok powiedzieć, że mają posła, który zabiega o ich sprawy, że nie traktuje ich tylko jako narzędzie do zarobienia państwowych pieniędzy. Dla mnie to nie jest priorytetem. Jestem przedsiębiorcą, do ogólnokrajowej polityki idę, żeby realnie działać. Nie interesuje mnie „gonienie króliczka”. Liczą się tylko realne działania!

– Dziękuję.

– Również dziękuję i pozdrawiam całe Lubuskie!