Urząd marszałkowski, który nadzoruje Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze chwalił się, że przed lecznicą staną nowoczesne kapsuły sferyczne, służące do triażu i zabezpieczające przed zakażeniem koronawirusem. Tymczasem, zamiast kapsuł stoją namioty, a niebawem pojawią się… kontenery.

Triaż jest stosowany w medycynie ratunkowej. W skrócie polega na segregacji pacjentów według stopnia obrażeń i rokowań. W tym wypadku nowoczesne kapsuły sferyczne miały zastąpić specjalne namioty i pomóc w walce z drugą falą koronawirusa. W kapsułach odpornych na warunki atmosferyczne odbywałaby się wstępna selekcja pacjentów (pretriaż) przed wejściem do oddziału zakaźnego i pomieszczeń, gdzie będzie pobierany materiał do badań pod kątem zakażenia koronawirusem w warunkach ambulatoryjnych. Jak informował „Gazetę Lubuską” Robert Kowalik, z biura prasowego szpitala w kapsule miał być przeprowadzany wywiad medyczny i pomiar temperatury i dopiero na tej podstawie pretriaż pacjentów. W planach były też pomieszczenia do diagnozowania pacjentów, a pomiędzy nimi tzw. śluzy, odseparowujące poszczególne „sale”.

Pomysł ustawienia kapsuł poparł zarząd województwa lubuskiego, przekazując na ten cel 1,5 mln zł Klinicznemu Oddziałowi Chorób Zakaźnych Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Zarząd pochwalił się nawet zdjęciami kosmicznych kapsuł. Minęło kilka miesięcy, a  kapsuł nie widać. Zamiast nich mają być… kontenery. Co się stało?

fot. facebook Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze

Jak poinformował „Gazetę Lubuską” departament zdrowia urzędu marszałkowskiego szpital nie zrezygnował z budowy pomieszczeń do pretriażu. Na przeszkodzie stanęły jednak pieniądze, najtańsza z ofert firm, które miały dostarczyć kapsuły jest o ok. 1 mln zł wyższa niż przewidywały wstępne szacunki. Szpital szuka tańszego rozwiązania. Obecnie w namiotach są fatalne warunki socjalne, dlatego do czasu utworzenia docelowego triażu wykorzystywane będą kontenery.

fot. WZG

Pani marszałek nie odpowiada!

Na tym nie koniec tematu. Okazuje się, że producent kopuł firma Polidomes ze Świebodzina nie rozumie stanowiska urzędników Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego.

Od prawie miesiąca walczymy o podpisanie umowy na wykonanie tego triażu. Niestety, jest to przeciągane przez szpital – tłumaczy „Gazecie Lubuskiej” Karolina Bertman, współwłaścicielka przedsiębiorstwa. – Wczoraj otrzymaliśmy informację, że rzekomo „nie wiadomo skąd pojawiła się nowa kwota w kosztorysie projektu”. Nie rozumiemy tego, przecież do dziś powstało 13 edycji projektu triażu dla szpitala w Zielonej Górze. Wszystkie zmiany były nanoszone zgodnie z prośbą lub wymogami terenowymi strony zamawiającej .

Firma Polidomes wielokrotnie próbowała skontaktować się z biurem marszałek Elżbiety Polak i dyrekcją szpitala, aby uzyskać jakieś wyjaśnienie. Nie udało się, widocznie urzędnicy byli zajęci czymś ważniejszym od ochrony zdrowia mieszkańców.

Bertman powiedziała „Gazecie Lubuskiej”, że ostateczna oferta ponad 2 mln zł zawiera dodatkowe koszty związane z: pozwoleniem na budowę, instalacją gazów medycznych, ponad dwukrotnym zwiększeniem ilości izolatek jak również wyposażenie triażu w meble i sprzęt medyczny, wszystko na życzenie szpitala – tłumaczy Bertman. – Pani marszałek powoływała się w swoich medialnych wypowiedziach, iż stawia na innowacyjne rozwiązanie, gdzie tymczasem brane pod uwagę alternatywy idą w kierunku tradycyjnych kontenerów budowlanych.Ciężko pracowaliśmy przez trzy miesiące, opłacaliśmy pracowników, mieliśmy własne wydatki i na razie nic nie zarobiliśmy. To nas teraz stawia w trudnej sytuacji. Czy urząd powinien traktować tak lubuską firmę? Gdzie jest to dobro ludzi, o którym tak często wspominają włodarze województwa i szpitala na konferencjach i na oficjalnych profilach w mediach społecznościowych? A dobro pacjentów? – pyta. Przygotowane przez nas rozwiązanie triażu mogło być już być we władaniu szpitala od ponad miesiąca.

(ep - WZG)

źródło: Gazeta Lubuska