Gościnna w hali CRS była reprezentacja Polski w futsalu, która przegrała wszystkie trzy mecze. Do dalszej, ostatniej rundy kwalifikacyjnej do mistrzostw świata awansowała, zgodnie z przewidywaniami, Hiszpania oraz Finlandia.

Mecz z Hiszpanią miał być wisienką na torcie, zwieńczeniem turnieju w Zielonej Górze, od którego nic już nie będzie zależało. I rzeczywiście tak było. Ten pojedynek dla Polaków nie miał znaczenia, bo biało-czerwoni wcześniej pogrzebali szanse na awans. Plan był jednak inny. To miał być deser po udanych wcześniejszych spotkaniach z Gruzją i Finlandią. Oba jednak Polacy przegrali. Najpierw z Gruzją 2:3, a następnie z Finlandią 1:2. Złośliwi mówili, że było jak zawsze. Pierwszy mecz o zwycięstwo, drugi o wszystko, a trzeci już tylko o honor. W nim podopieczni Błażeja Korczyńskiego przegrali z drugą drużyną światowego rankingu 1:4 i zajęli ostatnią lokatę w swojej grupie eliminacyjnej.

Każdy pojedynek gospodarze zmagań zaczynali od prowadzenia, ale z parkietu schodzili pokonani. – Jesteśmy załamani naszą postawą – wyznał po ostatnim spotkaniu Mikołaj Zastawnik, jeden z liderów reprezentacji Polski. – W pierwszych dwóch meczach wyglądaliśmy, jakbyśmy mieli powiązane nogi – dodał zawodnik naszej kadry. Polacy tracili gole po prostych błędach, często po stałych fragmentach. Sami zaś z tych stałych fragmentów nie stwarzali zagrożenia pod bramką rywali.

Awans obok Hiszpanii wywalczyli jeszcze Finowie, którzy w decydującym starciu pokonali Gruzję 5:2. Dla nich radość i awans do tzw. Elite Round, ostatniego przedsionka futsalowego mundialu, a Polakom pozostaje analiza niepowodzenia. Jako jedną z przyczyn, już po pierwszym meczu z Gruzją, biało-czerwoni wskazywali presję, której, jak sami przyznali, nie udźwignęli. – Teraz przez kilka dni będzie myślenie, co można było zrobić lepiej. Jak można było przygotować mentalnie zespół do tego pierwszego meczu z Gruzją – dodał trener naszej kadry.

(mk)