Lechia Zielona Góra zimę spędzi w III lidze na ósmym miejscu. Beniaminek udaną rundę jesienną zakończył zwycięstwem w Lubinie z rezerwami Zagłębia 2:0. – Ważne, żeby tego zimą nie zepsuć – mówi Rafał Ostrowski, piłkarz zielonogórzan.

Na 26 punktów złożyło się osiem zwycięstw i dwa remisy. Ostatnią zdobycz zielonogórzanie przywieźli z Lubina, gdzie po golach dwójki najskuteczniejszych graczy – Szymona Kobusińskiego i Wojciecha Okińczyca – wygrali z przedostatnimi rezerwami Zagłębia. Obie bramki strzelone zostały głową, przy obu dośrodkowywał z rzutu rożnego Łukasz Garguła i wreszcie obaj strzelcy na półmetku rozgrywek mają po dziewięć goli. – Te punkty cieszą niezmiernie. Z dużym szacunkiem podeszliśmy do meczu – przyznał Andrzej Sawicki, trener Lechii. Miał tu na myśli przedsezonowy sparing w Lubinie, który z rezerwami Zagłębia zielonogórzanie przegrali wówczas 1:6. – Przed meczem nawet punkt wziąłbym w ciemno – dodał trener zielonogórzan.

Z ekipą beniaminka nie można było nudzić się jesienią. Zielonogórzanie zapowiadali atrakcyjny futbol z dużą ilością bramek i tego konsekwentnie się trzymali. Sporo strzelali, ale sporo też tracili. Zielonogórscy bramkarze wyciągali piłkę z własnej bramki 33 razy. Więcej bramek zaaplikowano tylko ostatniemu LZS-owi Starowice Dolne. – Na pewno ilość straconych goli jest do poprawy. Z drugiej strony gramy otwarty futbol i te stracone bramki są wkalkulowane – uważa Rafał Ostrowski, defensor Lechii.

Zielonogórzanie aż pięciokrotnie wracali z wyjazdów z kompletem punktów. Tyle zwycięstw na boiskach rywali odniosły tylko rezerwy Śląska Wrocław, które po jesieni są liderem oraz trzecia Polonia Bytom. Przed sezonem do Lechii dołączył Ł. Garguła, w trakcie rozgrywek zespół wspomogli jeszcze S. Kobusiński i bramkarz Wojciech Fabisiak. Wszyscy wrócili w rodzinne strony i wszyscy mogą mieć powody do radości. – W tej lidze jest parę fajnych zespołów, które starają się utrzymać przy piłce. My należymy do tego grona. Było też sporo meczów walki z szarpaną grą – ocenił Ł. Garguła, który ma za sobą ponad 200 meczów w ekstraklasie i występy w pierwszej reprezentacji kraju.

Po ostatnim meczu półmetka sezonu, uśmiech nie schodził z twarzy trenera Sawickiego. Zielonogórzanie są w górnej połówce tabeli, w najlepszym momencie sezonu plasowali się nawet na czwartej pozycji. Przed rundą niewielu widziało Lechię tak wysoko. – Przez te rokowania byliśmy mocno zmobilizowani – zaznacza A. Sawicki. – Nie chciałbym jeszcze gloryfikować, bo to jest połowa drogi. Jest jeszcze sporo do poprawy. Być może uda się jeszcze zimą uzupełnić ten skład. Będziemy chcieli też urozmaicić nasz sposób grania – dodaje trener. – Cieszymy się z tej ilości punktów. Przed sezonem wzięlibyśmy to w ciemno. Musimy zimą ciężko pracować i wiosną tak samo zagrać – kończy R. Ostrowski.

Tym bardziej, że w tabeli nadal jest tłoczno. Zielonogórzanie w Lubinie wygrali i dzięki temu do wicelidera, Ruchu Chorzów tracą cztery punkty. Gdyby jednak w ostatnim starciu jesieni nie zapunktowali, wówczas osunęliby się na 13. miejsce. – Nie za bardzo analizuję tę tabelę. Ważniejsze są punkty, jak one będą, to miejsce będzie w porządku – dodaje A. Sawicki.

12 punktów przewagi nad strefą spadkową daje jednak możliwość komfortowej pracy zimą. Runda wiosenna ma zacząć się 7 marca. Lechia zagra wówczas w Bielsku-Białej z Rekordem, z którym na inaugurację rundy jesiennej przegrała 2:3.

(mk)