– Święta to czas rodzinnych spotkań, wspólnych spacerów i wyjść do kościoła. Teraz będziemy musieli pozostać w domu, bez gości. Ten aspekt Wielkanocy będzie najboleśniejszy – przewiduje prof. Piotr Kułyk.

Fot. Archiwum domowe

– Jest pan domownikiem czy nie potrafi usiedzieć w domu?

Prof. Piotr Kułyk, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania UZ: – Raczej trudno usiedzieć w domu, gdy ma się dwie małe córeczki. Ale potrzebę podróżowania mam chyba we krwi. Bardzo lubię odwiedzać różne miejsca Dolnego Śląska oraz Brandenburgii i Saksonii. Kiedyś chętnie siadałem na rower, teraz muszę brać pod uwagę fizyczne możliwości moich dzieci, stąd samochód stał się głównym narzędziem naszych rodzinnych wędrówek.

 

– Wezwanie do pozostania w domu będzie dla pana dużym wyzwaniem?

– Bardzo. Święta to czas rodzinnych spotkań, wspólnych wyjść do kościoła. Teraz będziemy musieli pozostać w domu, bez gości. Nawet moja mama nie odwiedzi nas, choć mieszka w Zielonej Górze. Dla niej ta rozłąka będzie szczególnie smutna. Jest bardzo zżyta z wnuczkami, teraz nie będzie ich mogła nawet przytulić, pozostanie tylko telefon. Ten aspekt najbliższych świąt będzie chyba dla wszystkich bardzo bolesny.

 

– Jak pan będzie sobie radził: przy pomocy gier, filmów, może domowym kursem tańca?

– Teraz w centrum naszego życia są dzieci stale przebywające w domu. Dlatego musimy im zaplanować każdą godzinę. Na szczęście, mamy do dyspozycji dziecięce gry, lektury i różne zabawy dydaktyczne, aby połączyć zabawę z nauką. A wieczorem, gdy dziewczynki trafią do łóżek, nastanie czas dla dorosłych. Wtedy będę z moją małżonką, Dorotą, rozmawiał o teraźniejszości i marzył o naszej przyszłości. Będziemy cieszyli się z tych kilku godzin bycia tylko we dwoje.

 

– Po zakończeniu świąt wciąż będziemy w stanie wojny z koronawirusem. Jaka nas czeka przyszłość?

– Przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Z całą pewnością schłodzi się nie tylko nasza gospodarka. Spadnie dochód narodowy. Znam i takie prognozy, które wielkość spadku polskiego PKB wyliczają na poziomie nawet kilkunastu procent. W ślad za tym pojawi się bezrobocie, jego wysokość będzie uzależniona od czasu trwania pandemii. Im dłużej, tym gorzej…

 

– Doświadczamy kilku raczej sprzecznych zjawisk: niewielu kupujących w sklepach spożywczych, jednocześnie sklepy budowlane przeżywają wzmożony ruch. Jak wytłumaczyć te sygnały?

– Mamy dopiero początek kryzysu, stąd rynek generuje wiele sprzecznych sygnałów. Klienci, bojąc się o przyszłość, ograniczyli zakupy do najbardziej potrzebnych artykułów. Ruch w sklepach budowlanych też łatwo wytłumaczyć, bo spora grupa Polaków wykorzystuje przymusowy pobyt w domach na przeprowadzenie niezbędnych remontów. Ale za moment zaczniemy odczuwać skutki przerwania globalnego łańcucha dostaw. Choć jest i dobra wiadomość. Niektóre polskie firmy podejmują się produkcji towarów dotąd sprowadzanych z Azji. Wykorzystują luki nieoczekiwanie powstałe na naszym rynku.

 

– Czas kryzysu zazwyczaj wywołuje egoistyczne postawy. Tymczasem teraz jesteśmy świadkami częstych erupcji ludzkiego altruizmu. To chwilowa czy trwała zmiana?

– Dostrzegam symptomy powolnej zmiany systemowej. Świat zaczyna odchodzić od skrajnie egoistycznego, neoliberalnego modelu organizacji rynku. Ta zmiana dość nieoczekiwanie jest ujawniana przez pandemię koronawirusa, choć w głównej mierze jest wywołana przez internet i technologiczną rewolucję…

 

– … jeden z krakowskich naukowców sam zaczął produkować respiratory przy pomocy drukarki 3D…

– Ten przykład pokazuje, że w wielu przypadkach nie będą nam potrzebne fabryczne linie technologiczne, że wiele potrzebnych nam rzeczy już wkrótce będziemy potrafili wyprodukować albo w warunkach domowych, albo w warunkach rzemieślniczego zakładu. Przecież masowa produkcja maseczek ochronnych w naszym kraju też się dziś opiera na pospolitym ruszeniu. Czy jednak zjawisko humanizacji rynku będzie czymś trwałym, tego nie wiem. Ale bardzo bym chciał, aby moje córki, gdy już dorosną, żyły w bardzo życzliwym otoczeniu.

– Dziękuję.

 Piotr Maksymczak