– Jestem fatalnym biegaczem, chyba nawet beznadziejnym. Nigdy nie lubiłem biegać na długie dystanse – mówi Łukasz Zamojski. I co? I właśnie przebiegł 40 km, do tego w szczytnym celu!

„Zamoj” we wtorek, 12 stycznia, skończył 40 lat. Zamarzyło mu się świętowanie z przytupem. Postanowił na „czterdziestkę” przebiec 40 kilometrów. Wyzwanie? Zdecydowanie. Fanaberia? Absolutnie nie. Celem była bowiem pomoc dla potrzebującego chłopca. Czteroletni Tymek jest podopiecznym stowarzyszenia „Warto jest pomagać”. Dziecko po skończeniu pół roku przestało się prawidłowo rozwijać. Tymek nie chodzi i nie mówi. Rodzice odwiedzili już wielu specjalistów w poszukiwaniu diagnozy. Teraz czekają na wyniki badań genetycznych, które zostały wysłane do Niemiec. Walczą o zdrowie chłopca. Powalczyć postanowił też Zamojski.

Świeżo upieczony 40-latek we wtorek, nawet nie skoro świt, bo jeszcze w pełnym mroku, o 6 rano wyruszył z Przesieki. Cel? Śnieżka. Warunki? Ekstremalne! – Pobiegłem do Karpacza i później w kierunku Śnieżki. Zaczął wiać mocny wiatr, śniegu przybywało. Na szlaku byłem pierwszy – relacjonuje „Zamoj”.

Gdy dotarł do schroniska Strzecha Akademicka miał problemy, żeby… znaleźć drzwi. – Zjadłem tam szybkie śniadanie, nabrałem sił i postanowiłem jednak ruszyć dalej. Wiało coraz mocniej, już ledwo utrzymywałem się na nogach. Zacząłem powątpiewać w powodzenie tej wyprawy – przyznaje jubilat.

Nie poddał się jednak, szedł w stronę Śnieżki i poszukiwał partnera, z którym mógłby się pokusić o atak szczytowy. – Wyglądało to jak akcja w Himalajach, a to przecież nasza Śnieżka – uśmiecha się „Zamoj”, który już po powrocie do domu te urodziny określił mianem najlepszych w życiu.

Na Śnieżce zostawił serduszko. – Mam nadzieję, że Tymek kiedyś dotrze tam na własnych nogach i je odnajdzie – dodaje. W czasie, gdy Zamojski biegł, spływały pieniądze na konto chłopca. Udało się zebrać około 5 tys. zł. – Serdecznie dziękuję wszystkim za wsparcie –mówi biegacz.

(mk) - łz