Zielona Góra jest dosłownie podziurawiona różnym wykopami. Najwięcej mamy śladów po kopalniach węgla brunatnego i cegielniach. U stóp Palmiarni mamy dawne wyrobisko żwiru. Teraz jest tu tradycyjny parking. Za kilka lat będzie piętrowy.

– Czyżniewski! Tylko nie zabieraj ze sobą łopaty, bo jedziemy do pałacu, nie do żwirowni – moja żona właśnie kupiła mini, mini patelnię i jest w doskonałym humorze. Nie goni mnie do zmywania, bo eksperymentuje. To wielka zmiana. Nasz nowy nabytek można myć w zmywarce. Niestety mieści się na nim może tylko pół jajka…

W sobotę wybraliśmy się do pałacu w Bieczu, który był otwarty dla zwiedzających z okazji Dni z Zabytkami. Działające w nim od niedawne stowarzyszenie zatrzymało degradację ciekawego zespołu budynków. Polecam. Przy okazji wciąż się zastanawiałem nad dołem przed Palmiarnią. Nie ma wielu dokumentów na ten temat.

Plan sytuacyjny żwirowni i betoniarni Kintzela z 1915 r.
Ze zbiorów Archiwum Państwowego w ZG

Wyruszam na ul. Piaskową. Bez łopaty. 120 lat temu, tuż przy dzisiejszym skręcie na parking mieszkał stolarz Carl Teige. W niewielkim domu wynajmował pokoje jeszcze kilku innym osobom. Dzisiaj trudno powiedzieć, czy za jego domem istniał już wielki wykop. Na pewno było tak w 1915 r., kiedy właścicielem posesji był woźnica Wilhelm Schwalm.

– W tym samym roku właścicielem terenu był mistrz murarski Richard Kinzel. Pierwszy wpis pochodzi z 16 lipca 1915 r. – Zbigniew Bujkiewicz, nasz ekspert z Archiwum Państwowego w Zielonej Górze otwiera teczkę z aktami policji budowlanej. Przedsiębiorca chce postawić szopę na terenie swojej kopalni piasku. Później zmienia jeszcze plan, stawiając spory, piętrowy obiekt produkcyjny. Barak miał ok. 20 metrów długości i częściowo był wkopany w skarpę wyrobiska. Do planu dołączono odręczny szkic terenu. Widać na nim samo wyrobisko, na czerwono zaznaczono projektowaną budowlę. Od strony dzisiejszego urzędu marszałkowskiego przylegała do kopalni winnica. Podobnie było od strony Palmiarni, gdzie wówczas na wzgórzu stał jedynie dom winiarza należący do rodziny Gremplerów. Mniej reprezentacyjny dom należący również do Gremplerów stał na skraju wysypiska. Mieszał w nim dzierżawca Gottlieb Schrim. Dom chylił się ku upadowi i dlatego w 1930 r. rozebrano go. Tymczasem Richard Kinzel rozwijała swój interes.

Reklama firmy betoniarskiej z 1929 r.

W świecie budowniczych Grünbergu był jedną z najbardziej istotnych postaci. Jego podpis widnieje pod wieloma dokumentami dotyczącymi budowy domów. Można powiedzieć, że postawił część dawnej Zielonej Góry. Z biegiem lat przejął firmę innego znanego mistrza murarskiego Carla Mühle. Zachował starą nazwę, dopisując jedynie swoje nazwisko.

Kinzel nie tylko projektował i budował domy, lecz również zajmował się produkcją elementów budowlanych i handlem. Wciąż rozwijał swój zakład zajmujący się produkcją elementów betonowych. Kiedy 12 października 1918 r. stawiał dobudówkę, przekonywał magistrat, że należą mu się względy, bo wykonuje zlecenia wojskowe, produkując elementy betonowe dla kolei państwowych.

Połowa lat 60. Niwelacja terenu wyrobiska. Teraz w tym miejscu stoi hotel Qubus. Z tyłu domy przy ul. Ceglanej. Ze zbiorów Tomasz Szulara

Jego następcy, podczas II wojny światowej, również używali takich argumentów. Chcąc rozbudować firmę, pisali w 1940 r., że nowy magazyn jest potrzeby na elementy dostarczane dla SS. Chodziło o drewniane baraki dla tej formacji. W tym czasie Kintzel był właścicielem betoniarni po jednej stronie ul. Piaskowej (wtedy Sandstrasse) i tartaku oraz stolarni po drugiej stronie (te budynki przetrwały do dzisiaj). W 1935 r. połączył je niewielką linią kolejową o rozstawie torów 60 cm. Prawdopodobnie przewoził na wózkach ciężkie elementy. Zakład zatrudniał wówczas ok. 20 osób, bo postawiona wówczas stołówka przeznaczona była dla 18-24 mężczyzn.

Betoniarnia działa również po 1945 r.  – Tam była betoniarnia, po przeciwnej stronie stolarnia. Pamiętam doskonale, bo mieszkałam przy ul. Nad Lakami i często chodziłam ul Piaskowa do Podgórnej i dalej Stolarską do szkoły na Licealnej – wspomina Elizabeth Alba. – Betoniarnia była zagrodzona i przy bramie była domek strażnika. A na przeciwko dzisiejszego urzędu było wielkie ogrodnictwo.

Betoniarnia pracowała jeszcze pełną parą w latach 60. W 1964 r. pracowało w niej aż 70 osób. Wtedy produkowano tutaj płyty chodnikowe, trylinki, parkany, rury betonowe i krawężniki. Wyroby te trafiały m.in. do Opla, Szczecina, Katowic i Poznania. Wtedy firma nazywała się: Zielonogórskie Zakłady Prefabrykatów i Kruszywa Przemysłu Terenowego Materiałów Budowlanych.

Chociaż zakład funkcjonował, wyrobisko już nie było mu potrzebne. – W rodzinnym albumie zachowało się zdjęcie, jak spychacz równa teren wokół wyrobiska i je zasypuje. To była połowa lat 60. – pokazuje zdjęcie Tomasz Szular. Jeszcze przez wiele lat teren leżał odłogiem. Parking w tym miejscu powstał na początku lat 80. Wyrobisko było głębsze.

– Część terenu pokrywa warstwa ziemi nawieziona podczas niwelacji – informuje Agnieszka Gontarzewska, geolog badający ten teren.

 

Tomasz Czyżniewski
codziennie nowe opowieści i zdjęcia
Fb.com/czyzniewski.tomasz