… szykowaliśmy się do tenisowego meczu Pucharu Federacji Polek ze Szwajcarkami. W weekend minie dokładnie pięć lat, gdy naprzeciwko siebie stanęły m.in. Agnieszka Radwańska i Martina Hingis.

Hala CRS w ciągu niemal dekady użytkowania gościła już wiele gwiazd różnych dyscyplin sportu, ale dla Roberta Jagiełowicza, dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, to właśnie mecz biało-czerwonych z Helwetkami był najbardziej prestiżowym sportowym wydarzeniem, jakie odbyło się na tym obiekcie. – To impreza, która od nas wymagała najwięcej. Były największe obostrzenia i długo walczyliśmy, żeby ją u siebie zorganizować – wspomina dyrektor MOSiR-u. Początkowo nikt nie chciał w tak małym mieście organizować takiego pojedynku. – Nawet ekipa ze Szwajcarii przyjeżdżała do nas, żeby wizytować halę i hotele – dodaje R. Jagiełowicz.

Kibice z całego kraju ściągali na Agnieszkę Radwańską, ale oprócz pierwszej polskiej rakiety gratką była możliwość obejrzenia legendy – Martiny Hingis. Szwajcarka wracała po latach do sportu, bo zamarzył jej się występ na Igrzyskach Olimpijskich rok później w Rio de Janeiro. – Ja od samego początku wiedziałem, że jest duża szansa, żeby ona pojawiła się w Zielonej Górze. Musiała zbierać punkty rankingowe, żeby móc pojechać do Brazylii – zaznacza dyrektor i dodaje, że utytułowana tenisistka, podczas pobytu u nas, zerwała ze wszystkimi łatkami sportowca kapryśnego. – Zachowywała się rewelacyjnie, była bardzo otwarta, zrobiła wiele zdjęć z kibicami. Wspaniale było gościć kogoś takiego na zielonogórskich obiektach – zauważa R. Jagiełowicz. Do pełni szczęścia zabrakło tylko sukcesu sportowego. Polki przegrały 2:3. To był mecz w grupie światowej, najwyższej w Pucharze Federacji. Porażka kosztowała biało-czerwone spadek.

Przed rokiem, kobiecy reprezentacyjny tenis ponownie zawitał do Zielonej Góry. To były zmagania w ramach Grupy I Strefy Euro-Afrykańskiej, czyli na zapleczu elity. Rywalizacja odbywała się nie tylko w hali CRS, ale również w koszykarskiej hali przy ul. Amelii, którą z powodzeniem zaadaptowano na potrzeby tenisistek. Wtedy mówiło się, że reprezentację Rosji może wspomóc inna ikona sportu – Maria Szarapowa. Ostatecznie „Sborna” zagrała bez gwiazdy, ale reprezentację Polski i tak pokonała.

Dziś tenis, podobnie jak inne dyscypliny, stoi. – Na pewno będzie problem z tenisem globalnym, ze względu na trudności w przemieszczaniu się – twierdzi Mirosław Skrzypczyński, zielonogórzanin, prezes Polskiego Związku Tenisowego. Działacz liczy, że odbędą się za to zmagania w kraju. I to jeszcze pod koniec czerwca – To byłyby turnieje dla zawodowców, jak i dla młodzieży – dodaje M. Skrzypczyński, który walkę z pandemią koronawirusa nazywa lekcją pokory. – Świat naprawdę zwariował, świat sportu także. To, co się działo z pieniędzmi, było czymś niewiarygodnym.

Czy zatem globalny tenis będzie skromniejszy? – Ten duży sport na pewno odczuje pandemię. Przerost finansowy był ogromny. Wiele turniejów tenisowych kończyło swoje bilanse na minusie, bo tak wielkie gaże wypłacano zawodnikom. Na pewno coś się zmieni –uważa prezes PZT.

Pierwszym odwołanym wielkoszlemowym turniejem był Wimbledon. Turnieje ATP i WTA są zawieszone do połowy lipca.

Na lokalnym gruncie miał odbyć się w tym roku jubileusz 10-lecia Centrum Rekreacyjno-Sportowego. W planie był m.in. festyn „Czas na sport”. Wydarzenie zostało przesunięte z 6 czerwca na 29 sierpnia.

(mk)