– W drużynie jest obecnie spokój i świetna atmosfera – mówi Piotr Żyto, trener RM Solar Falubazu Zielona Góra. – Na pewno nie myślimy już, np. o finale ligi. Za wcześnie, aby aż tak się ekscytować.

– Na cztery kolejki przed zakończeniem rundy zasadniczej do liderującej Unii Leszno tracimy tylko dwa punkty. Co musiałoby się stać, żeby RM Solar Falubaz Zielona Góra obniżył loty?

– A po co wywoływać wilka z lasu? Wiadomo, najgorsza byłaby kontuzja, zwłaszcza któregoś z liderów, ale nie mam zamiaru tworzyć w głowie tak czarnych scenariuszy.

– Przed sezonem nie doszło do większych zmian. Nickiego Pedersena zastąpił Antonio Lindbaeck, a drużyna jedzie, że aż miło popatrzeć.

– Faktycznie niewiele się zmieniło, z wyjątkiem trenera (śmiech). A tak na poważnie, to każdy dokłada swoją cegiełkę do dobrego wyniku. W klubie panuje świetna atmosfera, wzajemnie sobie pomagamy. W meczu w Częstochowie Jensenowi rozsypał się silnik, Protasiewicz szybko pospieszył z pomocą i pożyczył mu swój motor. W tym klubie aż chce się pracować. Bardzo się cieszę, że po latach mogłem tu wrócić. Zarząd klubu mocno nas wspiera, mamy w Zielonej Górze jak u Pana Boga za piecem. Nikt nie wtrąca się mi i kierownikowi Tomkowi Walczakowi do spraw sportowych. Zarząd robi swoje. Dba o sprawy organizacyjne i pozyskuje sponsorów, o co w tym specyficznym roku z koronawirusem w tle jest bardzo trudno. Szanujemy swoją pracę i co ważne, działamy efektywnie. Cieszę się, że mogę pracować w zespole, który wzajemnie się uzupełnia i to na wszystkich płaszczyznach.

– Czyli możemy spokojnie powitać nasz zespół w play-offach i szykować się na półfinał, a może finał. Z kim trener chciałby pojechać?

– Hola, hola, ja tego nie powiedziałem (śmiech). Tonuję mocno te hurraoptymistyczne prognozy. Spokojnie, róbmy swoje, ale za bardzo się jeszcze nie ekscytujmy. Czekają nas bardzo trudne cztery mecze. Sparta Wrocław, nasz najbliższy rywal, z którym pojedziemy u siebie w niedzielę (23.08) jest mocno podrażniona, będzie szukać punktów, bo z Gorzowem nie udało im się wygrać. Mogą wypaść z czwórki. Unia Leszno, pomimo dwóch porażek, jest piekielnie mocna, Stal Gorzów jest na fali, a Lublin na własnym torze jeszcze nie przegrał. Trudno w tej sytuacji dopisywać punkty i bonusy za zwycięskie mecze. Nie kalkuluję, czy lepiej pojechać z Lublinem, czy Lesznem. Z drugiej strony, te żużlowe szachy już się zaczynają i są kluby, które będą celować w konkretną pozycję w tabeli. Powtarzam chłopakom, że trzeba się zaangażować na sto procent, ale „napinki” nie ma żadnej. Może to jest ten klucz do dobrej pozycji w tabeli.

– Eksperci zdenerwowali pana przed sezonem, bo RM Solar Falubaz Zielona Góra miał bardzo niskie notowania?

– Bardziej rozbawili niż zdenerwowali. Z drugiej strony, stara żużlowa prawda mówi, że wygodnie jest nie być stawianym w roli faworyta.

– Jensen i Lindbaeck mają jeszcze potencjał?

– Jensen to klasowy zawodnik, choć nie do końca trafił ze sprzętem. Ambicji nie można mu jednak odmówić i być może pod koniec sezonu jeszcze sypnie trójkami. Z kolei Lindbaeck na treningach wylewa siódme poty, stara się wyszarpać na torze każdy punkt. Nie zawsze mu wychodzi. Najważniejsze jest to, że mamy zespół z prawdziwego zdarzenia, liderów Dudka i Vaculika. Piotr Protasiewicz ma dobry sezon, dorzuca cenne punkty. Pozostali też robią swoje.

– Juniorów rywale mogą nam pozazdrościć.

– To duży komfort mieć w składzie taką trójkę, jak: Norbert Krakowiak, Mateusz Tonder i Damian Pawliczak. Z bólem jednego z nich muszę trzymać w rezerwie. Dobrze, że startują gościnnie, np. w Opolu. Nie jestem zaskoczony ich postawą, w końcu w zeszłym roku zdobyli tytuł Drużynowych Mistrzów Polski Juniorów.

– O Vaculika możemy być spokojni? Ten ostatni występ w Grudziądzu to wypadek przy pracy?

– Vaculik jest w formie, miał kłopoty z silnikiem. Myślę, że do niedzieli popracuje nad sprzętem i będzie dobrze.

– Tor też jest wreszcie naszym atutem?

– Teraz już tak, nie mogę jednak odżałować tego lania u siebie z Częstochową. Staram się, żeby tor był cały czas identyczny dla naszych zawodników. Nie jest tak, że jak przeciwnicy lubią tor twardy, to my specjalnie szykujemy przyczepny, a jak przyczepny, to twardy.

– Jak relaksuje się pan przed meczem? Czy tak jak Patryk Dudek ze słuchawkami na uszach?

– Przed meczem to ja się przede wszystkim stresuję, ale nie mogę tego po sobie pokazać, bo zawodnicy byliby mocno zdeprymowani. A ja przecież muszę zbudować jakieś morale. Zawsze staram się rozładować atmosferę, opowiedzieć dowcip, a może raczej suchar (śmiech). Lubię wypady nad jezioro, ale teraz to niemożliwe, bo po każdym takim wyjeździe musiałbym przechodzić szczegółowe badania pod kątem koronawirusa. Na miasto teraz nie wychodzę, bo czasu brak. Gdybym nie był trenerem RM Solar Falubazu Zielona Góra, pewnie od rana do wieczora śledziłbym rozgrywki żużlowe we wszystkich polskich ligach, bo mamy teraz taką możliwość. Z rozrywek zostaje mi muzyka, głównie Modern Talking. Cóż, ja już taki trochę wiekowy facet jestem.

– Dziękuję za rozmowę.

Rafał Krzymiński