Jutro (24.10) o godz. 12.00 na zielonogórskiej starówce odbędzie się uroczystość pogrzebowa branży gastronomicznej, a ostatnie pożegnanie zmarłego zaplanowano  przy ul. Stary Rynek 1 (tuż przy szybie z zabytkowymi ruinami).

 

O pogrzebie informują pogrążeni w żałobie właściciele, managerowie i wszyscy pracownicy branży. – Z głębokim smutkiem i żalem zawiadamiamy, że po długiej walce z przeciwnościami losu w dniu 23.10.2020 odeszła od nas cała BRANŻA GASTRONOMICZNA, nasze miejsce pracy, spotkań i chwil wytchnienia w tych trudnych czasach – tak brzmi oficjalny komunikat.

materiały organizatorów

Będzie trumna i nekrolog!

Jak informuje radny Rafał Kasza, współorganizator wydarzenia sobotni Gastro-Protest zielonogórskiej branży gastronomicznej to będzie zupełnie coś innego niż klasyczna manifestacja z transparentami i krzyczeniem o wsparcie do rządzących.

– Mamy zamiar przeprowadzić ten protest/happening w formie pogrzebu branży gastronomicznej… – zdradza Rafał Kasza. – Będzie trumna, nekrolog, znicze, a w tle grany utwór „cisza”. Ostatnie pożegnanie/protest to czas zadumy i refleksji nad sensem istnienia, ale też czas wspomnień najbliższych naszemu sercu lokali. To forma zwrócenia uwagi na naszą branżę, bo lokale gastronomiczno-rozrywkowe zazwyczaj upadają w ciszy – przekonuje. –  Podczas wydarzenia nie zabraknie pomysłów na ratowanie branży gastronomicznej przez samych zainteresowanych, czyli właścicieli/managerów. Będziemy chcieli przedstawić nasze stanowisko i podsunąć kilka możliwości na „reanimację” całej branży. Mamy nadzieje, że ktoś wsłucha się w nasze głosy.

Rafał Kasza dziękuję za życzliwość prezydentowi Zielonej Góry. – Jako radny rozmawiałem z Januszem Kubickim i urzędem miasta o pomocy dla gastronomii – mówi. – Branża gastronomiczna dostanie konkretną pomoc. Cieszę się, że prezydent wsłuchuje się w moje pomysły i jeśli jest to możliwe wspiera mnie w ich realizacji – kończy.

Za zamknięciem lokali kryją się dramaty ludzkie

Beata Bykowska, właścicielka klubokawiarni Staromiejska jest życiową optymistką, ale obawia się, że jej lokal nie przetrwa przerwy w działalności dłuższej niż dwa tygodnie. – Wielokrotnie zadaję sobie pytanie, co dalej? – nie ukrywa. – I będę szczera nie znam odpowiedzi na to pytanie. Obawiam się, że za miesiąc poddam się, bo oferta Staromiejskiej nie jest przeznaczona na dowóz do domów klientów. Nie chciałabym nikogo zwolnić z załogi, liczymy na pomoc rządu – podkreśla.

Marcin Polakiewicz, lubuski przedsiębiorca z branży gastronomicznej (właściciel Bachusa, restauracji Casa Mia i restauracji w Zamku Joannitów w Łagowie) mówi, że nie jest zaskoczony decyzją rządu. – Przygotowywałem się do niej – mówi. – Przetrwamy, bo połączę ofertę dań na wynos Bachusa i Casa Mia. Łatwo jednak nie będzie i to nie o mnie tutaj chodzi. W ostatnich miesiącach uruchomiłem stację kontroli pojazdów, którą rząd decyzją administracyjną zamknąć nie może, poradzę sobie – przekonuje. –  Moje biznesy to jedno, ja jednak czuję się odpowiedzialny za moją załogę. To ok. 30 osób, z rodzinami blisko setka. To często młodzi ludzie, którzy dopiero założyli rodziny. Mają kredyty na mieszkanie do spłaty, rodzą im się dzieci. Nie chcę ich zostawić na lodzie i bez pomocy z dnia na dzień. W ślad za zamknięciem lokali idą ludzkie dramaty – ostrzega.

fot. Dariusz Biczyński

M. Polakiewicz tłumaczy, że protest na deptaku jest po to, aby zaapelować do rządzących o kolejny ratunek dla branży. – My nie walczymy z rządem, nie kwestionujemy, że trzeba zatrzymać wirusa – tłumaczy przedsiębiorca. – W swoich lokalach przestrzegamy wszystkich obostrzeń sanitarnych. Nie jesteśmy z ruchu antyszczepionkowego, nie przeszkadzają nam maseczki. Liczymy jednak na pomoc państwa, czyli np. zawieszenie składek do ZUS, zwolnienie z podatku od nieruchomości – wylicza. – Dostaliśmy pieniądze na utrzymanie miejsc pracy, pod warunkiem, że przez rok nikogo nie zwolnimy. Po zamknięciu lokali trudno będzie dotrzymać warunków tej dżentelmeńskiej umowy.

Polakiewicz dodaje, że nawet po w miarę szybkim powrocie do działalności rozpocznie się liczenie strat. A przestraszeni klienci już teraz zostali w domach i szybko z nich nie wyjdą, aby wieczorem zjeść np. kolację w restauracji.

Premier Mateusz Morawiecki podczas piątkowej konferencji mówił, że w zamkniętych i często niewietrzonych lokalach gastronomicznych dochodzi do zakażeń koronawirusem. – A z wiadomych powodów nie można tam zakładać maseczek – podkreślał.

Premier zapowiedział też program osłonowy dla branż, które doświadczyły drugiego lockdownu.

(rk)-WZG