– Nie mamy możliwości odłowu dzików, musimy zredukować ich populację, ale nie spodziewajmy się natychmiastowych efektów. – mówi Waldemar Michałowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w magistracie.

– Akcja strzelania do dzików na terenie miasta rozpoczęła się wczoraj.

–  Wolałbym nie mówić o strzelaniu do dzików. Prezydent Miasta Zielona Góra w porozumieniu z Powiatowym Lekarzem Weterynarii i Polskim Związkiem Łowieckim zdecydował o redukcji populacji tych zwierząt, ale na obszarach, które nie znajdują się pod opieką kół łowieckich. To koła są zobowiązane przez wojewodę lubuskiego do przeprowadzenia odstrzału sanitarnego na swoim terenie. W rozporządzeniu wojewody określono liczbę dzików, które dane koło musi zredukować. Od kilku miesięcy, także w Zielonej Górze trwają te działania. I miasto, podkreślę to raz jeszcze, może działać tylko w swoich rewirach.

– Jaka będzie skala tej redukcji?

– Do końca roku zatrudniony przez miasto myśliwy zmniejszy populację dzików o 150 sztuk. Do końca sierpnia, czyli w okresie ochronnym nie wolno jednak strzelać do prosiąt i loch. Można strzelać tylko do odyńców (samce). Trzeba mieć świadomość, że troszkę to potrwa, ten problem nie zniknie w sierpniu i we wrześniu.

  – Na jakim terenie myśliwy będzie działać?

– Mieszkańcy zgłaszają do departamentów bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego i gospodarki miejsca, gdzie przebywają dziki. Alarmowały nas osoby, które bały się o siebie i bliskich, przez dziki nie miały jak wyjść z domu. Moi znajomi w soboty i niedziele nie są w stanie pospacerować z dzieckiem po lasach. Dziki są wszędzie: koło Palmiarni, na ul. Batorego, w Dolinie Gęśnika, na cmentarzu, w Raculce, ulicach Rzeźniczka, Szczekocińskiej Krzywoustego, Szafrana, Rezedowej, Partyzantów, na ogródkach „Sawanna” w Ochli, Zamenhofa, Źródlanej, koło Amfiteatru. W poniedziałek ok. godz. 7.00 spacerowały koło stacji paliw przy ul. Wrocławskiej. Dzisiaj (wtorek – 28.07) weszły na teren szkoły podstawowej nr 11 przy ul. Batorego. Te informacje przekazujemy na bieżąco myśliwemu. Akcje będą prowadzone od poniedziałku do piątku między 23 a 6 rano. Odległość od zabudowań nie może być mniejsza niż 150 metrów, bo bezpieczeństwo jest najważniejsze. W piątki, soboty i niedziele mieszkańcy mają prawo odpocząć, także od strzałów.

– Wielu zielonogórzan twierdzi, że dziki można było odłowić?

– Owszem, mieliśmy taki zamiar. To jednak niestety się nie uda. Miasto Zielona Gór znajduje się w niebieskiej strefie ASF (afrykański pomór świń), tzn. że znajdują się u nas aktywne źródła tej choroby. ASF występuje już w indywidualnych gospodarstwach rolnych, w tej sytuacji powiatowy lekarz weterynarii nie może zgodzić się na odłów z wywiezieniem do innego obszaru lasu. Przepisy mówią, że odłowione dziki trzeba wywieźć w inne miejsce. Jakbyśmy uruchomili odłownie na miejscu, i tak byłaby konieczność uśmiercenia dzików. Tak mówią przepisy! Na obszarze zielonogórskim żaden z weterynarzy nie wyraził zgody, aby „uśpić” dziki, bo nie mają takich możliwości. Mamy związane ręce.

Dzików nie dało się odstraszyć?

– Petardy do odstraszania nie przyniosły żadnego efektu. Używaliśmy hukinolu – środka do odstraszania dzików. Środek ma jednak przykry zapach i mieszkańcy np. Raculi nie chcieli, abyśmy go stosowali. Będziemy starali się wyprowadzić dziki z Zielonej Góry. Przekażemy kukurydzę kołom łowieckim, które przygotują żerowiska dla tych zwierząt. Kupiliśmy wysiadki dla myśliwych, chłodnie. Uśmiercone dziki trafią do zakładu utylizacji w Ciepielówku koło Sławy.

Sami chyba „pracujemy” na ten problem dokarmiając dziki.

– Prezydent informował mnie o padniętym dziku w okolicach działek. Okazało się, że najedzone zwierzę tylko sobie odpoczywało. I nie były to odpady, ktoś nakarmił je obiadem czy kolacją. A dzik nie jest maskotką, pluszowym misiem. Dziki do nas przychodzą, bo mają dostęp do jedzenia. Bądźmy odpowiedzialni! Locha może mieć w roku osiem warchlaków. Czasem zdarza się drugi miot w roku. Populację dzików nie łatwo ograniczyć.

Z drugiej strony trudno się tym biednym dzikom dziwić, bo my też weszliśmy na ich teren budując domy pod lasem. Myśliwi i leśnicy wskazują też, że uciekają przed wilkami, które u nas się pojawiły.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Krzymiński