W minionych dniach polityczny światek lubuskiego zelektryzowały dwa wydarzenia: 14 rocznica wyboru Janusza Kubickiego na Prezydenta Zielonej Góry, 10 rocznica wyboru Elżbiety Polak na Marszałka Województwa Lubuskiego oraz podpisanie porozumienia o współdziałaniu trzech sejmikowych klubów radnych. Mnie ważniejsze wydaje się to pierwsze.

Wprawdzie do naprawdę godnych jubileuszy – takich jak Tomka Niesłuchowskiego, który zarządzał gminą Żagań 36 lat, Jacka Sautera od 28 lat niepodzielnie panującego w Bytomiu Odrzańskim czy Cezarego Sardakuły 23 lata władającego Sławą długa droga i w obu przypadkach nierealna. Do Andrzeja Kunta – popularnego burmistrza Kostrzyna, który terenami słynnej twierdzy wraz z przyległościami zarządza 18 lat też jeszcze daleko. Także Bernard Radny, Wiesław Czyczerski i Krystyna Pławska mają dłuższy staż. Niemniej nie sposób zauważyć, iż obie te postaci – Polak i Kubicki, odcisnęły piętno na samorządach, którymi zarządzają, choć drogi jakie ku temu wiodły różne były.

Kiedy w 2006 roku młody, tak naprawdę nikomu nieznany, Janusz Kubicki, ówczesny lider miejskiej organizacji SLD rzucał wyzwanie przewodniczącej Rady Miejskiej Bożennie Bukiewicz wydawał się bez szans. Sojusz spadał w dół, PO notowało wzrosty. A jednak…
Osobiście sądzę, że zielonogórzanie po rządach prezydent Ronowicz, nie bez przyczyny nazywanej „Babcią Kiepską” mieli dość kobiety. W dodatku pani przewodnicząca czuła się  pewnie i kampanię, na tle dynamicznej i tchnącej  świeżością Kubickiego, miała rachityczną. W efekcie Kubicki został włodarzem Zielonej Góry i ożywił miasto. Po pierwsze zrealizował obietnicę budowy miejskiego basenu, obietnicę, która w tym momencie miała już 16 lat. Tu trzeba jednak powiedzieć, iż jego niedawna konkurentka, zostawszy posłanką, zachowała się jak rasowy polityk. Zapomniała o emocjach kampanii prezydenckiej i pomagała Kubickiemu nie jeden raz. Miasto i jego mieszkańcy byli dla niej ważniejsi niż bieżące różnice polityczne. Dziś, niestety nie da się tego powiedzieć o jej następcy na fotelu szefa lokalnej PO.

Po drugie – Kubicki zachował się trochę, toutes proportions gardées, jak Piłsudski. O Naczelniku mówiono, że „wysiadł z tramwaju Socjalizm na przystanku Niepodległość”. O Kubickim można by powiedzieć, że „wysiadł z tramwaju SLD na przystanku prezydentura i przesiadł się do tramwaju z napisem > samorząd<”. Szybko przestał reagować na polecania lokalnego szefa SLD, swym pierwszym zastępcą uczynił człowieka prawicowego do szpiku kości – Krzysztofa Kaliszuka. Uznał jednak jego kompetencje i… dobrze na tym wyszedł on i my wszyscy.

Jeśli porówna się miasto z przed 14 lat to jest to inny gród. CRS, dwie nowe hale sportowe, kilka orlików, Dom Harcerza, nowe szkoły podstawowe na Zastalu i Elektronowej nowe ronda, remonty głównych ulic, Zatonie, ośrodek zdrowia w Ochli. Jest co wymieniać. Teraz na pewno powstanie nowa Ochla i obwodnica południowa. Na kartach kronik miejskich ta prezydentura na pewno nie będzie białą plamą. Choć Kubicki, jako człowiek wad ma niemało, i co normalne, ma nieliczne ale głośne grono przeciwników, to jako włodarz nie zniknie przez lata z miejskich annałów.

Nad marszałek Polak ma też jedną przewagę. Za każdym razem zdobywał swój fotel nie w wyniku politycznych układanek lecz bezpośrednich wyborów.

Jednak Elzbieta Anna Polak też jest dla mnie silną osobowością, o zupełnie innej drodze. Była długo sekretarzem Urzędu w maleńkich Małomicach, gdy zmarł ówczesny burmistrz Tadeusz Bierlit, Rada Miasta wybrała ją następcą zmarłego. Cztery lata później, gdy po raz pierwszy wybierano burmistrzów w wyborach bezpośrednich – przegrała. Jak to komentowano – lud Małomic szybko się poznał.

Po porażce odnalazła się jako… dyrektor gabinetu nowo wybranej prezydent miasta Bożeny Ronowicz. W jej imieniu przeprowadzała czystki personalne w Urzędzie, by cztery lata później mało radośnie witać w nim nowego włodarza – Janusza Kubickiego. W tym czasie została jednak radną sejmiku i w 2008 roku, w wyniku porozumienia koalicyjnego została wicemarszałkiem województwa by dziesięć lat temu, (przegrawszy najpierw wyścig o fotel prezydenta Zielonej Góry z JK) kiedy Platforma skończyła koalicje z PiS-em, po długich dyskusjach w zaciszu politycznych gabinetów, zostać marszałkiem województwa. Miała być marszałkiem „przejściowym” – jest najdłużej urzędującym. Słynnie z żelaznej ręki wobec swoich współpracowników, rozbudowanego pijaru i niezłych umiejętności dyplomatycznych. Musi być silną osobowością skoro przy niej nie istniały lub nie istnieją takie, wydawałoby się, tuzy polityki jak Marcin Jabłoński, Tadeusz Jędrzejczak, Stanisław Tomczyszyn, a wcześniej Maciej Szykuła czy Romuald Gawlik.

Marszałek województwa z jednej strony ma łatwiej niż prezydent ponieważ to on dysponuje olbrzymimi środkami Unii Europejskiej, jednak w większości przypadków jest tylko pośrednikiem między Unią, a benificjentami, ważnym ale jednak pośrednikiem, z drugiej ma gorzej bo sam prowadzi mało inwestycji własnych, więc powodów do chwały jest mniej. W dodatku województwo pod rządami Anny Elżbiety przeznaczało dużo mniej środków niż jej poprzednicy, na to co dla mieszkańców najważniejsze – na drogi wojewódzkie. Ale pani marszałek też będzie miała, po latach, swoje „ceeresy” – Szpital Matki i Dziecka, mosty w Milsku i Gościmcu. Gdy powstaną, będą pomnikami marszałkowej. W Gorzowie zainteresowani pewnie nie omieszkają wspomnieć o oddłużeniu szpitala, feministki o Kongresie Kobiet  ale to nie jest rzecz z tych, o których pamięta się po czasie. O mostach tak.

Jakbyśmy na to nie patrzyli obie osoby – i Janusz Kubicki i Elżbieta Polak już odcisnęły swoje piętno na województwie i mieście.  Niestety, ostatnio prowadzą najbardziej bezsensowną wojnę polityczną regionu w XXI wieku i wygląda na to, że rozgrywa ich najbardziej bezbarwny szef partii w tymże wieku.

O tempora , o mores !

Andrzej Brachmański

 

P.S. Dlatego nie piszę o tym co większość komentatorów politycznych uważa za sensację tygodnia – o podpisaniu porozumienia między trzema klubami w sejmiku, z których dwa teoretycznie są w opozycji. To tylko, używając nomenklatury szachowej, roszada. A od roszady do mata z reguły daleka droga…