Tuż obok os. Mazurskiego przyrodnicy proponują utworzyć zespół przyrodniczo-krajobrazowy o powierzchni 68 hektarów.

– Taki wniosek właśnie złożyliśmy w urzędzie miasta – przyznaje niezrzeszony miejski radny Paweł Zalewski, który wraz z Sebastianem Pilichowskim z Ogrodu Botanicznego i z Marcinem Dziubkiem z Klubu Przyrodników przygotowali dokument. Dotyczy on terenów pomiędzy os. Mazurskim i Starym Kisielinem po obu stronach torów. Część proponowanego obszaru dochodzi aż do Szosy Kisielińskiej. Szkopuł w tym, że w planach to teren przeznaczony głównie pod budownictwo mieszkaniowe. To tutaj miały powstawać domy z rządowego programu Mieszkanie +, który zakończył się klapą.

– Zakładam, że w ciągu miesiąca uda się nam spotkać z prezydentem oraz urzędnikami i będziemy mogli przedyskutować tę propozycję – planuje P. Zalewski i tłumaczy, że chodzi o pierwotny teren źródliskowy, skąd wody podskórnie spływają dalej do Gęśnika. – Dawniej ten obszar był o wiele większy. Kurczy się. Gromadzi się tutaj woda głównie z opadów na Wale Zielonogórskim. Pobliskie osiedla są wyniesione i to z nich spływa tutaj woda.

Przyrodnicy uważają, że w dobie zmian klimatycznych powinniśmy dbać o takie tereny i znajdujące się na nich łęgi.

– Mamy tutaj niezwykle cenne reliktowe stanowiska dwóch gatunków storczyków: listera jajowatego i kukułki szerokolistnej. Rośnie tutaj również nasiężał pospolity, roślina starsza od paproci. Nie można dopuścić do tego, by zniknęły – apeluje S. Pilichowski.

– Powinniśmy zostawiać miejsca, gdzie przyroda sama może się swobodnie rozwijać. Już w 2008 r. wnioskowaliśmy, że istniejący przy ul. Mrągowskiej łęg źródliskowy nie może być zabudowany. Wtedy doszło do kompromisu – przypomina M. Dziubek.

Co ciekawe, tereny te 20-30 lat temu wyglądały inaczej. Od tego czasu część łąk opanowały drzewa i krzewy. Dlatego przyrodnicy zakładają, że człowiek powinien ingerować w to, co się tutaj dzieje, np. karczując bardziej inwazyjne gatunki, które mogą zagrozić istnieniu cennych storczyków.

(tc) - ŁZ