Karolek Mroskowiak przyszedł na świat z wadą genetyczną, z rozszczepem  obustronnym wargi i podniebienia. Chłopiec jest po dziesięciu operacjach, stracił nerkę, w serduszku ma implant. Jest dzieckiem z niepełnosprawnością intelektualną. – Żyjemy jak na bombie zegarowej, musimy uważać dosłownie na wszystko, nawet dieta musi być odpowiednia – mówi jego mama Dominika. – Proszę wszystkie dobre anioły o pomoc. Ten 1 proc. z podatku dla kogoś to może być drobiazg, dla mojego synka to wielka sprawa.

 

Dominika Mroskowiak mieszka w Kargowej. Praktycznie nie ma swojego życia. Opiekuje się synkiem Karolkiem, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Chłopiec ma 7 lat, jest dzieckiem z niepełnosprawnością intelektualną. Uczy się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Sulechowie. Urodził się z rozszczepem obustronnym wargi i podniebienia w 41 tygodniu ciąży. Przeszedł dziesięć skomplikowanych operacji, najkrótsza trwała 3,5 godziny, najdłuższa ponad 7 godzin. Chłopiec stracił lewą nerkę. Lekarze w przegrodzie międzyprzedsionkowej serca stwierdzili znaczny ubytek, musieli założyć mu podwójny implant. W wyniku rozszczepu wargi cierpi na niedosłuch.

Karolek stracił tatę w wypadku

Pani Dominika utrzymuje się z zasiłku pielęgnacyjnego i 500 plus. Rodzice pomagają jej przy opiece nad Karolkiem, mama pielęgniarka z oddaniem i babciną miłością zmieniała opatrunki  po operacji serduszka. Rachunki jednak pani Dominika płaci sama i często ledwo wiąże koniec z końcem. Karolek ma starszą siostrę. Tata chłopca zginął w wypadku samochodowym, kiedy Karolek miał 13 miesięcy. Po sześciu latach od tej tragedii wciąż się z tym nie pogodziła, bo to nieprawda, że żałoba trwa rok. Żal i tęsknota nie znika, jak w bajce złe stwory po dotknięciu magicznej różdżki. D. Mroskowiak do pionu postawił Grzegorz Hryniewicz, szef Warto Jest Pomagać. – To prawdziwy anioł, choć przecież nie ma skrzydeł – wzrusza się pani Dominika. – Miałam wszystkiego dość, po śmierci męża byłam przekonana, że nie dam rady. Grzegorz to wulkan energii, dodał mi skrzydeł, zainspirował i zmotywował do działania. Nie mogę zapomnieć jego słów: jesteś młoda, całe życie przed tobą, musisz być silna dla Karolka. I jestem silna polska baba, nie do zdarcia. Głupio mi się teraz przyznać, ale z początku byłam sceptyczna, nie wierzyłam, że ktoś w Stowarzyszeniu poważnie nas potraktuje. Myślałam, że będę kolejnym numerkiem ze zdjęciem biednego, chorego dziecka. Ale Grzegorz i inni w fundacji naprawdę się nami interesują, pytają co słychać i jak sobie radzę, kiedy milczę. A zdarza mi się, zajęta codzienną walką o Karolka, nie raz padam ze zmęczenia. Grzegorz to otwarty człowiek, odwiedził nas, wie jak mieszkamy i jakie mamy potrzeby.

Ludzie dobrej woli organizowali festyny dla Karolka, odbył się nawet wyścig kolarski dla chłopca. Leczenie kosztuje ok. 2,5-3 tys. miesięcznie, nie wszystkie wizyty u specjalistów i rehabilitantów są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Dla przykładu za wizytę u logopedy trzeba zapłacić 80 zł. Turnus rehabilitacyjny trwa 14 dni, trzeba za niego zapłacić od 4 do 6 tys. zł. Wyjazdy do lekarzy są kosztowne. Niedosłuchem Karolka zajmuje się oddział laryngologiczny poznańskiego szpitala, a Instytut Matki i Dziecka w Warszawie rozszczepem (chłopiec jest tam objęty opieką ortodonty i chirurga szczękowo-twarzowego). Jest też pod opieką kardiologa i urologa w Zielonej Górze i kardiologa we Wrocławiu. A trzeba jeszcze pójść do gastroenterologa.

Lekarze nie dawali synkowi szans

Karolek nigdy nie będzie zdrowy, nie wyrośnie na dorodnego młodzieńca i nie założy rodziny. Pani Dominika nie zostanie babcią. Ale chłopak żyje, i już samo to jest cudem. Lekarze kręcili głową, po kolejnych badaniach. Nie dawali mu większych szans. Dwie świeczki na urodzinowym torcie wydawały się być marzeniem z gatunku tych, które nigdy nie mają szansy się spełnić. Ale serce matki wie lepiej. Karol długo nawet nie raczkował, a jak z największym trudem zaczął stawiać pierwsze kroki, potykał się o własne nogi, taki był słaby. Teraz chodzi samodzielnie. – Mój synek nie mówi, ale porozumiewamy się dobrze w jego języku – uśmiecha się Dominika Mroskowiak. – Czasem powie mama, baba, ale wszystko rozumie co się do niego powie. Chwali się, że w szkole nauczył się robić pajacyka albo jaskółkę. Dla kogoś to nic, dla niego jak zdobycie wielkiej góry. Karol nigdy nie będzie samodzielny, ale chciałabym, żeby potrafił się ubrać, skorzystać z toalety, zrobić sobie kanapkę.

     Zdecydował ślepy los

Karol Mroskowiak przyszedł na świat z wadę genetyczną. W największym uproszczeniu chromosomy odpowiedzialne za podział komórek dostały niewłaściwy numerek. Zdecydował ślepy los, przypadek jeden na kilka milionów. – Żyjemy jak na bombie zegarowej, musimy uważać dosłownie na wszystko, nawet dieta musi być odpowiednia. Karol lubi nabiał, budyń, ale nie może ich jeść w dużych ilościach. Nigdy się jednak nie poddam i proszę wszystkie dobre anioły o pomoc. Ten 1 proc. z podatku dla kogoś to może być drobiazg, dla mojego synka to wielka sprawa – podkreśla mama chłopca.

Pani Dominika nie nastawia się tylko na branie. Postanowiła, że zostanie wolontariuszką w szkole, do której chodzi Karol. – Jadę z nim na zajęcia i przy okazji doglądam inne dzieciaki.

Każdy może przekazać chłopcu 1 proc. podatku. Subkonto Karola: 51114018500000209664001046

Warto też odwiedzić stronę Warto Jest Pomagać:

(rk)-WZG