Zawodowy żołnierz, uczestnik misji w Afganistanie – Ariel W. za nieumyślne spowodowanie śmierci Tomasza Kikoły w Zielonej Górze idzie do więzienia na półtora roku. Tak uznał poznański sąd apelacyjny. Prokurator chciał kary 7 lat więzienia. Skazany ma do tego szansę odbycia kary w domu, bo pozwalają na to przepisy wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa. – To absurdalny wyrok. Morderca naszego syna powinien wiele lat spędzić w więzieniu – mówi Elżbieta Kikoła – informuje portal poscigi.pl.

Do dramatu doszło w Andrzejki 2015 r. Tomasz Kikoła bawił się w dyskotece w centrum Zielonej Góry. Był z koleżankami. Na tej samej dyskotece bawił się Ariel W., podporucznik służący w elitarnej brygadzie kawalerii powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. Wojskowy przyjechał na dyskotekę z Wrocławia. Nad ranem dziewczyny wyszły z żołnierzem i wsiadły do taksówki. Wtedy, jak w sądzie zeznali świadkowie, Tomek uderzył w twarz wojskowego i uciekł. Żołnierz pobiegł za nim. Złapał Tomka i zaczął dusić. Trzymał tak długo, aż stracił przytomność. Przeszukał kieszenie Tomka, zabrał dokument i uciekł. Tomasz zmarł po kilku dniach w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności.

Ariel W. wpadł dzięki monitoringowi i uporze śledczych. W sądzie przyznał się, do udział w bójce, ale nie do zabójstwa. Zapewniał, że nie miła pojęcie o tym, że dusznie skończ się tragicznie. Oficer elitarnej jednostki wojskowej i uczestnik misji w Afganistanie udowadniał, że jest fajtłapą i nie zna nawet chwytów samoobrony. Wyjaśniał, że elitarna szkoła oficerska we Wrocławiu, której jest absolwentem, nie uczy samoobrony, a ćwiczenia tam prowadzone niczego nie uczą.  Egzaminy w szkole zdaje się do tego bardzo łatwo. Zapewniał również, że na misji w Afganistanie nie nosił broni gotowej do strzału.

Po długim procesie przed zielonogórskim sądem okręgowym zapadł wyrok. Dwaj sędziowie zawodowi chcieli dla Ariela W. kary bezwzględnego więzienia, jednak trzej ławnicy mieli inne zdanie i przegłosowali sędziów zawodowych. Sąd skazał Ariela W. za nieumyślne spowodowanie śmierci na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 50 tys. zł odszkodowania. Z takim wyrokiem od samego początku nie zgadzają się rodzice Tomka. – To było zabójstwo. Tomek został celowo uduszony, a Ariel W. wiedział co robi, bo jest wyszkolonym żołnierzem  – mówi załamana Elżbieta Kikoła, mama Tomka.

Polecane  Szajka złodziei złapana w Zielonej Górze. Rozpoznajesz swoje rzeczy? (ZDJĘCIA)

Oskarżyciel posiłkowy rodziny ofiary mecenas Łukasz Cieślak złożył apelację od wyroku. Przed poznańskim sądem apelacyjnym przed kilkoma dniami zapadł wyrok. – Ariel W. został skazany na 1,5 roku bezwzględnego więzienia – mówi mecenas Cieślak. Ma też zapłacić 50 tys. zł. odszkodowania. Prokurator rejonowy chciał dla Ariela W. kary 7 lat więzienia, a okręgowy z Zielonej Góry 4 lat i 10 miesięcy pobytu za kratami. Sąd apelacyjny uznał jednak nieumyślność działania sprawcy. Zdarzenie pod dyskoteką porównał z potrąceniem pieszego na pasach przez kierowcę, który tego nie chce ani nie planuje potrącenia. – To społecznie niesprawiedliwe, straszne porównanie zabójstwa naszego syna do wypadku. Jak tak można – mówi E. Kikoła, dla której to co się wydarzyło jest zabójstwem.

Rodzice Tomka nie zgadzają się z karą wymierzoną przez sąd apelacyjny. – To rażąco niska kara. W dodatku człowiek, który zabił nam syna może nawet nie trafić za kraty – mówi E. Kikoła. Przepisy związane  z koronawirusem pozwalają karę do 1,5 roku więzienia odbyć w domu z obrożną na nodze. Musi jednak o to wystąpić skazany i najprawdopodobniej tak się stanie.

Jak mówią nam rodzice Tomka, Ariel W. nigdy nie skontaktował się z nimi.  – Nie przeprosił nas, nie zapytał nawet o syna Tomka, którego przecież osierocił – płacze E. Kikoła. Rodzice liczą już tylko na kasację wyroku. – Nie ma sprawiedliwości, to już wiemy. Nasz syn nie żyje i żadna kara nie zwróci mu życia, nie złagodzi również naszego bólu. Sprawca powinien jednak ponieś surowe konsekwencje swojego czynu. Tymczasem jest inaczej – mówi E. Kikoła.

materiały: poscigi.pl