Sołtysi i członkowie rad sołeckich w środę (15.04) szybko i sprawnie rozdali maseczki ochronne ufundowane przez miasto Zielona Góra. To ważne, bo od dzisiaj (16.04) musimy zakrywać twarz, usta i nos.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, twarz nie musimy zasłaniać wyłącznie maseczką. Możemy też użyć m.in. szalika, apaszki lub innego materiału, który zakryje nam usta i nos.

W środowe popołudnie w teren ruszyli sołtysi.

fot. facebook Racula na bieżąco

W Raculi akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Jak podkreśla sołtyska Mirosława Jabłonka swoje zrobiły plakaty i ogłoszenia. – Informacja o tym, że pan prezydent Janusz Kubicki bezpłatnie rozdaje mieszkańcom maseczki, przyciągnęła tłumy – mówi zadowolona M. – Postanowiłam, że rozpoczniemy zgodnie z planem. Przyjechałam rowerem kilka minut przed siedemnastą. Sto metrów przed świetlicą, zauważyłam kolejkę na ulicy św. Mikołaja. Zaparkowałam rower od frontu – relacjonuje. – Biegiem otworzyłam sołtysówkę i wydałam ekipie maseczki. Każdy miał paczkę po 200 sztuk. To była jazda bez trzymanki! – śmieje się. Po 15 minut zrobiło się pusto. Wszyscy byli zadowoleni, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że przez to całe zamieszanie, zapomniałam zdjąć kasku.

fot. facebook Aneta Walczak

W Kiełpinie do rozdysponowania było 50 maseczek. Rozeszły się błyskawicznie.

– Mieszkańcy cieszyli się z darmowych maseczek – mówi sołtyska Aneta Walczak. – Rozdaliśmy je osobom najstarszym, a młodzi dostali jedną na rodzinę.

fot. Klaudia Baranowska

W Przylepie rozeszło się ok. 1100 maseczek, i nie było z tym żadnego problemu. W akcji uczestniczyli: Klaudia Baranowska, wiceprzewodnicząca Dzielnicy Nowe Miasto i członkini rady sołeckiej, sołtys Mieczysław Momot i Tomasz Dunaj, z rady sołeckiej. – Nie mieliśmy żadnych limitów, każdy członek rodziny dostał swoją maseczkę – mówi K. Baranowska.

fot. facebook Krzysztof Sadecki

Mieszkańcy Zatonia otrzymali 260 maseczek. Do domów rozwiózł je swoim samochodem sołtys Krzysztof Sadecki. – Poszło szybko i sprawnie – mówi. – Kilka maseczek zostawiłem w kościele, kilka w sklepie. Panie, które w nim pracują dobrze wiedziały, kto jest, a kto nie jest mieszkańcem Zatonia – podkreśla.