Takie ślubne zdjęcie sprzed 100 lat to nie lada gratka. Dziś wyruszamy na spacer po dawnym Grünbergu tropem okolicznościowej fotografii przedstawiającej rodzinę Leonhardtów. Mieszkali przy ul. Dąbrowskiego.

– Czyżniewski! Dobrze znam Dąbrowskiego, nie przypominam sobie, by stał tam taki ładny pałacyk – moja żona ma olbrzymią podzielność uwagi, jednym okiem sprawdza czystość patelni, drugim podziwia oglądane przeze mnie zdjęcia. – Tę fotografię można zobaczyć powiększoną na wystawie w muzeum?

Zgadza się. Jest prezentowana na wystawie „Dawne zielonogórskie atelier fotograficzne 1858-1945”, przygotowanej przez Alinę Polak-Woźniak (Muzeum Ziemi Lubuskiej) i Bartłomieja Gruszkę (kolekcjonera).

– To zdjęcie zostało wykonane w 1920 r. Przedstawia willę Otto Leonhardta od strony tarasu. To zdjęcie ślubne. W środku stoi Käth, młoda mężatka, córka gospodarza i jej mąż Eckert. Po lewej stoją rodzice panny młodej – pokazuje B. Gruszka. – Jak widać na zdjęciu, taras miał szklany dach a ścianę zdobiło malowidło. Fotografię wykonał Richard Oye.

Kolekcjoner pokazuje kolejne zdjęcia. Zrobiony rok wcześniej portret samej Käth oraz przyszłych nowożeńców. Są też zdjęcia z uroczystości pogrzebowej Otto Leonhardta oraz fotografie jego żony i syna. Rodzinna kolekcja.

– Kupowałem ją na raty od pośrednika. Podejrzewam, że pochodziły z jednego, rodzinnego albumu. Na odwrocie są późniejsze opisy sporządzone jedną ręką. Przypuszczam, że mogła je zrobić córka Käth – opowiada B. Gruszka. Kolekcję uzupełnia pocztówka przedstawiająca dom Leonhardtów. Została wysłana w 1904 r. Wydał ją inny zielonogórski fotograf – Ewald Hase.

Oryginalne negatywy zdjęć willi znajdują się w zbiorach muzeum. Wyposażeni w odbitki wyruszamy na poszukiwanie willi. Niestety, nie ma po niej śladu.

– W zbiorach mamy dokumentację fabryki Leonhardta przy ul. Dąbrowskiego. Przebudowywano ja kilkanaście razy – Zbigniew Bujkiewicz z archiwum państwowego pokazuje grubą teczkę dokumentów. Nie ma w niej ani słowa o willi.

Jesteśmy nieopodal skrzyżowania ul. Dąbrowskiego i Herberta. 200 lat temu szumiał tutaj potok Złota Łącza, nad którym funkcjonowały młyny Schuberta i Lohmühle. Ten drugi został wykupiony w 1840 r. przez fabrykanta Roberta Körnera, który przebudował go na przędzalnię. Około 1885 r. pojawił się kolejny właściciel – Moritz Leonhardt. Największe zmiany w przędzalni zaszły, gdy interes przejęli jego synowie – Otto i Richard Leonhardt, zarządzali fabryką i przestawili ją na handel odpadami wełnianymi, sortownię szmat wełnianych i produkcję wełny wysokogatunkowej, z której produkowano sukno na mundury i ubrania urzędników. Bracia się później rozdzielili i Richard przeniósł się na ul. Batorego, gdzie buduje wytwórnię koniaków. W jego willi przy ul. Batorego jeszcze niedawno było przedszkole.

Część zabudowań fabrycznych przetrwała do dzisiaj. Po wojnie działał tutaj skup materiałów wtórnych. Nie odpuszczam. Szukamy zaginionej willi. W adressbuchu z 1898 r. pojawiła się informacja, że kupiec Otto Leonhardt jest właścicielem domu pod ówczesnym numerem 54a. Sąsiedni dom należał do fabryki Gruschwitzów i mieszkał w niej dyrektor fabryki Hermann Wintler.

Dom dyrektora Wintlera przetrwał do dzisiaj. Piękniejszy pałacyk Leonhardta niestety zniknął w pomroce dziejów. Szkoda. Dzisiaj w tym miejscu stoi niewielki dom mieszkalny.

Dom przemysłowca stał w dzielnicy przemysłowej. Działało tutaj kilka firm. Najważniejszą była dawna fabryka Sandersa, którą wykupiła rodzina Gruschwitzów, tworząc tutaj jeden z większych zakładów w mieście. To powojenny Lumel – dzisiejsze Centrum Przyrodnicze.

Otto Leonhardt wyglądając przez okno na drugą stronę ulicy miał widok właśnie na firmę Gruschwitzów. Kominy fabryczne swojego zakładu widział spacerując po ogrodzie na tyłach willi, w której mieszkał.

Tomasz Czyżniewski

codziennie nowe opowieści i zdjęcia

Fb.com/czyzniewski.tomasz