Po ulicach miasta, niewidoczny, ale wyczuwalny, wędruje Strach. Wśród nas, których dopadł koronawirus, ten pierwotny i głęboko skrywany Strach – o życie. I nie wierzcie, że ktoś się nie boi. Wszyscy są chojrakami, dopóki nie stracą węchu.

Między jeszcze zdrowymi przemyka Strach o to, co będzie jak zachorują. Czy znajdą miejsce w szpitalu? Chorzy na inne choroby boją się, że nie znajdą opieki… Jeszcze nie tak dawno pytaliśmy się – a znacie kogoś, kto choruje, znacie kogoś, kto nie przeżył? Dziś chyba każdy zna kogoś takiego.

Gdy wiosną Robert Górski mówił, że przyjdzie czas, gdy zabraknie chłodni – śmialiśmy się z niego. Dziś ten scenariusz nie jest nierealny. Jeszcze nie w Zielonej Górze, jeszcze nie w Lubuskiem, ale… w minionym tygodniu mieliśmy rekord dziennych pochówków na miejskim cmentarzu, a szybki termin pogrzebu trzeba nieledwo załatwiać po znajomości. To już nie jest czarnowidztwo radnego Górskiego, a rzeczywistość.

Wiosną miasto robiło to, co wydawało się najpotrzebniejsze – wraz z UM, dzięki olbrzymiej pomocy firmy LUG, zorganizowało (jako pierwsze w Polsce) dostawy środków ochronnych, rozstawiliśmy na ulicach dezynfekatory, rozdaliśmy prawie 100 tys. maseczek. Dziś działania miasta są mniej widoczne, skupiają się na zabezpieczeniu miejskich placówek. Ale  wiosną wydawało się nam, że jesteśmy w stanie opanować wirusa. Dziś wiemy, że nie. Dziś możemy tylko zmniejszać ryzyko i przygotowywać się na jeszcze trudniejsze dni. Dlatego Zielona Góra postanowiła wesprzeć Poliklinikę w przekształceniu jej w szpital covidowy, dlatego z miejskich pieniędzy finansowane są prace nad utworzeniem takiego szpitala w hali sportowej, dlatego, mimo milionów jakie otrzymał  na walkę z pandemią Szpital Uniwersytecki, również swoją cegiełkę dorzucamy my wszyscy, uszczuplając miejski budżet o kilka milionów złotych. I tak naprawdę chcemy, chyba po raz pierwszy w życiu, by były to miliony wyrzucone w błoto.

Ale po ulicach miasta krąży też inny Strach. Ten o jutro. Znają go przedsiębiorcy z branż „pozamykanych” – hotelarze, restauratorzy, właściciele siłowni i znają go ci z branż jeszcze funkcjonujących – producenci mebli, informatycy czy wytwórcy ubrań. Ten Strach  przenosi się na ich pracowników. Czy przetrwam, czy zasilę szeregi bezrobotnych, jak długo będzie wypłata i na jak długo starczy?

Jeszcze zaklinamy rzeczywistość – jeszcze rząd robi kolejne tarcze, na które mało kto już zwraca uwagę, jeszcze miasto próbuje ulżyć przedsiębiorcom biorąc na ten cel – po raz pierwszy od lat – kredyt, ale to wszystko jest tylko łataniem dziur.

Gdy zaczął się covid, mieliśmy w małym gronie dyskusję z prezydentem Kubickim. Przekonywał nas, iż nadchodzi największy kryzys gospodarczy XXI wieku. Patrzyliśmy na niego jak na Górskiego – skrajny pesymista. Dziś Górski, nie pudrując rzeczywistości, jest gwiazdą TVN, a Kubicki skrobie się w głowę, jak przeprowadzić miasto przez trudny czas…

Już tylko skrajni wyznawcy wierzą Morawieckiemu, że pandemia się kurczy. Nic, z wyjątkiem gospodarki, się nie kurczy. Dlatego Strach, nie bez powodu, krąży ulicami.

Andrzej Brachmański