Trzy kwarty bardzo dobre, ale czwarta do poprawki. Stelmet Enea BC pokonał Start Lublin 100:93. Rozmiary zwycięstwa byłyby większe, gdyby nie ostatnie 10 minut spotkania.

Czwartą kwartę zielonogórzanie przegrali 11:25. Na początku ostatniej części spotkania ekipa Žana Tabaka miała 24 punkty przewagi – najwięcej w meczu, ale wystarczyło kilka słabszych minut, by Start zniwelował straty do 6 “oczek”. Tak było na 3,5 minuty przed końcem, gdy “trójkę” trafił Damian Jeszke.

– Najważniejsze, że wygraliśmy. Niestety czwarta kwarta, to jak przebiegała, daje dużo do myślenia na kolejne mecze i na kolejne miesiące. Musimy w stu procentach podchodzić przygotowani mentalnie i fizycznie do każdego meczu i grać na sto procent przez cztery kwarty, jeżeli myślimy o czymś więcej, niż tylko zakwalifikowanie się tylko do fazy play-off. – komentował po meczu Marcel Ponitka.

Przez większą część spotkania Stelmet jednak cieszył kibiców swoją grą, a dowodem kolejny raz liczby. 16 celnych rzutów z dystansu, aż 34 asysty i 9 przechwytów. Zielonogórzanie przegrali “deskę”, ale Start jest zespołem, który w statystyce zbiórek przewodzi w całej lidze.

Indywidualnie w zespole gospodarzy błyszczał Joe Thomasson. Amerykanin rzucił swojemu byłemu klubowi 20 punktów. Najwięcej dla lublinian 21 punktów trafił Martins Laksa. To trzynasta z rzędu, a czternasta w ogóle wygrana zielonogórzan w polskiej lidze.

Przed Stelmetem teraz daleka wyprawa na Syberię. W poniedziałek, 13 stycznia zielonogórzanie zagrają z Jenisejem w Krasnojarsku. To mecz w ramach ligi VTB.