To naprawdę kultowe miejsce. Tu można było wpaść na smażoną rybkę. Mintaj, karp, karmazyn… Takich lokali to już chyba w Zielonej Górze nie ma… – pisze Tomasz Czyżniewski.

Obraz może zawierać: 1 osobaPostanowiłem sobie, że przypomnę trochę zdjęć zrobionych przez zmarłego właśnie Bronisława Bugla, wieloletniego fotoreportera „Gazety Zielonogórskiej” i później „Gazety Lubuskiej”. Warto!

– A czy w zbiorach jest smażalnia ryb na Kupieckiej? – zapytał Stanisław Poznaniak. Jest, proszę bardzo. Już kiedyś pokazywałem to miejsce, ale wróćmy do niego raz jeszcze.

To swoisty fenomen, ale bardzo chętnie lubiliście i komentowaliście wpis o smażalni ryb przy ul. Kupieckiej. To naprawdę kultowe miejsce. Tu można było wpaść na smażoną rybkę. Mintaj, karp, karmazyn… Takich lokali to już chyba w Zielonej Górze nie ma…

Centrum miasta. Najpierw Świerczewskiego, później Kupiecka. W lukę pomiędzy domami wciśnięty niewielki baraczek z pomieszczeniem na kuchnie i smażalnię ryb. Większość gości, przy rybie i piwie (niepotrzebne skreślić), siedziało przy stolikach pod gołym niebem lub prowizorycznymi wiatami. Tak było przez kilkadziesiąt lat.
Smażalnia przetrwała wiele lat, a luki miedzy domami nikt nie zabudował, bo wciąż mówiło się o przedłużeniu ul. Chopina w kierunku al. Wojska Polskiego. To tedy miała przebiegać nowa droga.

Nie powstała, bo nie było determinacji, pieniędzy i… chęci do burzenia wielu kamieniczek.

Co ciekawe – zawsze tutaj była luka. Niemcy też jej niezabudowani. Może miało tutaj cos powstać, ale… nie powstało.

Zdjęcia: Bronisław Bugiel.

Przypominam, że w moich tekstach o dawnej Zielonej Górze, wykorzystuję również Wasze wspomnienia. Dopisanie uwag i wspomnień traktuję jako zgodę na publikację. W ten sposób razem możemy ciekawiej opowiadać o naszym mieście.

 

facebook Tomasz Czyżniewski