Tegoroczne matury zapamiętamy na długo. Są wyjątkowe pod każdym względem. Nie odbywają się w maju, a w czerwcu. Nie ma egzaminów ustnych. Do tego szkoły muszą zmierzyć się z wymaganiami reżimu sanitarnego. Wszystko przez koronawirusa.

To egzamin dojrzałości, jakiego nikt się nie spodziewał. Tegoroczni maturzyści na własnej skórze przekonali się, jak wirus namieszał w harmonogramach i uporządkowanym życiu. Jednak przesunięcie matur na czerwiec nie wzbudziło złych emocji u absolwentów zielonogórskich liceów, z którymi rozmawialiśmy. Wręcz przeciwnie. – Mocno mnie uratował ten dodatkowy miesiąc, szczególnie w przygotowaniach do matury rozszerzonej. Wybrałem kilka „rozszerzeń”: język polski, biologię, chemię, język obcy. Mogłem nadrobić zaległości – powiedział Konrad Chrzanowski, maturzysta z I Liceum Ogólnokształcącego. Podobnie uważa Mikołaj Szklarek z V LO. – Było więcej czasu na naukę. A z obowiązkowych przedmiotów, to matematyka była prostsza od polskiego – stwierdził po wyjściu z egzaminu.

Dostosowanie się do wymogów sanitarnych wymagało od szkół sporo pracy. W dniu egzaminu uczniowie czekali na wejście do sali w 1,5 metrowych odstępach, do czasu zajęcia miejsca w ławce musieli mieć założone maseczki lub przyłbice. Obowiązkowa była dezynfekcja rąk w kilku punktach. Otwarto kilka wejść do szkoły tak, żeby klasy w miarę możliwości nie spotykały się ze sobą. – To jest wyzwanie, żeby po każdym egzaminie posprzątać, wykonać dezynfekcję. Jestem wdzięczna administracji szkoły, bo pracownicy spisali się doskonale. Musieliśmy też zwiększyć liczbę komisji, a co za tym idzie zaangażować do pracy więcej nauczycieli. Cieszymy się, że matura się odbywa, zastosowaliśmy się do rygorów sanitarnych, wszystko na razie przebiega zgodnie z planem – powiedziała nam Ewa Habich, dyrektor I LO.

Maturzyści zastosowali się do nowych wymogów, nie były one dla nich dodatkowym stresem. – Przed wejściem do szkoły musieliśmy być o odpowiedniej godzinie. Rzeczy, których nie można było wnieść na salę zostawialiśmy przed wejściem w foliowych workach. Niektórzy pisali egzamin w salach, inni na korytarzu. Tak szkoła rozwiązała problem z zachowaniem odpowiednich odległości pomiędzy ławkami – opowiadała Amelia Białowąs z I LO. – Pierwszego dnia, podczas egzaminu z języka polskiego, było więcej stresu, bo jeszcze nie wiedzieliśmy, jak to wszystko będzie wyglądało. Z każdym kolejnym dniem atmosfera jest lepsza – uśmiechała się Dominika Witucka z V LO. Jej koleżanka, Ada Zaremba, dodała: – Nauczyciele fajnie do tego podeszli, wspierali nas. Matura podstawowa z matematyki była całkiem przyjemna.
Po egzaminach słychać było żarty i śmiechy, maturzyści porównywali zastosowane rozwiązania i wyniki w poszczególnych zadaniach. Panie woźne pilnowały odpowiednich odległości pomiędzy uczniami. Matura w nowej rzeczywistości stała się faktem, z którym poradzili sobie maturzyści, nauczyciele i dyrektorzy szkół.

Maturalny maraton potrwa do 29 czerwca, a wyniki egzaminu dojrzałości maturzyści otrzymają w sierpniu. Według zapewnień ministerstw uczelnie wyższe dopasują harmonogram rekrutacji do tegorocznych maturzystów.

(ap) - ŁZ