– Jerzyk to wdzięczny i pożyteczny ptak – przekonuje dr Olaf Ciebiera, z Katedry Ochrony Środowiska Uniwersytetu Zielonogórskiego.

 – Po co liczyć jerzyki?

– Na wydziale nauk biologicznych sprawdzamy populację tych ptaków w mieście, głównie po to, aby je lepiej chronić. To niełatwe zadanie. Jerzyk to szybki i ruchliwy ptak, w stadzie leci z prędkością do 200 kilometrów na godzinę. Odległość z Afryki do miejsc lęgowych w Europie potrafi pokonać ze średnią prędkością 300 km/dzień. Ten gatunek nigdy nie siada na ziemi, a styczność z podłożem ma wtedy, gdy karmi młode w gnieździe. A podczas naszych badań, istnieje ryzyko, że stojąc między blokami i obserwując je w locie, policzymy dwa razy te same ptaki. Aby sobie poradzić z tym zadaniem, wymyśliliśmy nową metodę liczenia. W wybranych punktach w mieście pracownicy i studenci wydziału nauk biologicznych liczą ptaki i przekładają uzyskane wyniki na całość populacji. Wyniki dla całego miasta są jeszcze w opracowaniu.

– Gdzie jest najwięcej jerzyków?

– Najlepiej żyje im się na osiedlach z wielkiej płyty. I wszędzie tam, gdzie nie przeprowadzono termomodernizacji. Ptak w przeszłości gniazdował w terenach skalistych. Bloki przypominają mu naturalne siedliska. Ale może też zakładać gniazda w drzewach.

– Niech zgadnę, w czołówce jest osiedle Pomorskie, bo prezes spółdzielni nie ociepla bloków?

– Rzeczywiście, jerzyki mają się dobrze na osiedlu Pomorskim. Duże skupiska jerzyków są na osiedlu Piastowskim, mam konkretne wyniki badań z tego miejsca. W 2018 r. w lipcu, po opuszczeniu gniazd przez młode ptaki, było 50-55 osobników na obszarze 10 hektarów.

– To dużo?

– W Parku Piastowskim „mieszkało” 270 jerzyków. Dużo w porównaniu do innych miast, polskich, i europejskich. Ptaki upodobały sobie też osiedle Przyjaźni. To się może zmienić, bo większość bloków jest ocieplanych. I zabraknie szczelin, w które mogą wlatywać. Będziemy to monitorować. Najpierw sprawdzamy, kiedy przylatują, kopulują i składają jaja dorosłe osobniki. Drugie liczenie jest w momencie, gdy młode opuszczają gniazda. Wrócą po dwóch, trzech latach.

– Tak jak bociany w te same miejsca?

– To mit (śmiech). Bociany nie zawsze wracają do domu, jerzyki zresztą też. Dzięki tym badaniom będziemy wiedzieli, ile ptaków nam ubyło. Niektóre wspólnoty montują skrzynki lęgowe dla ptaków. To rekompensata za likwidację otworów wentylacyjnych w blokach.

– Domyślam się, że docieracie do wspólnot mieszkaniowych i przekonujecie do ochrony ptaków?

– Nie do wszystkich docieramy. Staramy się edukować, zmieniać mentalność ludzi odpowiedzialnych za inwestycje mieszkaniowe. Jerzyki jak większość ptaków w Polsce są pod ścisłą ochroną.

Zabijanie tych ptaków i niszczenie gniazd jest karalne. Przed termomodernizacją trzeba sprawdzić, czy nie ma ptasich gniazd. Można przygotować budki zastępcze.

-Będziecie zawiadamiać organy ścigania?

– Jeśli nie przyniosą rezultatu rozmowy. Szykujemy publikację, która pokaże, że ten gatunek bez pomocy ludzi nie przetrwa.

– Zdarzało się, że niszczono gniazda?

– Jerzyki były żywcem zamurowywane, gniazda zasłaniane styropianem. Młode jerzyki mogą hibernować przez kilka dni bez jedzenia i wody. Czasem można je wydostać ze śmiertelnej pułapki.

– Dlaczego warto dbać o jerzyki?

Bo są pożyteczne, zwiększają bioróżnorodność w mieście. To nie jest uciążliwy gatunek, wieczorami charakterystycznie odzywa się w stadach. Zjada komary i inne dokuczliwe owady.

– Gdzie montowane są budki?

– Na krańcach wysokich budynków. Budki są podłużne, z owalnym otworem. Ptaki muszą mieć możliwość szybkiego wylotu z budek. Dobrze widać to na osiedlu Piastowskim na ul. Zachodniej. Na naszym wydziale powstała praca magisterska. Studentka sprawdzała jak budki są zasiedlane, czy spełniają swoją funkcję. Okazało się, że jerzyk nie wykorzystuje budek w pierwszym roku. Oswaja się z nimi. Obecnie są zasiedlone w połowie.

– Rozmawiacie z deweloperami?

– Mamy zamiar. Na nowych osiedlach nie ma miejsca dla jerzyków. Dobrze byłoby, żeby powstały tam budki. Lokatorzy zwracają większą uwagę na przyrodę. Deweloperzy mogliby się pochwalić, że podejmują działania proekologiczne. I chronią jerzyki, ale i np. kopciuszki. To szary ptak z rudym kuprem, charakterystycznie śpiewa.

– A są osoby, które chcą pogonić jerzyki bo są głośne?

– Bardziej hałaśliwe są sroki. Jerzyki to wdzięczne ptaki, ich charakterystyczny śpiew nie jest uciążliwy.

– To jaki to gatunek?

– To rodzina jerzykowate. Nie jest spokrewniony z jaskółką, choć wygląd ma podobny np. wielkość, wąskie skrzydła. Inaczej lata jak jaskółka, głębiej macha skrzydłem. Dziób ma charakterystycznie spłaszczony, łatwiej mu zdobywać pokarm w trakcie lotu, ma krótkie nogi. Poluje ciekawie. Stadka lecą przy ścianach budynków i płoszą owady np. gatunki błonkoskrzydłe.

 A jak jest z zasiedleniem wież lęgowych na Podgórnej i Anieli Krzywoń?

– Budki są dobrze zaprojektowane przez naukowców z UZ, mają odpowiednie szczeliny dylatacyjne, dobry mikroklimat i temperaturę. Problem w tym, że jerzyki nie chcą się do nich wprowadzić. Mają lokatorów, ale innych: wróble, bogatki i nietoperze, które tak jak jerzyki zjadają komary. Wieże powstały w 2013 r. i nie przyszedł w nich na świat żaden jerzyk. Postaramy się tam wiosną założyć wabiki. Nietoperze nie pokłócą się z jerzykami.

– Dziękuję za rozmowę.

    Rafał Krzymiński